Dzieci Magnitskiego

Od kilku dni z narastającym niepokojem i zdziwieniem czytam doniesienia z rosyjskiej Dumy Państwowej o krokach odwetowych Rosji w odpowiedzi na przyjęcie przez USA „listy Magnitskiego”. O tym akcie pisałam miesiąc temu [„Lista versus lista”], kiedy listę przyjął Kongres. Już wtedy Moskwa gniewnie zapowiadała, że da Amerykanom godną odpowiedź.
Czy ta odpowiedź jest naprawdę godna? Dzisiaj w drugim czytaniu została w odpowiedzi na akt Magnitskiego przyjęta „ustawa Dimy Jakowlewa” (trzecie czytanie jeszcze w tym tygodniu, jeśli prezydent podpisze ustawę, wejdzie ona w życie 1 stycznia 2013), zakładająca m.in. zakaz adopcji rosyjskich sierot przez Amerykanów. Dima Jakowlew to dwuletni chłopczyk, Rosjanin, adoptowany przez obywateli USA, który na skutek bezmyślności i nieodpowiedzialności przybranych rodziców zmarł w zamkniętym samochodzie pozostawionym w upalny dzień na słońcu; amerykański sąd wymierzył ojcu niewielką karę.
Za przyjęciem ustawy głosowało 400 (czterystu) deputowanych, przeciwko 17, dwóch się wstrzymało. „Nikt na nas z góry nie naciskał, to nasza inicjatywa” – zapewniali posłowie. Na jednym ogniu upiekli dziś jeszcze wprowadzenie zakazu działalności na terytorium Federacji Rosyjskiej organizacji zajmujących się załatwianiem formalności związanych z adopcją rosyjskich dzieci przez obywateli USA. Duma przegłosowała dziś też poprawkę o zakazie działalności „politycznych” NGO oraz o zakazie zajmowania się działalnością niekomercyjną, mającą związek z polityką przez osoby mające obywatelstwo Federacji Rosyjskiej i USA. Ile razy użyłam w tym akapicie słowa „zakaz”? Deputowani chyba „woszli wo wkus”, jeśli chodzi o zakazywanie. Aha, jeszcze sankcje wizowe i in. mają objąć nie tylko Amerykanów, ale obywateli innych państw, którzy naruszyli prawa Rosjan.
Wróćmy do „ustawy Dimy Jakowlewa”. W rosyjskim Internecie zawrzało. Wielu komentatorów mediów internetowych nie może wyjść ze zdziwienia, że rosyjscy parlamentarzyści mogli zaproponować wyjście, które w ewidentny sposób uderza w interesy rosyjskich dzieci. Że dzieci, konkretne dzieci wymagające opieki, stały się zakładnikami niewydarzonej wielkiej polityki. Bo ustawa pozbawi je nadziei na polepszenie losu czy wyleczenie. Jeszcze wczoraj w Dumie przewodnicząca komisji ds. dzieci Jelena Mizulina mówiła: „Nigdy Rosja nie broniła swoich interesów, wykorzystując dzieci. Pamiętam, co się działo podczas wojny czeczeńskiej, kiedy czeczeńscy bojownicy ustawiali żywe tarcze z dzieci i wtedy wszyscy mówiliśmy, że to podłe. Tą ustawą Rosja stawia się na jednym poziomie z terrorystami”. Ostro. Ale i tak nie poskutkowało. Przeciwko wprowadzeniu zakazu zagranicznych adopcji wypowiedziało się kilku wysoko postawionych polityków – m.in. minister Siergiej Ławrow, rzecznik praw obywatelskich Władimir Łukin (uznał rosyjską ustawę za „cyniczną i bezwstydną odpowiedź na akt Magnitskiego), minister oświaty Dmitrij Liwanow. Dziś rano (jeszcze przed głosowaniem Dumie) sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow powiedział, że prezydent „ze zrozumieniem odnosi się do ustawy Dimy Jakowlewa”. Pod budynkiem Dumy stały dziś indywidualne pikiety przeciwników „ustawy podleców”, jak ochrzczono dokument przyjęty przez przejętych losem dzieci parlamentarzystów. Pikietujący trzymali w rękach hasła przeciwko ustawie, kilka osób przyszło z rysunkami dzieci – podopiecznych centrum rehabilitacji. „Tu już żadnych słów nie trzeba” – wyjaśniali. W Internecie zebrano już kilkadziesiąt tysięcy podpisów pod petycją przeciwko ustawie. Działacze społeczni wystosowali list otwarty. Wszystko na próżno.
Prezydent Putin chciał, żeby odpowiedź Rosji na akt Magnitskiego była adekwatna. Czy to, co zrobiła Duma, przyjmując „ustawę Dimy Jakowlewa” jest adekwatną odpowiedzią? Lista Magnitskiego uderza w interesy rosyjskiej elity. Czy ustawa Jakowlewa uderza w interesy amerykańskiej elity? Ani trochę. Jedna z sygnatariuszek petycji, znana dziennikarka telewizyjna Swietłana Sorokina, która sama kilka lat temu adoptowała dziewczynkę z domu dziecka, zwróciła uwagę, że teraz Amerykanie, którzy będą chcieli adoptować dzieci, na ogół chore, niepełnosprawne (zgodnie z przepisami, adopcji zagranicznej podlegają dzieci, które nie mają szans na adopcję krajową), a nie będą mogli adoptować dziecka z Rosji, postarają się o adopcję w Kazachstanie czy na Ukrainie.
Od 1991 roku Amerykanie adoptowali około stu tysięcy rosyjskich dzieci, spośród nich pięcioro tragicznie zginęło, szesnaścioro stało się ofiarami nieszczęśliwych wypadków, 119 zostało odesłanych do Rosji.
Zacytuję kilka komentarzy rosyjskich obserwatorów, które wydają mi się adekwatną, choć miejscami bardzo ostrą, reakcją na nieadekwatną reakcję Dumy na listę Magnitskiego. Anton Oriech (Echo Moskwy): „Nie wymyślili nic lepszego niż spekulowanie na śmierci małego dziecka. Przez te kilka dni cały czas jeszcze przypominano nam, że w USA zginęło 20 dzieci. […] Owszem, dwadzieścia śmierci to dwadzieścia tragedii, ale spekulowanie na nich bez zwracania uwagi na to, co się dzieje u nas, to podłość. Głupia sytuacja, w jakiej znaleźli się nasi deputowani i dyplomaci polega na tym, że tak naprawdę Rosja nie ma symetrycznej odpowiedzi [na akt Magnitskiego]. Bo jeśli nie Dima Jakowlew, to kto? Albo co? Mówią, że Amerykanie przyjmują akt Magnitskiego nie przeciwko Rosji, a dla Rosji. W tym jest źdźbło prawdy. Ten akt powinien nas zachęcić do wyjaśnienia sprawy śmierci Magnitskiego. Amerykanie są pragmatykami. Przyjęli ten akt nie tylko ze względów politycznych, ale i higienicznych. Nie chcą wpuszczać na swoje terytorium ludzi, którzy są w stanie doprowadzić do śmierci niewinnego człowieka, lekarzy, którzy zamiast nieść pomoc choremu, wyprawiają go na tamten świat, biznesmenów, których głównym zajęciem jest rozkradanie budżetu i pranie brudnych pieniędzy. Ja też jestem przeciwko wpuszczaniu na terytorium Rosji oszustów i złodziei – czy to z USA, czy skądinąd. […] Co w odpowiedzi robi Rosja? Mogłaby zatroszczyć się o ofiary Ku-Klux-Klanu albo Guantanamo. Ale Rosja postępuje inaczej. Amerykanie karzą rosyjskich obywateli, którzy popełnili przestępstwa wobec rosyjskich obywateli. A Rosja karze Amerykanów, którzy popełnili przestępstwa wobec obywateli Rosji. Jest różnica, prawda? Gdzie tu symetria? Nie ma jej i nigdy nie będzie. Dlatego że amerykańskie dranie nie trzymają forsy w rosyjskim banku i nie budują sobie pałaców w Gelendżyku. I jeśli ktoś ich nie wpuści do Rosji, nie będą się długo martwić. Niesamowite jest to, że wszystkich wysłano na bój w obronie złodziei z naszej inspekcji podatkowej. Pójdziemy na wojnę z Ameryką, ale naszych nietykalnych nie pozwolimy tknąć”.
I jeszcze komentarz na temat sytuacji dzieci w Rosji napisany przez Andrieja Łoszaka. „Robiłem kiedyś reportaż o domu dla dzieci z wadami fizycznymi w Niżnym Łomowie. Prawie wszystkie marzyły o Ameryce. Dzieci, które zostały adoptowane, pisały z Ameryki, że tam jest pięknie, że stały się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, mają protezy, uczą się jeździć samochodem, idą na studia etc. Ale wcale nie chodziło o Amerykę, chodziło o to, żeby mieć rodziców. Rosjanie dzieci inwalidów w zasadzie się pozbywają, Amerykanie – odwrotnie: adoptują. Dlatego dla dzieci z internatu w Niżnym Łomowie słowo „Amerykanie” stało się jednoznaczne ze słowem „rodzice”. Dla większości adopcja była jedyna szansą na to, by po ukończeniu szkoły nie trafić do domu starców. […] W filmie jest scena: wychowawcy dzwonią do rodziców dzieci, które ukończyły szkołę. Rodzice mogliby je teraz zabrać do siebie. Zgodziła się jedna (!) rodzina. Matka – dyrektorka szkoły. Przez miesiąc potrzymali dziecko w domu, chowając przed okiem sąsiadów, a potem zwrócili do internatu, zakazując nawet dzwonić do domu. Złapaliśmy z kamera mamę podczas kursów podwyższania kwalifikacji. Wyjaśniła, dlaczego oddała dziecko, własne dziecko: „A co by sobie pomyśleli koledzy ze szkoły, sąsiedzi, przecież skoro w rodzinie jest niepełnosprawne dziecko, to znaczy, że rodzice są pijakami z marginesu, a my z mężem jesteśmy przyzwoitymi ludźmi!”. Ta pani to z jednej strony potwór, ale drugiej – zwyczajna sowiecka nauczycielka, dla której dziecko inwalida to powód do wstydu. […] Teraz Jedna Rosja zabroni Amerykanom adopcji sierot z Rosji w odpowiedzi na listę Magnitskiego. Zakazujcie sobie wwozu mięsa, konserw, IPhonów, ale ręce precz od dzieci. To dzieci, a nie asymetryczna odpowiedź. Kto teraz usynowi tych nieszczęśników z Niżnego Łomowa? A może sieroty powinny zamieszkać w luksusowych mieszkankach figurantów sprawy Magnitskiego?”.

8 myśli nt. „Dzieci Magnitskiego

  1. ~HenryAbor

    Przez pierwsze kilkadziesiąt lat swojego życia bez przerwy słyszałem, że Rosjanie są ‚be’, a Amerykanie ‚cacy’. Teraz wahadło polskiej propagandy odbiło do końca w drugą stronę! U jankesów oczywiście nikt nigdy w więzieniu nie umarł w podejrzanych okolicznościach?! Gdy tymczasem każdy wyrok śmierci jest nieludzkim bestialstwem. A Dima Jakowlew to dziecko drugiej kategorii. A co by się stało, gdyby w Polsce sąd uniewinnił opiekunów wystawionego na śmierć pozostawionego na słońcu dzieciaka. Dla jankesa ten skandaliczny wyrok, to prawne zadekretowanie bezkarności uśmiercania adoptowanych dzieci. I gdy adopcja nie spełnia ‚oczekiwań’ opiekunów, dziecka nawet nie potrzeba go odsyłać do kraju ojców. Wystarczy pozostawić dzieciaka w zamkniętym samochodzie w promieniach słońca np. Teksasu. Dlatego ustawa Dumy ma głęboki, humanitarny sens. A poza tym, zapomniało ci się Łabuszewska, że ustawa Dumy, jaka by nie była, jest zaledwie odpowiedzią na bezprecedensowe zagranie jankesów. Mam oczywiście nadzieję, że na ustawie Dimy Jakowlewa się nie skończy! I padną konkretne nazwiska z psychopatycznym zbrodniarzem Bushem, włącznie!

    Odpowiedz
  2. ~vandermerwe

    Najbardziej zalosnym jest „przypinanie” aspektow moralnych i humanitarnych do rozgrywek czysto politycznych. Owe powody „higieniczne” , wspomniane przez Antona Oriech to tez czysta fantazja. Kongres „wsadzil Rosji palec w oko”, Rosja nie majac zbyt wielu mozliwosci retorsji wymyslila cos bardzo kiepskiego. Praktycznie ani jedno ani drugie niewiele zmieni, nikomu korona z glowy nie spadnie. Wiec o co chodzi?
    W okresie zimnej wojny, ktos porownal USA i ZSRR do dwoch chlopcow porownujacych w kacie podworka atrybut swej meskosci – tzw popularnie „kto ma dluzszego”. Moze w dziwny i lekko surrealistyczny sposob wracamy do pewnych aspektow minionej epoki.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Anna Łabuszewska Autor wpisu

      Szanowny Panie!
      Dziękuję za komentarz. Rosyjski wariant adekwatnej odpowiedzi jest tak nieadekwatny, że zęby bolą. Pod każdym względem. Chciałam zwrócić uwagę na rzecz szczególnie ważną, o której pisze Andriej Łoszak – zresztą nie tylko on – przy okazji tej niefortunnej ustawy Dumy: o sytuacji dzieci, podejściu do problemu dzieci adoptowanych, niechcianych, odrzuconych, niekochanych, niepełnosprawnych.
      Rzecznik praw dziecka w Rosji Paweł Astachow powiedział w zeszłym roku (cytuję z pamięci), że jesli chodzi o statystyki przypadków tragicznych śmierci dzieci (adoptowanych i nie tylko) to Rosja w tej „krwawej statystyce nie wypada dobrze”.
      A co do pomiarów za garażem, to może być trafne spostrzeżenie, zwłaszcza w kontekście „podwórkowego kodeksu”, jakiemu do dziś zdaje się hołdować prezydent Putin.
      Serdecznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  3. ~GI

    Dziękuję za ten artykuł. Zwłaszcza za wspomnienie osób, które zachowują w Rosji rozsądek. Polityka Rosji bywa tak absurdalnie cyniczna, że czasem aż trudno uwierzyć, że w ogóle jakieś rozsądne, pragmatyczne głosy są tam możliwe. A przecież nie jest tak, że wszyscy Rosjanie są zaczadzeni mitem imperialnej potęgi.
    Słyszałem kiedyś od znajomych historię dziecka rosyjskiego adoptowanego w USA. Dziecka w Rosji porzuconego, z rodziny alkoholików, zdewastowanego psychicznie, gdzie nie było wiadomo, co jest do naprawienia, a co jest efektem uszkodzeń mózgu (nie znam się na tym, ale podobno dzieci aktywnych alkoholików mają często nieodwracalne uszkodzenia). Tym dzieckiem po prostu nikt się w Rosji nie interesował. Nie znam jego dalszych losów, ale przynajmniej dostało szansę..

    Odpowiedz
    1. ~Anna Łabuszewska

      Szanowny Panie!
      Dziękuję za komentarz. Tak, ma Pan rację, nie wszyscy w Rosji są zaczadzeni mitem imperialnej potęgi. Mam nadzieję, że udaje mi się to czasem pokazać w tekstach na tym blogu.
      W przypadku „różnych głosów” dotyczących ustawy podleców to na uwagę zasługuje dodatkowo to, że opinie krytyczne, ba, całkowicie odmienne od linii Kremla i posłusznej mu Dumy Państwowej wypowiedziało wiele osób z najwyższych pięter władzy. Komentatorzy dostrzegli w tym nawet pęknięcie w monolicie władzy.
      Szczególnie dziekuję za przytoczenie przykładu adoptowanego dziecka.
      Serdecznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  4. ~vandermerwe

    @ GI

    „Polityka Rosji bywa tak absurdalnie cyniczna,”

    Polityka wielu krajow, szczegolnie tych bedacych lub uwazajacych sie za „mocarstwo” zazwycza jest do bolu cyniczna. Kazdy codzienny serwis informacyjny przynosi tego przyklady.

    @ A. Labuszewska

    Nie jestem przekonany, iz tylko i wylacznie Putin holduje „podworkowemu kodeksowi”. Chetnych do udzialu w tych „zabawach” jest wiecej – tak z rekawa, mozna wymienic obok Rosji: USA, Chiny, Wielka Brytanie czy tez Francje. Politycy owych krajow dosyc chetnie biora udzial w „licytacjach”, ktore maja wykazac „polityczna meskosc”.

    W sprawie Magnitskiego. Nie ma nic gorszego niz lamanie prawa przez organy panstwa, instytucji, ktore z zalozenia maja owego prawa strzec i przestrzegac. Niestety, gdy cos takiego sie zdarzy panstwo nie jest zbyt skore do zdecydowanego dzialania. Sadze, ze tzw „lista” opracowana przez Kongres USA jak i kiepska retorsja Rosji sa przejawem zwyklego cynizmu. Prosze sie zainteresowac sprawa prawnika P. Finucane, zamordowanego w Irlandii Polnocnej w 1989 roku. Rzecz na czasie, gdyz akurat opublikowany zostal w Wielkiej Brytanii raport w tej sprawie. To jest 23 lata pozniej, mimo iz od poczatku podejrzenia padaly na sluby specjalne Wielkiej Brytanii. Nikt ani wtedy ani dzisiaj list osob zamieszanych w owa sprawe nie ukladal i ukladac nie bedzie – tu akurat chodzi o przyslowiowych „naszych”. Watpliwym jest rowniez by komukolwiek wlos z glowy spadl w efekcie. Tak wiec nazwiska jak i nazwy panstw mozna dosyc swobodnie zamieniac.

    Adopcja dzieci i ich „wywow zagranice” budzi wiele kontrowersji, szczegolnie, gdy rzecz odbywa sie na osi I i III swiat. Jakis czas temu ogladalem ciekawy film ( chyba produkcji telewizji australijskiej) o losach rosyjskich dzieci adoptowanych przez obywateli USA. Przyznam szczerze, ze wymowa filmu nie byla jednoznacznie pozytywna. Widz zostawal z wieloma watpliwosciami, na ktore nie ma jasnej odpowiedzi.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  5. ~GI

    @vandermerwe
    Nie jestem tak bardzo zainteresowany dużymi kwantyfikatorami. Nie bardzo mnie interesuje jaką „wymowę” mają międzynarodowe adopcje, ani fakt że mocarstwa prowadzą cyniczną politykę (wiem, że tak jest). Interesują mnie praktyczne działania, które przynoszą komuś korzyść. Rosyjska polityka zdaje się nie mieć skrupułów, żeby en bloc uniemożliwiać takie praktyczne działania w imię już nawet nie wiem czy interesów klasy politycznej czy tylko jakichś histerii, m.in w tej sprawie. Stąd określenie „absurdalnie cyniczna”.

    Odpowiedz
  6. ~vandermerwe

    @ GI

    Rosyjska reakcja jest glupawa – tutaj nie ma co nawet dyskutowac.
    Cala reszta Pana wypowiedzi jest dobrym polem do szerszych rozwazan, mimo iz Pana owe sprawy nie interesuja.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *