Widzicie ludzie cuda w tej budzie

12 września. W regionach Rosji odbyły się w minioną niedzielę wybory do władz ustawodawczych i wykonawczych różnych szczebli – gubernatorów, merów miast, lokalnych legislatur. Wybory miały być ostatnim sprawdzianem dla machiny wyborczej przed zaplanowanymi na marzec przyszłego roku wyborami prezydenta. Władze z uwagą przyglądały się, które chwyty są najbardziej efektywne, które ściemy działają, a które już nie działają. Testowano, jakie technologie wyborcze (proszę wybaczyć ten żargon) zastosować, aby ludzi zachęcić do wzięcia udziału w głosowaniu, a jakie okazują się skuteczne, gdy ludzi trzeba do tego raczej zniechęcić.

Z reporterskiego obowiązku zaznaczę, że procentowo wygrała te wybory Jedna Rosja. Tak głosi komunikat. Było też kilka niespodzianek: mimo wykręcania rąk, kilku opozycjonistom udało się zdobyć mandaty w radach dzielnicowych w Moskwie, ale nie na tyle dużo, aby ich partie w przyszłych wyborach mera mogły wystawić własnego kandydata. Odnotowano spadek liczby mandatów zdobytych przez kandydatów LDPR Żyrinowskiego i Sprawiedliwej Rosji Mironowa (czyli wierne przystawki Jednej Rosji). Wybory odbyły się na Krymie – zostały oprotestowane przez Ukrainę i Unię Europejską.

Frekwencja na wyborach była niska, w niektórych regionach nie przekroczyła 10-15%, w całym kraju – 29%. Władzom generalnie nie zależało tym razem, aby była wysoka, zwłaszcza tam, gdzie dopuszczono do startu przedstawicieli pozasystemowej opozycji. W Moskwie, gdzie właśnie w kilku okręgach wystawiono kandydatów z ramienia opozycji, często brakowało informacji o lokalach wyborczych, kandydaci mieli ograniczone możliwości prowadzenia kampanii wyborczej itd. Czyli tu chodziło o to, aby ludzie nie przyszli i nie zagłosowali na opozycję.

W oficjalnych mediach odtrąbiono wielkie zwycięstwo demokracji. Dyżurni piewcy ogłosili, że zgodnie z genialnym zamysłem Kremla następuje wymiana elit – przychodzą nowi ludzie, pełni energii, z pomysłami, w demokratycznych procedurach wygrywają wybory, obejmują mandaty lub stanowiska, a ludziom dzięki temu żyje się dostatniej.

W mediach mniej oficjalnych opisywano przypadki świadczące o manipulacjach i fałszowaniu wyborów. Na przykład w moskiewskiej dzielnicy Arbat Ministerstwo Obrony zorganizowało tak zwane gumowe mieszkanie, w którym niedługo przed głosowaniem zameldowano pewnego dnia jednocześnie około 1500 żołnierzy, którzy służą w jednostce w podmoskiewskiej Bałaszysze. Jak poinformował sztab opozycyjnych partii, wszyscy ci nowo zameldowani zagłosowali w niedzielnych wyborach na Jedną Rosję, tym samym uniemożliwiając wygraną opozycjonistom. Inny przypadek opisują korespondenci agencji Reutera, którzy wybrali się obserwować wybory w regionach. „Pod lokalem wyborczym we Władykaukazie przez cały dzień dyżurowali dziennikarze. Liczyli głosujących, naliczyli 256. W oficjalnych wynikach z tego lokalu podano, że głos oddało tu 1867, czyli siedmiokrotnie więcej, niż zauważyli korespondenci. Okazało się, że większość głosów otrzymała tu Jedna Rosja. Członkowie komisji wyborczej stwierdzili, że wszystko policzyli i się zgadza. Jeden z obecnych w lokalu powiedział reporterom: „Musimy zapewnić Jednej Rosji 85 procent, w przeciwnym razie car przestanie dawać nam pieniądze”. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow pytany o naruszenia procedur wyborczych odparł, że wybory świadczą o zaufaniu społeczeństwa do Putina i że głosowanie wyróżniało się zerową tolerancją wobec naruszeń.

System musi fałszować wybory, inaczej nie potrafi – napisał jeden z komentatorów. Gdzieniegdzie stosuje metody toporne, jak karuzele z głosującymi, jeżdżącymi od punktu do punktu czy ordynarne dosypywanie kart do urn. Gdzieniegdzie metody są bardziej wysublimowane. Ale generalna zasada jest niezmienna: głosowanie musi dać odpowiedni dla władz rezultat.

Jeszcze nie wiadomo na sto procent, czy Władimir Putin będzie startował w marcowych wyborach prezydenckich. Zwleka z oficjalnym ogłoszeniem. Choć jak ćwierkają moskiewskie wróble, na Kremlu zaczęto już procedurę wyłaniania mężów zaufania Putina w kampanii wyborczej. A doświadczenia z niedzielnych wyborów na pewno się w procesie wyborczym przydadzą.

2 myśli nt. „Widzicie ludzie cuda w tej budzie

  1. Muchor

    Hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek.

    Wybory w niektórych krajach nie służą temu, aby wyłonić nowych ludzi do władz. Służą temu, aby odegrać teatrzyk na potrzeby tak wewnętrzne jak i zewnętrzne – władza potrzebuje pozorów legitymizacji. Zarazem takie wybory są fałszowane w oczywisty dla wszystkich sposób, aby było jasne, że wybory nie służą do zmiany władzy. Dlatego wybory fałszuje się nawet tam, gdzie aktualne władze wygrałyby wybory bez żadnych karuzeli, fikcyjnych meldunków, dosypywania głosów itp.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *