Nawalny – stan ciężki, stabilny

29 sierpnia. Lekarze kliniki Charite w Berlinie wydali komunikat dotyczący stanu zdrowia Aleksieja Nawalnego. Pacjent nadal jest w śpiączce farmakologicznej, podłączony do respiratora, stan ciężki, stabilny, objawy otrucia powoli ustępują. Na razie za wcześnie, aby przewidywać, jakie będą dalekosiężne skutki otrucia, kluczowe jest, jak działać będzie mózg – mówią lekarze.

Według „Der Spiegel” (tygodnik na okładce najnowszego numeru umieścił zdjęcie Nawalnego), lekarze z Charite zwrócili się z prośbą o konsultację do specjalistów toksykologów z Bundeswehry, a także z brytyjskiego laboratorium Porton Down, którzy brali udział w śledztwie w sprawie otrucia Siergieja i Julii Skripalów. Ponadto niemieccy medycy porozumiewają się w lekarzami, leczącymi bułgarskiego przedsiębiorcę, handlarza bronią Emiliana Gebrewa, otrutego w 2015 r. substancją paralityczno-drgawkową, zapewne podobną do nowiczoka.

Zostańmy jeszcze na niemieckim podwórku. W związku z otruciem Nawalnego wypowiedziała się pani kanclerz Angela Merkel. Zapowiedziała, że Niemcy ze swej strony będą dążyć do wyjaśnienia sytuacji. A gdy owa trochę się rozjaśni, to wtedy należałoby – podobnie jak po ataku na Skripala – „wypracować wspólne ogólnoeuropejskie stanowisko”. Natomiast Berlin nie zamierza zmieniać stanowiska w sprawie gazociągu Nord Stream 2 ani w ogóle weryfikować linii politycznej wobec Rosji: „Rosja jest geostrategicznym graczem, z którym należy podtrzymywać dialog”. Minister spraw zagranicznych Heiko Maas zaznaczył, że Niemcy wprowadzą „sankcje dyplomatyczne przeciw Rosji, jeśli okaże się, że za otruciem Nawalnego stoją rosyjskie władze”.

Rosyjskie władze tymczasem próbują pokazać: „to nie my”. Najpierw rzecznik Kremla wzruszał ramionami, że nie ma powodu, aby wszczynać śledztwo w sprawie okoliczności otrucia. Potem Prokuratura Generalna Rosji zwróciła się do Niemiec o przekazanie dokumentacji z kliniki Charite, na podstawie której stwierdzono otrucie. (Zaraz się pewnie okaże, że Niemcy truli, trują i będą truć). Zabrał też głos sam Władimir Władimirowicz: w rozmowie z włoskim premierem Giuseppe Conte zagrzmiał, że uważa za niedopuszczalne „przedwczesne i bezpodstawne oskarżenia” w związku z otruciem Nawalnego.

Linia Moskwy jest czytelna: kneblować usta tym, którzy mówią, jak jest, wrzucać do przestrzeni medialnej dziesiątki wersji wziętych z sufitu sali konferencyjnej na Łubiance czy w innych gmachach, gmatwać, mataczyć, wypierać się, oczerniać źródła mówiące inaczej niż Kreml, zaprzeczać oczywistości, za kulisami pętać inicjatywy mające na celu a) wyjaśnienie sprawy, b) wprowadzenie sankcji za popełnione czyny zabronione. Tak było choćby w przypadku otrucia Skripalów czy zestrzelenia MH17 nad Donbasem w 2014 r.

Wrócę jeszcze do bułgarskiego wątku. Przez porównanie będzie można dostrzec mechanizm. W wywiadzie dla rozgłośni Deutsche Welle bułgarski ekspert, współpracujący z Bellingcat, Hristo Grozew mówi: „Śledczy z Bułgarii sprawdzili różne hipotezy [otrucia Gebrewa], w tym jedzenie i napoje, i skłaniają się ku wersji, iż trucizna została naniesiona na klamkę drzwiczek samochodu. Zatruł klamkę funkcjonariusz GRU [rosyjski wywiad wojskowy] w garażu należącym do biura przedsiębiorcy. Być może w przypadku Nawalnego substancję podano nie w herbacie, a umieszczono na powierzchni, której dotknął Nawalny”. Grozew wskazuje też na „związek personalny” sprawy otrucia Gebrewa i Skripalów: w obu akcjach brał udział pewien funkcjonariusz, określany jako Denis S. – był w inkryminowanym garażu, a także przebywał w Londynie [jako grupa wsparcia] w czasie, gdy dwóch kolegów podziwiających katedrę w Salisbury truło Skripalów (https://www.dw.com/ru/chem-pohozhi-otravlenija-navalnogo-i-skripalja-versija-jeksperta-bellingcat/a-54719715).

Popatrzmy jeszcze na sytuację okiem politologa. Gleb Pawłowski zna Kreml od podszewki, w pierwszych dwóch kadencjach Putina był jego doradcą, niektórzy mówią, że to on wykreował prezydencką gwiazdę, nazywano go demiurgiem. Potem wypadł z łaski, ale swoje zdanie nadal wypowiada przy różnych okazjach. I jest ono zawsze interesujące, bo formułowane na podstawie wiedzy tajemnej i z wyższego pułapu. „Nawet jeśli truciciele nie mieli na celu zabicia Aleksieja Nawalnego, to mógł on umrzeć. Być może celem było zastraszenie, ale faktycznie był to zamach na jego życie. Teraz stanie się to częścią naszej politycznej świadomości”. Zdaniem Pawłowskiego, zamach na Nawalnego jest jednym z ramion pentagramu wydarzeń, które mają wpływ na formowanie polityki w Rosji (cztery pozostałe to: „wyzerowanie” Putina z pogwałceniem przez niego konstytucji, pandemia koronawirusa, Białoruś, wybory prezydenckie w USA, najprawdopodobniej przegrane przez Trumpa). Jednym ze skutków otrucia opozycjonisty będzie, zdaniem Pawłowskiego, pojawienie się w Europie przekonania, że rosyjskie władze praktykują potajemne zabójstwa przeciwników i to na dużą skalę. I jeszcze jedna ważna okoliczność: teraz człowiek, który zechce brać udział w życiu politycznym Rosji i stanąć naprzeciw Kremla, będzie musiał sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie podjąć takie ryzyko jak Nawalny, narazić swoje zdrowie, a może i życie (całość wywodu Pawłowskiego na stronie „Nowyje Izwiestia”, polecam: https://newizv.ru/news/politics/25-08-2020/gleb-pavlovskiy-otravlenie-navalnogo-rezko-povyshaet-tsenu-uchastiya-v-politike).

Pytanie o otrucie Nawalnego nie pojawiło się natomiast w ostatnim wywiadzie telewizyjnym Władimira Putina (https://www.youtube.com/watch?v=C-0nFhTlEaE). A o co śmiał spytać prezydenta ulizany dziennikarz państwowej telewizji? O tym napiszę w następnym odcinku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *