Amur to znaczy kocham

2 stycznia. „Amur to znaczy kocham” – śpiewał wokalista weselnego zespołu na jednej z rodzinnych okazji ślubnych. Wspomnienie tego rzewnego zaśpiewu powróciło w związku z niezwykłym związkiem tygrysa Amura i kozła Timura z Władywostoku. Cała Rosja z zapartym tchem od kilku tygodni śledzi ten związek. W dalekowschodnim parku safari (brzmi jak oksymoron, ale jak widać, safari wcale nie musi być w Afryce) tygrysowi Amurowi dowieziono jako potencjalną kolację czarnego kozła. Ale Amurowi nie chciało się zapolować na Timura i odtąd dzielą w pokoju i szczęściu jedną zagrodę.

Relacje z zagrody zajmują poczesne miejsce w rosyjskich programach informacyjnych (także tych dla zagranicy: https://www.youtube.com/watch?v=0azdK28tmIg). Jedna z dziennikarek została wysłana, by przeprowadzić wywiad (!) z matką kozła Timura, Żanną, ale kozula nic z siebie do podstawionego pod pysk mikrofonu nie wybeczała, najwidoczniej była stremowana. Przed kamerą wypowiadają się natomiast poważni eksperci, analizujący sytuację w związku Amur-Timur: „czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?”. No, i czy i jak ta przyjaźń-miłość zostanie skonsumowana? Powstał 44-minutowy film (http://www.safaripark25.ru/index.php?option=com_content&view=article&id=158&catid=2), na stronie internetowej parku można było oglądać bohaterów przez 24 godziny w czasie realnym. Zainteresowanie było tak wielkie, że stronka parku padła.

Nowy Rok powitano w Rosji jak zwykle szumnie i wesoło. Sałatka Olivier (według tzw. wskaźnika Olivier, kosztuje 35% więcej niż w ubiegłym roku), śledzik pod kołderką, zabawy na świeżym powietrzu, suto zakrapiane biesiady przy choince, w telewizji obowiązkowo „Ironia losu” z Barbarą Brylską i Andriejem Miagkowem. No i poprzedzone gromkimi fanfarami noworoczne orędzie prezydenta Putina (https://www.youtube.com/watch?v=CMD0CCq6Jo8), który życzył wszystkiego najlepszego rodakom – starym i młodym, przede wszystkim tym walczącym z terroryzmem. Telewizja pokazywała przez kilka dni poprzedzających Nowy Rok reportaże z bazy w Latakii, gdzie ustawiono choinkę z bombkami (co za kalambur) i światełkami. Do żołnierzy w przeddzień Nowego Roku przemówił też ludzkim głosem – choć na odległość – minister obrony Siergiej Szojgu.

Na pożegnanie 2015 roku odbył się spektakl „Krym i prąd”. Półwysep został odcięty od dostaw z Ukrainy kontynentalnej (blokada trwa od 22 listopada, 6 grudnia wznowiono dostawy jedną z nitek z Ukrainy, potem znowu się coś popsuło), założono by-passy – uruchomiono most energetyczny z Rosji. Ale przez te by-passy prądu płynie zbyt mało, aby zapewnić dostawy dla całego Krymu, wyłączenia energii planowe i nieplanowe stały się codziennością. Ukraina gotowa była dostarczać prąd na podstawie nowego kontraktu (stary wygasł 31 grudnia). Putin polecił „jednej z czołowych pracowni badania opinii publicznej” przeprowadzenie sondażu, czy mieszkańcy Krymu zgadzają się na podpisanie kontraktu, nawet jeśli zostanie tam zapisane, że Krym jest częścią Ukrainy oraz czy są w stanie znieść przez jakiś czas niedogodności związane z brakiem energii. Sondaż przeprowadził ośrodek WCIOM, w blitz-sondzie – wedle zapewnień szefa ośrodka Walerija Fiodorowa – 93,1% respondentów wypowiedziało się przeciw podpisywaniu kontraktu z Ukrainą, a 94% stwierdziło, że wytrzyma bez stałych dostaw prądu przez 3-4 miesiące. Odpowiedzi socjolodzy z WCIOM uzyskali przez telefon do trzech tysięcy ludzi. Ciach mach i mamy wyniki. Takie, jak trzeba. Sekretarz prezydenta Dmitrij Pieskow oznajmił, że wyposażony w takie rezultaty ankiety Putin zapewne nie podpisze nowego kontraktu z Ukrainą. Koledzy socjolodzy z innych pracowni obśmiali i sposób przeprowadzenia badania, i otrzymane wyniki: „Za taką kaskę, jaką dostaje WCIOM, można się było postarać nawet o wynik 97%”; „Teraz wybory prezydenta też nie będą już potrzebne, Kreml zleci WCIOM-owi przeprowadzenie telefonicznej sondy i na jej podstawie Putin pozostanie na tronie. Oszczędność”. Tych, którzy podważali prawdziwość wyników i w portalach społecznościowych krytykowali ten sposób załatwiania ważnych spraw, szef WCIOM-u nazwał elegancko „diermomiotami” (miotaczami g…). I tak zakończył się stary rok w rosyjskiej socjologii.

A wysocy urzędnicy pod choinkę dostali od administracji prezydenta niezwykły prezent: księgę cytatów z wypowiedzi umiłowanego przywódcy „Słowa zmieniające świat”. Księga nazwana została zaraz przez użytkowników sieci „Beżową książeczką Krym Put Ina” (na wzór czerwonej książeczki Mao czy zielonej książeczki Kadafiego). Wiceszef prezydenckiej kancelarii Wiaczesław Wołodin zapowiedział, że ta pozycja powinna znaleźć się na każdym urzędniczym biurku. Ciekawe, czy będą odpytywać ze znajomości zawartości. W Turkmenistanie Ojciec Wszystkich Turkmenów Nijazow w latach 90. wydał książkę nie wiadomo o czym pod tytułem „Ruhnama”. To była biblia narodowa, którą znać i studiować mieli wszyscy. Powstał nawet cały instytut naukowy i uniwersytet, było państwowe święto poświęcone księdze, pomnik bardzo nienaturalnej wielkości. A ludziom, ma się rozumieć, od tego żyło się dostatniej. Rosjanom nie żyje się dostatniej – w podsumowaniach roku dane dotyczące wskaźników społeczno-gospodarczych (m.in. biednych jest w Rosji dwa razy więcej niż przed rokiem), cen ropy (spadają), notowań rubla do dolara (mocno spadają) są co najmniej niepokojące. Ale teraz do 10 stycznia włącznie wszyscy Rosjanie mają wolne. Zabawa dopiero się zaczyna.

Na koniec do najlepszych noworocznych życzeń dla Państwa dołączam pieśń Braci Tuzłowów: https://www.youtube.com/watch?v=HhBI3A8P5DE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *