Gdybym był prezydentem, czyli kanapka z kiełbasą

„Krym oczywiście obecnie de facto należy do Rosji” – to jedno ze stwierdzeń, które padły w ostatnim wywiadzie Aleksieja Nawalnego dla rozgłośni „Echo Moskwy”. Nawalny – lider opozycyjnego ruchu „białej wstążki”, bloger niezmordowanie tropiący szachrajstwa członków elity politycznej – od lutego siedzi w areszcie domowym (w sierpniu sąd złagodził warunki pobytu w areszcie domowym, zezwolił Nawalnemu na kontaktowanie się z dziennikarzami, dlatego wywiad mógł dojść do skutku). Przeciwko Nawalnemu toczy się postępowanie w sprawie rzekomych machinacji. Podobnie jak sprawa Kirowlesa (http://labuszewska.blog.onet.pl/2013/10/17/nawalny-w-zawiasach/), tak i obecna, umownie nazywana Yves Rocher, jest biczem na plecy niepokornego młodego polityka.

Ale wywiad dotyczył nie tylko istoty protestu w Rosji, pozasystemowej opozycji czy nieskutecznego, złodziejskiego reżimu stworzonego przez Putina. Najwięcej uwagi przykuł ten fragment (cytuję za: http://www.echo.msk.ru/programs/beseda/1417522-echo/): „Mimo że Krym został przyłączony przy niesłychanym naruszeniu wszystkich norm międzynarodowych, to realia są takie, że Krym obecnie jest częścią Federacji Rosyjskiej. I nie oszukujmy się. I Ukraińcom też usilnie radzę, żeby się nie oszukiwali. Krym pozostanie częścią Rosji i w przewidywalnej przyszłości nie stanie się częścią Ukrainy. [Na pytanie: A gdyby był pan prezydentem, czy spróbuje pan oddać Krym? Nawalny odpowiedział:] Krym to nie kanapka z kiełbasą, żeby go przekazywać z rąk do rąk. Z punktu widzenia polityki i przywrócenia sprawiedliwości to, co należałoby zrobić na Krymie, to przeprowadzić normalne referendum. Nie takie, jak było, a normalne”.

To stwierdzenie zostało podchwycone przez media i skomentowane przez wszystkich świętych i nieświętych. Skomentował je także Michaił Chodorkowski. Jego osobie w wywiadzie poświęcono wiele uwagi, Nawalny uznał go za sojusznika, podobnym określeniem zrewanżował się Chodorkowski: „Co do istoty rzeczy jesteśmy sojusznikami, a co do szczegółów – dogadamy się – napisał Chodorkowski w mikroblogu. – Dla Rosji ważna jest Rosja, a nie Krym. Jak się skończy histeria, to wszyscy zrozumieją. A problem Krymu – to na dziesięciolecia”. Przyciśnięty do muru przez jednego z komentatorów, czy on osobiście oddałby Krym, były oligarcha odpowiedział: „Odpowiadam wprost: ja – nie”. We wrześniu Chodorkowski powiedział w jednym z wystąpień, że w razie potrzeby (Rosja pogrążona w kryzysie) jest gotów zostać prezydentem.

Po opublikowaniu wywiadu w rosyjskim sektorze Internetu rozpętała się burza. Kto żyw komentował.  Krytycy opinii Nawalnego na temat Krymu ukuli hashtag #ProszczajNawalnyj (Żegnaj, Nawalny). I dalej w tym duchu: „Nawalny, watnik (waciak) z ciebie, ot co!” Ukraiński dziennikarz Mustafa Najem sparodiował wypowiedź Nawalnego: „Mimo że Aleksiej Nawalny został poddany represjom przy niesłychanym naruszeniu wszystkich norm prawnych Federacji Rosyjskiej, to realia są takie, że Nawalny obecnie jest na marginesie rosyjskiej polityki. I usilnie radzę jemu i jego zwolennikom, żeby się nie oszukiwali, że kiedyś staną się kimś ważnym w polityce”. A Garri Kasparow upomniał kolegę: „Chciałem przypomnieć Aleksiejowi, że aneksja Krymu i europejska droga rozwoju to rzeczy nie do pogodzenia”.

Ale były i komentarze wspierające pozycję Nawalnego. Bloger Andriej Malgin: „Jakoś nikt nie dostrzega, że on powiedział, że Krym został anektowany przy pogwałceniu prawa międzynarodowego. Wszyscy zapomnieli, że Nawalny konsekwentnie popierał Majdan, obalenie Janukowycza i ustanowienie sprawiedliwej władzy”. Malgin cytuje, co jeszcze w odniesieniu do Ukrainy powiedział w wywiadzie rosyjski opozycjonista: „To dla Ukrainy plus, że Krym z absolutnie prorosyjskim narodem, konserwatywnie nastrojonym społeczeństwem, które nie przyjmuje ich antykorupcyjnej rewolucji, nie chce iść do Europy, że Krym się odłączył. Pozbyli się 2 mln wyborców, którzy hamowali ten ruch”. I komentuje ten fragment: „Przy rozpadzie ZSRR Jelcyn miał możliwość, by zachować Sewastopol w składzie Rosji. Ukraińcy by nie protestowali. Można by pewnie i o Krymie wtedy rozmawiać, nie wiem. Tak czy inaczej ta szansa przepadła. Teraz nie należało wracać do tego, tym bardziej w tak dzikiej formie. W Europie w wyniku rozpadu ZSRR powstały nowe państwa ze swoimi granicami. I jeśli Rosja uznała te granice (a uznała), to w 2014 roku w wyniku jednostronnych posunięć nie należało tych granic przesuwać. […] Z jednej strony uważam anschluss Krymu za przestępstwo, a z drugiej widzę w tym pewną historyczną sprawiedliwość. Nawalny myśli podobnie. Co prawda mam podejrzenie, że Ukraina przetrwa dłużej niż Rosja i szansa, że Krym powróci do Ukrainy, jednak jest. Dlatego że proces rozpadu ZSRR jeszcze się nie zakończył, a dzięki tytanicznym wysiłkom W.Putina zakończy się rozpadem Federacji Rosyjskiej jeszcze za naszego żywota”.

Nie tylko Malgin zagląda w przyszłość i próbuje odpowiedzieć na pytanie „Co z tym Krymem”. Politolog Aleksandr Szmielow pisze: „Nie widzę żadnego wyjścia z tej ślepej uliczki, w którą Putin i spółka wprowadzili stosunki Rosji i Ukrainy, przyłączając Krym. Ale żaden rosyjski polityk, który dojdzie do władzy, nie może sobie pozwolić oddać Krym Ukrainie. […] Gdyby to ode mnie zależało, to ja bym ogłosił Krym niepodległym państwem, dostępnym tak dla obywateli Rosji, jak i Ukrainy, bez wiz, za to z wolną strefą ekonomiczną, legalizacją wszystkiego (hazard, marihuana, prostytucja). Niemniej zdaję sobie sprawę, że przy obecnym stanie umysłów w Rosji i na Ukrainie ludzie nie są gotowi na taki kompromis. Przez najbliższe dziesięciolecia będziemy jak Armenia i Azerbejdżan, kiedy pokój jest traktowany jako tymczasowy rozejm, a zgromadzeni na wspólnych ćwiczeniach oficerowie dwóch państw mogą sobie nawzajem obciąć głowy i wrócić do kraju jak bohaterowie [nawiązanie do podobnego incydentu na wspólnych ćwiczeniach, w których brali udział Ormianie i Azerowie]. Krym to największa geopolityczna katastrofa XXI wieku, potomkowie będą za nią przeklinać wszystkich, kto miał jakikolwiek związek z #Krymnasz”.

Kanapka z kiełbasą może człowiekowi długo leżeć na wątrobie, może okazać się niestrawna, wywołać mdłości, zawroty głowy, jad kiełbasiany to śmiertelna trucizna. Z ekonomicznego punktu widzenia ta kanapka też drogo kosztuje. Swoje rozważania na temat kosztów aneksji Krymu prowadzą też ekonomiści. Liczą. Mają coraz więcej do policzenia. Ale to temat na oddzielną rozprawkę.

9 myśli nt. „Gdybym był prezydentem, czyli kanapka z kiełbasą

  1. ~Muchor

    Istotnie, ta wypowiedź Nawalnego przykuła uwagę wielu. Ona jest o tyle trafna, że oddaje odczucia większości Rosjan, którzy uważają, że Krym im się zwyczajnie należy i już. A jeżeli jakieś prawo zostało przy okazji podeptane, to nie ma się czym przejmować bo prawo to tylko prawo czyli rzecz plastyczna i zmienna.

    Można różnorako interpretować te słowa, ale mogą być również interpretowane przez Kreml jako próba z lekka populistycznej licytacji – czyli potwierdzenie, że Nawalny jednak ma ambicje liderskie i chce odgrywać większą rolę w rosyjskiej polityce. Kreml może go w takiej sytuacji chcieć albo wsadzić do tiurmy albo wciągnąć w jakiś kontrolowany sposób na któryś ze swoich epicykli, przy czym oczywiście to pierwsze jest wielokroć bardziej prawdopodobne.

    Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby Nawalny powiedział coś przeciwnego. Taki prezent dla Kremla nie przeszedł by bez echa i Kreml by na pewno wykorzystał go do dyskredytacji Nawalnego. Zatem skoro Nawalny tak powiedział, to może coś kombinuje – tak mogą pomyśleć inżynierowie społeczeństwa.

    Z mojego punktu widzenia, to nie gra wielkiej roli, czy Krym jest ukraiński czy rosyjski, ale czy szanowana jest zasada niezmienności granic. Bo to jest fundament pokoju w Europie.

    Odpowiedz
    1. ~Anna Labuszewska

      Szanowny Panie!
      Dziękuję za komentarz.
      Dyskusja wokół tez z wywiadu Nawalnego, a jeszcze bardziej wokół komentarza Chodorkowskiego nabrała tempa i rumieńców. Nocą prowadzili ożywiony dialog sam Chodorkowski i jeden z najpopularniejszych ukraińskich publicystów Witalij Portnikow, wielki orędownik „rewolucji godności”.
      Zaczęło się od takiego komentarza Portnikowa: „Oto i Michaił Chodorkowski, w ślad za Aleksiejem Nawalnym, wyjaśnił nam, że nigdy nie odda Krymu państwu, któremu odebrali go niedawni jego prześladowcy. Ale Nawalny przynajmniej nigdy nie ukrywał, że jest szowinistą i nie robił sobie PR naszym kosztem. A Chodorkowski zorganizował w Kijowie kongres inteligencji i starał się pokazać jako wielki demokrata”.

      Opracowanie tej dyskusji można prześledzić tu:
      http://kashin.guru/2014/10/17/ukrkhodor/

      Odpowiedz
  2. ~Marek

    co należałoby zrobić na Krymie, to przeprowadzić normalne referendum. Nie takie, jak było, a normalne
    ===========

    Jasne, wszystko, co mieszkańcy Krymu zrobili podczas referendum – wyrażając swoją wolę bez przymusu – jest NIENORMALNE. Cóż za bezczelność, jak mogli uniknąć losu mieszkańców Noworosji z Donbasu, bombardowanych i ostrzeliwanych przez banderowców od wielu miesięcy.

    Normalne referendum może zorganizować jedynie junta kijowska pod nadzorem bojówkarzy wynajętych za judaszowe srebrniki.

    buhaha 🙂

    Odpowiedz
  3. ~Marek Borsuk

    Andrej Malgin powołuje się na historyczną sprawiedliwość.Czy tym terminem można wszystko usprawiedliwić? Polska została podbita między innymi przez Rosję w tym samym roku co Krym. Czy aneksją Polski również można by było usprawiedliwić tym samym argumentem?Czy zajęcie przez Niemcy Kaliningradu(dawny Königsberg)byłoby przez Rosjan poczytane jako historyczna sprawiedliwość?Czy próby podboju Europy aż po Ural i Kaukaz w celu zapewnienia przestrzeni życiowej dla rasy panów nie można usprawiedliwić domaganiem się historycznej sprawiedliwości? Tym argumentam można żonglować w dowolny sposób., co autor blogu czyni w imię właśnie historycznej niesprawiedliwości.Rosja jest agresorem anektującym Krym i wywołała wojnę we wschodniej części Ukrainy.
    Putin , nie sądzę aby odbudował euroazjatyckie imperium w stylu Czyngiz-chana.Poza tym brakuje mu dobrych manier i dobrego wychowania.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~Anna Łabuszewska

      Szanowny Panie Marku!
      Bardzo dziękuję za komentarz i wrzucenie szerszego kontekstu.
      Wzięcie Krymu jest elementem polityki, mającej na celu utrzymanie się przez autorytarnego władcę przy władzy. Wszystkie inne aspekty (koszty społeczne, koszty ekonomiczne) schodzą na dalszy plan.
      Serdecznie pozdrawiam
      Anna Łabuszewska

      Odpowiedz
  4. ~Kalina

    Krym, jak wszystkie inne terytoria przechodzące z rak do rak (np. Alzacja i Lotaryngia, gdzie ostatnio przebywałam), to jest „kanapka z kielbasą”. Może pozostawać w rekach A lub B. Problem, w jaki sposób zostanie mu nadany status państwowy. Albo zostanie zdobyty (lub odbity) siłą, albo zostanie przekazany dobrowolnie na skutek nacisków politycznych. Może być potem odbity siłą, czego uczy historia. Krym, to dla Rosji panowanie nad Morzem Czarnym, wiec stanowi problem poważny. Trzeba wiec ją tego Krymu pozbawić. Tyle ze – jak słyszeliśmy w nieodżałowanym kabarecie Olgi Lipińskiej – na razie „nie ma, Misiek, sytuacji”. Ale może będzie, co niech Bóg da:))

    Odpowiedz
    1. ~Kalina

      Dodam, ze znaczenie przestrzegania tzw. prawa międzynarodowego wydaje mi się znacznie przereklamowane. Oczywiście nie należy tych pustych słów wykreslac całkowiciez jezyka dyplomacji, zawsze można się nimi posłuzyc przy dyplomatycznej żonglerce. Niemniej należy pamiętać, ze w wysokich kregach politycznych (czytaj: kilku mocarstw swiatowych) raczej nie przywiazuje się do tego znaczenia, co najwyżej wymyśla się zgrabna formułę majaca na celu wytłumaczenie pogwałcenia tego prawa. Dlatego należałoby się skupic raczej na wypracowaniu strategii w jaki sposób odepchnąć Rosje od Morza Czarnego, a nie lamać raczeta nad tym, ze jacys Rosjanie nie zamierzają Krymu wypuścić z rąk. Pewnie, ze nie zamierzają, bo Krym, to racja stanu Rosji. Tyle ze nasza racja stanu jest całkowicie odmienna i ja należy realizowac:))

      Odpowiedz
      1. ~Anna Łabuszewska

        Szanowna Pani Kalino!
        Bardzo dziękuję za komentarze. Chodorkowski właśnie próbował powiedzieć, że „Misiek, nie ma sytuacji”, że ta sytuacja będzie za czas jakiś (długi), a wtedy on – proszę bardzo – chętnie porozmawia o statusie Krymu. Ale ta sytuacja (której nie ma) rozwija się dynamicznie i nie zawsze w zgodzie z zamierzeniami inżynierów dusz z Kremla.
        Serdecznie pozdrawiam
        Anna Łabuszewska

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *