1418 dni i więcej, i więcej

16 stycznia 2026. W Rosji ludzie często zwracają uwagę na symboliczne daty, postępki, hasła. Czasem jest to powód do dumy i radości, a czasami do niewesołych refleksji. Albo do zepchnięcia w zapomnienie. Reakcję wyparcia ze świadomości przez oficjalną propagandę oraz wzmożenie poza oficjalną sferą można było zaobserwować w związku z przekroczeniem rubieży „1418”.

Czym jest „1418”? To liczba dni wielkiej wojny ojczyźnianej. Związek Sowiecki wyjął część II wojny światowej – od napaści Niemiec 22 czerwca 1941 r. na ZSRS do aktu kapitulacji Niemiec 8/9 maja 1945 r. – i nazwał ją właśnie wielką wojną ojczyźnianą. Reszta świata nie istniała, reszta świata nie walczyła, reszta świata się nie liczyła – był tylko jeden zwycięzca: ZSRS (Stalin), był tylko jeden ból narodu radzieckiego, była tylko jedna prawda i była tylko jedna Pobieda – niepokalana, niosąca ludom wyzwolenie, wolność i prawość. Po upadku Związku Sowieckiego również Rosja zbudowała wokół tego mitu swoją ideologię państwową. Putin uczynił z Pobiedy fetysz swojej władzy. I jej fundament.

Na wielką wojnę ojczyźnianą (wow) kremlowscy propagandyści powołują się w związku z pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę. Kompletnie od czapy? Nie szkodzi. Ta zbrodnicza „specjalna operacja wojskowa” (SVO) jest wprost porównywana do wow. Nazywana świętą wojną. Kłamliwa paralela ma też polegać na tym, że obie wojny były/są obronne. W tym uproszczonym i załganym ujęciu nie ma ani paktu Ribbentrop-Mołotow (a jeśli już się pojawia, to w pozytywnym świetle), ani Katynia, ani napaści na Finlandię. Nie ma też bohaterskiej obrony Ukraińców przed dzisiejszym najeźdźcą. To Rosja broni swego państwa przed „faszystami” – pokrzykują propagandyści.

Na samym początku inwazji na Ukrainę szerzyło się gromkie hasło moskiewskiej propagandy „Kijów w trzy dni”. Telewizyjna propagandystka Olga Skabiejewa z szerokim uśmiechem prezentowała w studiu niby to żartobliwy plan dla rosyjskiej armii, przewidujący między innymi defiladę na Chreszczatyku zaraz po obiedzie i uroczystym koncercie, jeszcze przed końcem lutego 2022 r. Zapaleńcy oklejali swoje auta hasłem „1945 – możemy powtórzyć”, hasłu towarzyszył obsceniczny obrazek przedstawiający pokonanego wroga (w tej roli wymiennie podstawiano Ukrainę, USA lub Europejczyków) w upokarzającej pozie, któremu rosyjski zwycięzca okazuje skrajną pogardę.

I oto 11 stycznia 2026 roku minęło 1418 dni od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę (piszę o pełnoskalowej napaści, bo Rosja wojuje z Ukrainą od lutego 2014 r., więc tutaj rachuba dni byłaby niepomiernie większa). Oficjalna rosyjska propaganda postanowiła nie zauważać tego dnia i związanej z nim mitycznej liczby dni. Z-blogerzy otrzymali zadanie przekonania swoich czytelników/widzów/słuchaczy, którzy jednak dostrzegą, że SVO trwa już tyle samo (i z każdym dniem dłużej) co wielka wojna ojczyźniana, że: -) to inna wojna; -) ta liczba nic nie znaczy; -) zwycięstwo i tak będzie nasze; -) a wojna dwudziestoletnia trwała dwadzieścia lat, a stuletnia – sto itd.

Komentatorzy, którzy nie mają rąk związanych propagandą, jechali z ostrymi replikami. Radio Swoboda zebrało różne głosy (https://www.svoboda.org/a/dney-blogery-o-tom-kak-svo-stala-dlinnee-chem-vov/33645958.html), np. „Przez 1418 dni Stalin doszedł do Berlina, a my z trudem – do garaży Wuhledaru”; „Te 1418 dni SVO to krach mitu imperium. Ukraina się nie poddała, stoi, broni się”; „reżim Putina pożera sam siebie. Oni bardzo chcieli powtórzyć, tymczasem powtórzyli tylko 1418 dni, a przez te 1418 dni przerobili kraj w kopię Rzeszy. Tej samej, przeciwko której walczyli wtedy”.

No tak, z punktu widzenia Kremla lepiej nie zauważać takich symbolicznych dat. Bo choć porównania jednej i drugiej wojny są z gruntu ułomne, to jednak liczy się symbol. A symbol ma wielką siłę oddziaływania. „To 1418 dni hańby!” – napisał jeden z komentatorów. Bardzo trafne określenie.

Tymczasem dla poprawy nastroju „wielkiego stratega” (jak coraz częściej pozwalają sobie nazywać Putina krytycy), rosyjska armia odznaczyła się zmasowanym atakiem na infrastrukturę krytyczną Kijowa, Charkowa i innych ukraińskich miast. Ludzie na Ukrainie zostali bez prądu i ciepła w siarczyste mrozy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *