Pomnik Kałasznikowa i Schmeissera

23 września. W dawnych sowieckich czasach był taki popularny dowcip. Iwan zatrudnił się w zakładach produkujących wózki dziecięce. Urodziło mu się dziecko, chciał zaoszczędzić, więc codziennie wynosił części z zakładu, by w domu w cichości złożyć z nich wózek. Ale mimo starań o wózek, zawsze wychodził mu karabin. Historia, którą za chwilę opowiem, świadczy o tym, że w dzisiejszych czasach w Rosji nawet z części, które po złożeniu powinny dać karabin, wychodzi jakiś bubel.

Kilka dni temu w Moskwie z wielką pompą, honorami wojskowymi i orkiestrą odsłonięto pomnik „wielkiego konstruktora”, inżyniera Michaiła Kałasznikowa. Inżynier podarował ludzkości automat swojego imienia, aby pod każdą szerokością geograficzną każdy – nawet ten, kto nie potrafi obchodzić się z bronią palną – mógł bez frasunku strzelać i zabijać. Przeciwko wysławianiu tego, który wymyślił idealną machinę śmierci, protestował pewien młody człowiek (https://www.svoboda.org/a/28751291.html). Został niezwłocznie zatrzymany za plakat „konstruktor broni to konstruktor śmierci”. Pojedyncza pikieta, nie ma się czym martwić.

Obecny na uroczystości odsłonięcia pomnika minister kultury Władimir Miedinski wypowiedział zdanie frazes, który odbił się szerokim echem po rosyjskich mediach: Kałasznikow to kulturowy symbol Rosji (dosłownie powiedział: to kulturowy brend, marka). Dziennikarz Anton Oriech przyznał mu rację: „Tak, to marka naszej kultury, symbol Rosji. Nie jedyny, są jeszcze wódka, matrioszka i niedźwiedź”.

Na autora rzeźby przedstawiającej konstruktora Kałasznikowa z ukochanym dziełem swego życia w dłoniach, niejakiego Salawata Szczerbakowa spływały z początku same splendory. Wypowiadający się masami w radiu i telewizji zachwyceni odbiorcy nachwalić się nie mogli, jakiż to piękny pomnik stworzył, jak stolicę przyozdobił, jak znakomicie uwiecznił w kamieniu ten błysk geniuszu, bez którego Rosja nie byłaby Rosją. Na tych, którzy śmieli publicznie krytykować pomnik (i za niski poziom artystyczny, i za wysławianie broni, która masowo zabija), zwolennicy Kałasznikowa i jego dzieła wylewali hektolitry wściekłej piany. (Tu można obejrzeć zdjęcia: https://www.gazeta.ru/social/photo/stg_44_on_kalashnikov_monument.shtml).

Kilka dni po odsłonięciu rzeźby (którą umieszczono pod wielkim biurowcem, nazywanym w Moskwie popularnie Mordorem) do całego galimatiasu wywołanego zażartą dyskusją doszedł nowy skandal. Jak napisał Iwan Dawydow na portalu „Snob”: „Historyk wojskowości Jurij Paszołok […] uważnie obejrzał postument, na którym wyobrażone zostały słynne kałachy, a także rysunek konstrukcji najpopularniejszego na świecie automatu. I dostrzegł, że to, co umieszczono na cokole, nie jest kałasznikowem. Tylko niemieckim StG-44. Tu kilka słów wyjaśnienia. StG to dzieło sławnego Hugo Schmeissera, który był w sowieckiej niewoli i pracował w zakładach produkujących broń [w Iżewsku]. Od wielu dekad toczy się dyskusja między specjalistami: czy Michaił Kałasznikow zapożyczył od Hugo Schmeissera konstrukcję swego znamienitego automatu? W każdym razie – AK-47 [kałasznikow] i StG-44 są do siebie z wyglądu podobne. Zostawmy ten spór historykom i specjalistom od broni strzeleckiej. Tu chodzi o coś innego. Dla patrioty historia o kradzieży Schmeisserowi pomysłów to podeptanie świętości, wraże knowania i obraza jednego z największych symboli naszej potęgi. I oto w Moskwie pojawia się pomnik twórcy tej naszej potęgi, który trzyma w ręku największy z symboli naszej potęgi”. I co się okazuje? Że na postumencie ulubieniec publiczności Salawat Szczerbakow umieszcza dzieło Schmeissera. „Czyż to nie sabotaż? Gdyby coś takiego wydarzyło się w 1947 roku, kiedy Michaił i Hugo tworzyli sławę rosyjskiego oręża, nadworny rzeźbiarz Salawat Szczerbakow już by wypluwał zęby razem z krwią na podłogę jednego z gabinetów na Łubiance”.

W dzisiejszych czasach Szczerbakow nigdzie krwią nie pluje. Za to na prawo i lewo usprawiedliwia się: „Och, pomyliłem się, bo ściągnąłem projekty z Internetu, to Internet zawiódł”. Pomyłkę Internetu postanowiono jak najszybciej usunąć. W piątek robotnicy przystąpili do odpiłowania z pomnika nieszczęsnego StG-44. Jeżeli ktoś pomyślał, że to już koniec paranoicznych przygód pomnika Kałasznikowa, to się pomylił. Robotnicy zostali mianowicie zatrzymani przez policję pod zarzutem wandalizmu i dostarczeni na posterunek.

Miało być patetycznie, patriotycznie, wzniośle i ku pokrzepieniu serc. A wyszło, jak wyszło. To znaczy nie wyszło. Jak napisał Anton Oriech, „nawet to, jedyne to, w czym byliśmy tacy świetni, nawet tego nie potrafiliśmy złożyć do kupy”. Zamiast kałasznikowa wyszedł Sturmgewehr.

2 komentarze do “Pomnik Kałasznikowa i Schmeissera

  1. alfath

    Paradna historia! Trudno nie odczuć satysfakcji, że kuriozalny pomnik nie tyle konstruktora, co morderczej broni (nie do wiary, ze ktoś na poważnie nazwał ją „kulturalną marką”) od teraz będzie kojarzył się z tą anegdotą. Co prawda gdzie indziej też czci się podobne „krupniejszyje dostiżenia” ludzkości, jednak jakoś oględniej, np. Samuel Colt ma imponujący pomnik w swoim rodzinnym mieście, ale główna statua wyobraża przemysłowego magnata w dostojnej pozie, podczas gdy słynny rewolwer pojawia się w rękach niedużej, siedzącej figury tegoż Samuela jako nastolatka, majstrującego przy swoim epokowym wynalazku. Co nie zmienia faktu, że fortuna Coltów wyrosła na produkcji narzędzi do zabijania.

    Jednakże do mniej wesołej refleksji pobudza żart felietonisty Dawydowa na temat losów autorów podobnych pomyłek w przeszłości. Czy to, że w dzisiejszej Rosji nie wybiją „sabotażyście” zębów w śledztwie to powód do jeszcze większej pogardy? Może okrucieństwo tyranów nie jest tak nieracjonalne, jak chcielibyśmy je widzieć? „Jeżeli ludzie nie będą się ciebie bali, to się będą z ciebie śmiali”, mawiał za swoim ojcem słynny pułkownik. Niestety.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *