Technika wyjścia z progu

17 lutego. Nakręcane złotym kluczykiem z Kremla media mainstreamowe i rosyjscy politycy od kilku miesięcy mieli obiekt ekstatycznego uwielbienia: prezydenta. Tak, prezydenta Putina – to rzecz oczywista. Ale jeszcze i drugiego prezydenta – Donalda Trumpa.

Każda jego wypowiedź, każdy gest pod adresem Moskwy kwitowane były przez większość komentatorów w rosyjskiej telewizji i wysokonakładowej prasie uniżenie, z miłością. Dygot przed pierwszą rozmową telefoniczną Putin-Trump, a teraz dygot przed pierwszym przygotowywanym w mozole spotkaniem przypominają zawroty głowy pensjonarki, która umówiła się na randkę z profesorem. Trump nasz, Trump nas przytuli, Trump nas zrozumie. Dogadamy się, świat podzielimy tak, żebyśmy krzywdy nie mieli. A że sankcje to nasza krzywda, to zaczniemy może od sankcji – to znaczy, żeby ich wreszcie nie było. Krym nasz, Ukraina nasz, Syria nasz. I będziemy żyć długo i szczęśliwie.

Moskwa z uwagą przyglądała się kandydatom do pracy w administracji Trumpa. Nominacja kawalera Orderu Przyjaźni Rexa Tillersona na sekretarza stanu została powitana z zadowoleniem. Tymczasem wczoraj na pierwszym spotkaniu szefów dyplomacji Rosji i USA Tillerson zachowywał się i wypowiadał sztywno, starannie kontrolując każde słowo i podkreślając, że USA realizują amerykańską politykę w amerykańskich interesach. A nazajutrz cały w uśmiechach spotkał się z prezydentem Poroszenką.

Cieniem na rosyjskim optymizmie położyła się też dymisja doradcy ds. bezpieczeństwa Michaela Flynna, człowieka zaprzyjaźnionego z Rosją. Media społecznościowe kolportowały w ostatnich dniach zdjęcie Flynna, na którym siedzi on przy jednym stole z Putinem podczas uroczystej gali ku czci propagandowej tuby Kremla na zagranicę TV RT. Flynn złożył dymisję po tym, jak wyszły na jaw jego rozmowy z ambasadorem Rosji w USA, panem Kislakiem, na temat zdjęcia sankcji. Ale nie sam fakt kontaktów z rosyjskim dyplomatą i tematy podnoszone przez obu panów stały się przyczyną odwołania w atmosferze skandalu. Flynn początkowo kluczył, nie przyznawał się, świadomie wprowadził w błąd prezydenta i wiceprezydenta, w efekcie stracił ich zaufanie, a następnie posadę.

Sekretarza obrony Jamesa Mattisa w Moskwie raczej się obawiano. Więc gdy zapowiedział, że porozmawia z Moskwą z pozycji siły, nikt się specjalnie nie zdziwił. Rosyjski kolega Szojgu natychmiast odparował, że Rosja nie pozwoli rozmawiać ze sobą z pozycji siły. Bo wielkie światowe mocarstwo, jakim Rosja ma ambicję ponownie się stać, inaczej odpowiedzieć nie może.

To jeszcze nie wszystkie nieprzyjemności. Rzecznik Białego Domu powiedział, że Rosja powinna oddać Krym Ukrainie, wycofać się z poparcia separatystów w Donbasie; jednocześnie zapewnił, że Trump chce poprawy stosunków z Moskwą. Dziś sam Trump na konferencji prasowej rozwinął temat: „Lubię się układać (negocjować), nieźle mi to idzie i podoba mi się. Być może nie uda mi się dogadać z Putinem. Ale chcę wam powiedzieć, że fałszywe informacje mediów […] tylko utrudniają wysiłki na rzecz poprawy relacji z Rosją. Byłoby mi łatwiej potraktować Rosję twardo, ale wtedy nie zdołam się porozumieć”. Po zdecydowanym komunikacie służb prasowych ta wypowiedź Trumpa brzmi wręcz pojednawczo. Choć wcześniej w tweecie napisał: „Krym został ZABRANY Ukrainie w czasie prezydentury Obamy. Może Obama postępował zbyt łagodnie”. Jednym słowem: klasyczny przekładaniec. Raz gorzko, raz słodko.

Ciekawa była reakcja w Moskwie na przypomnienie, że Krym jest ukraiński. Szeroko potraktowano to stwierdzenie jako symboliczny koniec miodowego miesiąca w relacjach. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin z wyrzutem wypomniał Trumpowi, że nie wypełnia obietnic wyborczych. To swoiste kuriozum: pan Wołodin nie jest wyborcą Trumpa, Trump jako kandydat nic mu nie obiecywał. Przez media społecznościowe przetoczyła się jak burza informacja, że telewizja i prasa dostały instrukcję z góry, aby zaprzestać wychwalania Trumpa. Trump już nie nasz. Прошла любовь, завяли помидоры. Koniec miłości, panie i panowie.

Miłości może i koniec, ale przecież nic się jeszcze nie wydarzyło. To na razie gra wstępna, przedstawianie listy rzeczy do uzgodnienia, wyznaczanie jakichś linii – czerwonych i zielonych. Na razie została oznaczona na tej skomplikowanej mapie dochodzenia do uzgodnień pozycja USA w sprawie przynależności terytorialnej Krymu. To ukraińskie terytorium i kwita. I teraz są dwie drogi: albo na tym się rozchodzimy do swoich pokoi i nie gadamy w ogóle, albo na razie zostawiamy Krym na boku i gadamy o tym, co możemy zrobić razem. Według Trumpa, tym czymś do „zrobienia razem” jest walka ze światowym terroryzmem. Zobaczymy.

Zdaniem krytyka Kremla, politologa Andrieja Piontkowskiego, punktem zwrotnym, który przyczynił się do zmiany stosunku Trumpa do Putina, była wypowiedź tego ostatniego o Trumpie i moskiewskich prostytutkach (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/01/18/w-obronie-czci-donalda-fredowicza/). „To na zawsze pogrzebało rodzącą się męską przyjaźń dwóch brutalnych alfa-samców. Po 17 stycznia Trump zamilkł jak nożem uciął, przestał radośnie wykrzykiwać „Putin znowu mnie pochwalił”. […] Trumpowska karta Putina okazała się bita, tak jak wcześniej bite były karty „rosyjskiego świata”, Noworosji czy obrony ojczyzny przed terrorystami na dalekich rubieżach [w Syrii]”.

Na koniec jako swoiste podsumowanie tych rozważań niech posłużą słowa, które wczoraj prezydent Putin wypowiedział na spotkaniu z aktywem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (http://echo.msk.ru/blog/echomsk/1929596-echo/): „Na szczycie NATO w Warszawie Rosja została uznana za główne zagrożenie dla Sojuszu, powstrzymywanie Rosji zostało ogłoszone nową misją NATO. Rosja jest nieustannie prowokowana. Powtarzają się próby wciągania nas w konfrontację i próby mieszania się w nasze sprawy wewnętrzne”. Nie będzie łatwo się dogadać…

2 myśli nt. „Technika wyjścia z progu

  1. Muchor

    Abstrahując od osoby Trumpa (czy może raczej – od jego osobowości albo wręcz osobliwości), to możemy mieć powtórkę z rozrywki – ostatni prezydenci USA zaczynali podobnie: a to zobaczyli krystalicznego demokratę w oczach prezydenta Putina, to z zapałem resetowali z nim stosunki. To chyba bierze się stąd, że taki zwyczajny Amerykanin zakłada, że cały świat (w tym Rosja) działa na podobnych zasadach (czyli wyznaje te samą skalę wartości). No i przy takim założeniu to, że poprzednicy nie zdołali poprawić relacji z Rosją jest naturalnie winą poprzedników, a nie Rosji – mnie się uda, ja dam radę. Ale to założenie nie jest prawdziwe, i z czasem następuje rozjazd interesów, pojawia się mniejszy lub większy konflikt i okazuje się, że ułożenie relacji z Rosją takie proste nie jest. Wtedy czytają Zbig-a Brzezińskiego a jak już zaczynają coś rozumieć – kadencja się kończy i przychodzi kolejny prezydent USA, który liczy, że się dogada.
    Z Trumpem może być podobnie, tylko zapewne czas tych kolejnych etapów może być różny, ale młyny świata mielą jak mieliły.

    Odpowiedz
  2. Anna Łabuszewska

    Szanowny Panie Muchor!
    Bardzo dziękuję za komentarz. Bardzo celne spostrzeżenia, podpisuję się obiema rękami. W tej sytuacji, która mamy dziś, po nowym rozdaniu w Ameryce, trzeba chwilę poczekać, by zobaczyć, na ile zmieni się system w USA i czy się zmieni pod naciskiem nowego prądu, jakim chce być Trump.
    Pozdrawiam serdecznie
    Anna Łabuszewska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *