Szczyt, Syria i koty

16 listopada. Na zjazd dwudziestki w tureckiej Antalyi prezydent Putin jechał z zamiarem przełamania izolacji w stosunkach z Zachodem. Od półtora miesiąca rosyjskie lotnictwo bombarduje w Syrii pozycje bojowników różnej proweniencji (Moskwa twierdzi, że tylko Państwo Islamskie, ale są na ten temat i inne doniesienia). Ponadto po krwawych zamachach w Paryżu, do których przyznało się Państwo Islamskie, sprawa przyduszenia hydry terroryzmu oraz problem napływających do Europy uchodźców z Bliskiego Wschodu stanęły ostro na porządku dnia. Kreml w tej zaostrzonej sytuacji zgłosił akces utworzenia wspólnego frontu walki.

Zachętę do tworzenia czegoś w rodzaju „koalicji antyhitlerowskiej bis” Putin zgłasza zachodnim partnerom już od pewnego czasu. W obliczu groźnego wroga (terroryzm, Państwo Islamskie) Rosja będzie sojusznikiem Zachodu, mówi Putin, bo w pojedynkę wroga się nie pokona; niech zatem Zachód puści w niepamięć różne grzeszki (aneksja Krymu, wojna w Donbasie, zestrzelony boeing), a będzie „fajnie i gites”, jak śpiewa Jaromir Nohavica. No i jeszcze niech na stolcu w Syrii pozostanie Asad, „jedyny prawomocny prezydent”. No i jeszcze w ramach poprawy atmosfery niech Zachód zniesie wreszcie te okropne sankcje.

Od piątkowego wieczora, gdy napłynęły wiadomości o zamachach w Paryżu, tuby kremlowskiej propagandy dęły co sił w płucach: trzeba się zjednoczyć, trzeba połączyć wysiłki, trzeba razem.

Pozycja przetargowa Moskwy w świetle ostatnich wydarzeń poprawiła się. Proszę sobie przypomnieć, jak wyglądał ostatni szczyt G20 w Australii: Putin siedział sam przy stoliku, nikt z nim nie chciał rozmawiać, premier Australii był nieprzyjemny do granic możliwości, a może nawet bardziej (to było niedługo po katastrofie samolotu nad Donbasem, w której zginęli obywatele Australii); Putin się obraził i wyjechał wcześniej. W Antalyi z Putinem spotkało się kilkoro najważniejszych przywódców zachodniego świata. Czy rozmowy te miały jakiś konstruktywny wymiar?

„Na wymarzony pakt o nowej Jałcie w nagrodę za udział Putina w walce z Państwem Islamskim, wydaje mi się, Zachód nie pójdzie i Putinowi w czasie szczytu dano to jasno do zrozumienia – uważa politolog Andriej Piontkowski (zawsze krytyczny wobec Kremla). – Widać to było choćby po suchym komunikacie Białego Domu: Putin i Obama rozmawiali o Ukrainie, Putinowi przypomniano o konieczności przestrzegania porozumień mińskich. W rosyjskiej telewizji odtrąbiono wielki sukces: na obrazku widać było rosyjskiego lidera, którego dopuszczono do wspólnego stołu. Putin z wielką przyjemnością wypowiadał przed kamerą słowa „David”, „Barack”, „Angela”, demonstrując, że znowu jest swój wśród swoich. Ale na tym sukces się jednak kończy i raczej nie sięgnie poza granice Rosji. […] Zachód może sam poradzić z problemem Syrii i Państwa Islamskiego, Rosja się tylko ze swoim Asadem plącze pod nogami. Nowa koalicja antyhitlerowska to fałszywy mem”.

Jest jeszcze jeden aspekt kontaktów na linii Moskwa-Zachód: zaufanie. Towar deficytowy. Igor Ejdman w audycji Radia Swoboda przypomina: „Jak pokazuje praktyka ostatnich lat, jak pokazuje historia ukraińskiego konfliktu, każde porozumienie Putin z łatwością narusza i stara się sytuację wykorzystać nie dla osiągnięcia deklarowanych celów, jak np. walka z Państwem Islamskim, a dla rozwiązania swoich konkretnych taktycznych ekspansjonistycznych zadań. […] Teraz sama walka z islamizmem Putina nie interesuje. Nawet jeśli Zachód postanowi układać się z Putinem, to i tak nic na tym nie wygra, po prostu Putin po raz kolejny oszuka zachodnich polityków, owinie ich sobie wokół palca, choć mam nadzieję, że tym razem do tego nie dojdzie”. Cóż, zobaczymy. Przed zamachami we Francji sytuacja była inna, po zamachach jest inna, rozmiękczony grunt jest bardzo na rękę Putinowi, liderzy Zachodu są bardziej skłonni do kompromisów.

Prezydent Obama powiedział, że Rosja może połączyć swoje wysiłki z działaniami koalicji walczącej z Państwem Islamskim. Ale czy Moskwa jest do tego gotowa? Zacytuję jeszcze raz Igora Ejdmana: „Nie ma mowy o tym, że Rosja zacznie działać w składzie tej [istniejącej pod auspicjami USA] koalicji, że jest w stanie podporządkować się wspólnemu planowi, walczyć z islamistami, pokonać nowych barbarzyńców z Państwa Islamskiego. Nie, to niemożliwe, dlatego że to stoi w sprzeczności z praktyką rosyjskiej polityki i tymi zadaniami, które miejscami nie różnią się od zadań islamistów, bo to zadania ekspansji, rozbicia cywilizacyjnego ładu”.

Na koniec jeszcze kilka słów o nieformalnym spotkaniu Putin-Obama. TASS podkreśla, że tego spotkania nie było w programie. Na kanale youtube zamieszczono filmik nakręcony z boku:

https://www.youtube.com/watch?v=d6qJpCutWug

Satyryk Jołkin zauważył, że największym zainteresowaniem mediów i publiczności portali społecznościowych cieszyła się nienerwowa przechadzka kotów po podium przygotowanym dla uczestników spotkania:

http://www.svoboda.org/content/article/27368678.html

 

 

4 myśli nt. „Szczyt, Syria i koty

  1. vandermerwe

    „Zachód może sam poradzić z problemem Syrii i Państwa Islamskiego, Rosja się tylko ze swoim Asadem plącze pod nogami. [..]”.

    Piszacy te slowa politolog zapoznalby sie z pojeciem „technowar”, ktore uzyto dla okreslenia wojny w Wietnamie a doskonale opisujace obecna wojne z terrorem jak i dzialania Zachodu w wojnie w Syrii. Tak, Zachod moglby pokonac ISIS tak jak USA mogly wygrac wojne w Wietnamie – tak bylo na papierze i tak bylo w statystykach. Problem w tym, ze zarowno wtedy jak i dzisiaj sa to dzialania oderwane od realiow, kontekstu spolecznego jak i historycznego oraz, co najwazniejsze regul wojskowosci. Mozna rowniez zapytac jakie sa cele polityczne Zachodu w Syrii? Czy naprawde istnieja? Tylko prosze nie pisac o „wolnosci i demokracji”, gdyz dotychczasowe cwiczenia na terenie roznych „egzotycznych” krajow wykazaly bankructwo takich dzialan „misyjnych”. Po drugiej stronie tj. z perspektywy Iranu czy Rosji cel jest dosyc jasno wyznaczony – nie dopuscic do implozji panstwa syryjskiego. Dzialania wojskowe sa funkcja owego celu politycznego. Jesli zas „pogrzebac” w doniesieniach na temat dzialan wojennych na syryjskich ( jak rowniez irackich) frontach to wyglada na to, ze to nie Rosja czy Iran placza sie pod nogami lecz wlasnie Zachod ze swoimi bombardowaniami po omacku i bez konkretnego politycznego celu oraz wsparcia w terenie.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Augustyn

    vandermerwe
    Cytuje pan politologa bez podania nazwiska, miejsca publikacji, tzn. odbiera pan mozliwosc przeczytania cytatu w calosci i kontekstu. I dalej, zaleca pan autorowi cytatu zapoznanie sie z pojeciem „technowar”, co daje wrazenie, ze ma pan intymna wiedze co wspomniany politolog wie a czego nie.
    Nie wiem jak to mozna nazwac? Arogancja, glupota …
    A co pan wie na temat „technowar”, np. w Wietnamie ? No prosze, skonfrontujmy panska wiedze z moja. Prosze mi oszczedzic „wiedze” nabyta z pub. James W. Gibson:”The Perfect War; etc.”
    Cyt.: „Problem w tym, ze zarowno wtedy jak i dzisiaj sa to dzialania oderwane od realiow, kontekstu spolecznego jak i historycznego oraz, co najwazniejsze regul wojskowosci.”
    Najbardziej zaciekawily mnie te „oderwane od realii reguly wojskowosci”.
    Jakie to „reguly wojskowosci” byly (w Wietnamie) oderwane od realii ? Skonfrontujmy panska wiedze na ten temat z moja. Shell we ?
    Jeszcze nie tak dawno temu pisal tak pan pisal: „Czy Rosja rzeczywiscie zaczyna sie angazowac militarnie w Syrii, czeka na rzetelna odpowiedz, poparta konkretnymi dowodami, nie plotkami, domniemaniami i cytatami z cytatow czyichs domyslow i fantasmagorii.” a dzisiaj tak: „Po drugiej stronie tj. z perspektywy Iranu czy Rosji cel jest dosyc jasno wyznaczony – nie dopuscic do implozji panstwa syryjskiego.”
    No wreszcie, Moskwa doslala nowe „wytyczne”, hmm … ?
    Trudno sie jednak z tym nie zgodzic, Rosja Bolszewicka probowala zapobiec „implozjom” od poczatkow swego istnienia: Polska (1920-1, 1939), Hiszpania (1936-39), Finlandia (1939-40), Korea (1950-53), Wegry (1956), Indonezja (1965-66), Czechoslowacja (1968), Wietnam (1946-1975), cala Ameryka Pld., Angola, Afganistan, itd. Co za „altruistyczny” kraj, ktorego nikt nie rozumie. Wreszcie: „… bombardowaniami po omacku i bez konkretnego politycznego celu oraz wsparcia w terenie.”
    Rzeczywiscie, zarowno Asad jak i Putin maja „wsparcie w terenie” stad bombardowania tego „wsparcia”. Panie v., kup se pan psa i wez se go pan na spacer, bedzie obopolna korzysc.

    Odpowiedz
  3. Marek Borsuk

    Ciekawa kombinacja: państwo terrorystyczne będzie zwalczało inne państwo terrorystyczne. Chyba tylko po to by przejąć kontrolę nad jego terytorium. Co do Europy , ta kupi każde łgarstwo Rosji. Rosja tam walczy tylko i wyłącznie w celu rozszerzenia swoich wpływów. O Ukrainie wszyscy prawie zapomnieli i o to chodziło Putinowi.Ale on jeszcze o sobie przypomni. Na planie mogą być Estonia i Łotwa.Putin musi mieć wolny dostęp do obwodu kaliningradzkiego.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *