5 stycznia 2026. Reakcja Moskwy na brawurową akcję amerykańskich sił specjalnych, które wywiozły prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, by postawić go przed amerykańskim sądem, jest jak dotąd bardzo stonowana. Do tej pory u w sprawie, o której mówi cały świat, Władimir Putin osobiście głosu nie zabrał. W ogóle gdzieś zniknął.
Amerykańska „operacja specjalna” w Caracas była dla rosyjskich władz zaskoczeniem. Czas jest teraz w Rosji szczególny – do 8 stycznia trwają noworoczne ferie, kto nie musi zostawać w domu, pakuje walizy i wyjeżdża albo odcina kable, łączące ze światem, a w każdym razie z pracą. 3 stycznia to dzień, kiedy jeszcze trwa hulanka rozpoczęta 31 grudnia wieczorem, dobra zabawa jest priorytetem. Zatem kiedy doszło do uderzenia amerykańskich sił na Caracas i do schwytania śpiącego Maduro (w nocy z 2 na 3 stycznia), rosyjscy politycy nawet jeszcze nie zaczęli posylwestrowej rekonwalescencji. Zareagował tylko dyżurny MSZ, wydając kolejno kilka okrągłych dyplomatycznych komunikatów. Skrytykował w nich działania USA, nazywając je agresją, zadeklarował solidarność z narodem wenezuelskim. Rosja wyraziła też ubolewanie z powodu wywiezienia Maduro do Stanów i zaapelowała o jego uwolnienie. Dziś podczas zwołanego na wniosek Rosji posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ przedstawiciel Federacji Rosyjskiej Wasilij Niebienzia, znany z wykręcania kota ogonem, wyrażał oburzenie z powodu pogwałcenia prawa międzynarodowego (gdy Rosja napadła na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Niebienzia oburzenia nie wyrażał i nie widział w tym akcie pogwałcenia prawa międzynarodowego, wręcz przeciwnie – od tamtego czasu zawsze atakował Ukrainę i państwa ją popierające). Można bez końca patrzeć w ogień, słuchać śpiewu słowika albo czytać, jak państwo permanentnie łamiące prawo międzynarodowe upomina się, by inne państwa nie łamały prawa międzynarodowego.
Nawet znany z firmowych klątw pod adresem zachodnich adwersarzy Dmitrij Miedwiediew, ongi prezydent Rosji, był dużo łagodniejszy niż zwykle, „ekipa Trumpa jest twarda i cyniczna w realizowaniu interesów swojego kraju. Obalenie Maduro nie miało nic wspólnego z narkotykami – tylko z ropą. I oni otwarcie o tym mówią. Powiemy towarzyszom ze słonecznego Pindostanu [obraźliwa nazwa USA] otwartym tekstem: teraz nawet formalnie nie mają tytułu, aby o cokolwiek oskarżać nasz kraj” – powiedział w wywiadzie dla TASS.
Jeśli nie liczyć kilku zdezorientowanych wypowiedzi czy wpisów w mediach społecznościowych polityków czy urzędników drugiego i trzeciego szeregu, to jeżeli chodzi o polityczne reakcje tyle. Putin się nie odniósł do wydarzeń w Wenezueli. Jeszcze trzy tygodnie temu rozmawiał z Maduro przez telefon i zapewniał o wsparciu dla działań władz na rzecz obrony suwerenności tego kraju.
Ale gdy już przyszło co do czego, Rosja – podobnie jak w przypadku nagłej sytuacji w Syrii, jak i w związku z atakiem izraelsko-amerykańskim na Iran – nie zrobiła nic w sprawie obrony swojego zaprzysięgłego przyjaciela z Wenezueli. Co więcej – nawet wysławiane przez propagandę rosyjskie systemy S-300 nie zapewniły Maduro bezpieczeństwa. To kolejna plama. Nie ma też na razie żadnych oficjalnych komunikatów, co się dzieje z rosyjskimi wojskowymi w Wenezueli (najprawdopodobniej obecni tam są instruktorzy wojskowi, może jacyś wagnerowcy).
Może z noworocznej mgławicy coś na kształt reakcji politycznej wreszcie się wyłoni, jak rosyjski establishment odzyska przytomność. No i jak przyjdzie instrukcja z góry. Na stronie kremlin.ru (oficjalna strona Kremla) jako ostatni wpis figuruje orędzie noworoczne Putina. Nagrane zapewne wcześniej. Po internetach chodziły słuchy, że Putin zaplanował sobie noworoczną przerwę – najpierw kilka dni z rodziną, potem wymagająca dyskrecji i czasu kolejna operacja kosmetyczna. Telewizja pokazuje „konserwy”, np. dzisiaj rozwodziła się o tym, jak to Putin spełnia życzenia dzieci w ramach akcji „Choinka marzeń”. To też zapewne materiały nagrane zawczasu, aby umożliwić Putinowi zniknięcie za kulisami. Zresztą w związku z akcją rzekomego ataku dronów na rezydencję Putina, rzecznik Kremla zapowiedział, że miejsce pobytu prezydenta pozostanie utajnione ze względów bezpieczeństwa.
A Wenezuela? Cóż, musi poczekać, Rosja wszakże musi się wyszumieć – ci bogatsi na Malediwach czy w Dubaju, a ci mniej zasobni – w Plesie, Suzdalu albo na najbliższych ośnieżonych górkach lub przy sklepie z napojami.

