Noworoczne zagadki Kremla i okolic

2 stycznia 2026. Stary Rok zakończył się w Rosji z przytupem. Putin w rozmowie telefonicznej z Trumpem rzucił ciężkie oskarżenie pod adresem Kijowa: ukraińskie drony miały pono zaatakować jego rezydencję na Wałdaju.

Końcówka roku w Rosji bywa na ogół bardzo intensywna, wszyscy starają się na maksa docisnąć, zamknąć ważne rozdziały, aby mieć chwilę spokoju na początku Nowego Roku (co najmniej do 7 stycznia, a jeszcze chętniej do 13 stycznia – Starego Nowego Roku – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2008/01/11/stary-nowy-rok/). Rok 2025 nie był w tym wyścigu wyjątkiem. W Ameryce trwały negocjacje w sprawie uregulowania „konfliktu ukraińskiego” – przyjechała najpierw delegacja rosyjska, potem ukraińska, prezydent Zełenski spotkał się z prezydentem Trumpem (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/12/29/osiodlac-fale-cieplych-morz/). W ten dyplomatyczny korowód wpleciona została jeszcze rozmowa telefoniczna Putin-Trump. I właśnie podczas tej rozmowy rosyjski wódz miał wyrazić „wielki oburz” z powodu wiarołomnej napaści ukraińskich dronów na mały biały domek w obwodzie nowogrodzkim, w którym gnieździ się Putin i jego nieokreślona rodzina (dziennikarze śledczy twierdzą, że w rezydencji na Wałdaju mieszka Alina Kabajewa i jej dwaj małoletni synkowie z nieformalnego związku z Putinem).

Rosyjska propaganda ruszyła z kopyta. Nawet głównego kapłana Władimira Sołowjowa zawrócono z zasłużonego urlopu. Gadające głowy w telewizyjnych seansach nienawiści grzmiały: (rzekomy) „atak na prezydencką rezydencję to wypowiedzenie przez Ukrainę wojny” (tak, tak, wypowiedzenie wojny, bo wojny – wedle rosyjskiej propagandy – nie ma, toczy się jedynie sprawiedliwa „specjalna operacja wojskowa”), od czci i wiary odsądzano zachodnich sojuszników Kijowa, padły wezwania do uderzenia w rezydencję Zełenskiego albo budynki rządowe Ukrainy, grożono użyciem broni hipersonicznej wobec Wielkiej Brytanii i tak dalej. Przed kamerami telewizyjnymi ustawiono również szefów klubów parlamentarnych, którzy jeden przez drugiego jak po sznurku wskazywali sprawcę tego niesłychanego barbarzyństwa („faszystowski reżim w Kijowie”) i domagali się zerwania procesu pokojowego.

Z obszernym komunikatem wystąpił minister spraw zagranicznych Rosji, Siergiej Ławrow. Oskarżył on Ukrainę o wysłanie nad wałdajską rezydencję 91 dronów. I zapowiedział, że w związku z tym atakiem rosyjskie stanowisko w rozmowach pokojowych zostanie zrewidowane (to kluczowe sformułowanie: sygnał, że Rosja nie zamierza zmierzać do pokoju; skoro prawdziwego powodu nie ma, to można spreparować wyimaginowany pretekst). Początkowo nawet rosyjskie ministerstwo obrony nie potwierdziło tych rewelacji – w pierwszym komunikacie mowa była o 41 dronach, które dotarły nad obwód nowogrodzki (choć nie nad samą rezydencję) i zostały zestrzelone. Warto przypomnieć, że Putin jest zapobiegliwy i wokół jego gniazdka rozmieszczone są najbardziej wypasione systemy obrony przeciwlotniczej.

Początkowo Donald Trump w wypowiedzi przed dziennikarzami wyraził niezadowolenie z powodu ataku, powołał się na słowa Putina. Potem do akcji wkroczyły CIA i Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA. Agenci przeanalizowali dane i… nie znaleźli potwierdzenia ataku. Trump został o tym poinformowany i 31 grudnia w Truth Social powołał się na artykuł w „The New York Post” (w którym zostało dowiedzione, że żadnego ataku bezzałogowców na dom Putina nie było – https://nypost.com/2025/12/30/opinion/putin-attack-bluster-shows-russia-is-one-standing-in-way-of-peace/) i napisał: ten incydent pokazuje, że to Rosja stoi na przeszkodzie osiągnięciu pokoju. Instytut Studiów nad Wojną (ISW) też zbadał sprawę i zakomunikował, że nie znalazł żadnego potwierdzenia ataku w dostępnych danych geolokacyjnych (żadnych wybuchów ani hałasów, zwrócono też uwagę, że nie ma żadnych wzmianek o ewentualnym ataku bezzałogowców w doniesieniach miejscowych mediów, ponadto przedstawiciele miejscowych władz też się o rzekomym ataku nie zająknęli).

Rosja jednak nie odpuściła – nie ma dowodów? No to macie dowody! Najlepsze, jeszcze ciepłe, prosto z biurek i drukarek rosyjskich generałów. 1 stycznia ministerstwo obrony przekazało attaché wojskowemu USA paczkę ze znalezionym jakoby w lesie koło rezydencji kawałkiem drona i jego zawartość („plik z zadaniem”), co ma stanowić potwierdzenie – w myśl zapewnień strony rosyjskiej – że dron został wysłany na rezydencję. Nie wiem, jak attaché zachował kamienną twarz podczas tego przedstawienia, gdy wręczano mu owe rzekome dowody. Jeden z komentatorów na X napisał: „CIA zna trajektorię każdego drona, Amerykanie mają dane radiolokacyjne, monitorują wszystko za pomocą satelitów itd. Mają pełen obraz w real time, a nie jakiś żałosny „plik z zadaniem”, który można zrobić na kartce wyrwanej z notesu. To mniej więcej tak, jak astronoma ktoś chciałby przekonać o tym, że Ziemia jest płaska, pokazując mu rysunek horyzontu, zrobiony przez dziecko. […] Rzeczywistość wygląda tak, że gdyby faktycznie ukraińskie drony leciały nad rezydencję Putina, to Amerykanie dowiedzieliby się o tym wcześniej niż sam Putin” (https://x.com/fakeofforg/status/2006757600382144606).

Trzeba pamiętać, że Rosja ma przećwiczone akcje dezinformacyjne do perfekcji – proszę sobie przypomnieć mylenie śladów choćby po zestrzeleniu przez rosyjskiego Buka samolotu Malezyjskich Linii Lotniczych nad Donbasem w lipcu 2014 r., zaprzeczanie oczywistości, wywleczonym na światło dzienne dowodom, wypieranie się do ostatniego tchu, przedstawianie fałszywych świadectw itd.

Teraz w telewizji pokazują ten fałszywy serial o Wałdaju ku wzmocnieniu ducha bojowego ludności, a na rynek zewnętrzny alarm jest potrzebny, aby zamaskować niechęć do zawarcia pokoju.

Szyderczy komentarz Maksim Mironowa na X niech będzie dobrym podsumowaniem tej historii: „Pod koniec czwartego roku trzydniowej wojny Putin skarży się Trumpowi, że jego rezydencja znalazła się pod ostrzałem”.

Na koniec noworocznego wpisu przytoczę opowieść wigilijną nowego typu: pod koniec grudnia w mediach pojawiły się informacje o śmierci Denisa Kapustina – legendarnego dowódcy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (walczącego po stronie Ukrainy), a 1 stycznia 2026 r. ukraiński wywiad (HUR) poinformował, że śmierć Kapustina była inscenizacją, czyli fejkiem, wykreowanym po to, aby wyjawić agentów rosyjskich służb specjalnych. Szef HUR Kyryło Budanow (który od dziś jest szefem kancelarii Zełenskiego) oświadczył, że w trakcie operacji ukraiński wywiad ustalił osoby, które zleciły zabójstwo Kapustina, oraz wykonawców, a przy okazji pozyskano środki, które strona rosyjska przeznaczyła na zabójstwo (notabene okazało się, że z tych środków wyparowała spora kwota, widocznie rosyjscy decydenci podzielili się nią „po drodze”). Strona ukraińska zapewniła, że Kapustin nadal wykonuje przewidziane zadania.

Szczęśliwego Nowego Roku 2026 dla Państwa! Oby nam się!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *