Daleka jest droga do Rio

13 maja. Czy w dzisiejszych czasach, poddanych presji zdrowego trybu życia trzeba jeszcze kogoś przekonywać, że sport to zdrowie? Okazuje się jednak, że sport może być też chory. I to jak. Od kilku miesięcy niemal codziennie agencje informacyjne wypluwają kolejne doniesienia o stosowaniu przez rosyjskich sportowców niedozwolonych substancji.

Dopingowy skandal w Rosji zatacza coraz szersze kręgi. Pod znakiem zapytania stanął nawet udział rosyjskiej reprezentacji w tegorocznych igrzyskach w Rio de Janeiro. Dzisiaj niemieccy działacze sportowi zasugerowali wprost, aby w związku z poważnymi zarzutami rosyjscy sportsmeni po dobroci wycofali się olimpiady. Niemiecka telewizja ARD, począwszy od 2014 roku, emitowała kilkuczęściowy film poświęcony dopingowi w rosyjskim sporcie (Doping Top Secret). Według autorów filmu i osób opowiadających o kulisach wyczynowego sportu w Rosji, doping jest w rosyjskim sporcie na porządku dziennym.

Sprawą dopingu w rosyjskim sporcie już kilka miesięcy temu zajęła się Światowa Agencja Antydopingowa, nakazano ponownie przebadanie próbek zebranych od sportowców podczas najważniejszych zawodów. Tymczasem Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA), głośno zapewniając, że wszystko jest w porządku, zniszczyła próbki, przeznaczone do ponownego przebadania. Agencja została zawieszona. Kierownictwo podało się do dymisji. Później zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. W lutym zmarł najpierw wieloletni przewodniczący rady wykonawczej RUSADA Wiaczesław Siniow, a dziesięć dni później były dyrektor wykonawczy agencji, Nikita Kamajew. Przyczyna śmierci Siniowa pozostaje nieznana, a 52-letni Kamajew zmarł na atak serca, jak głosił oficjalny komunikat. Tajemnice faszerowania sportowców zabronionymi środkami zabrali do grobu.

Wzmiankowane próbki przechowywane były w moskiewskim laboratorium antydopingowym. Dyrektor laboratorium Grigorij Rodczenkow kazał w zeszłym roku zniszczyć kilka tysięcy próbek. Kiedy afera z próbkami wyszła na jaw, podał się w listopadzie ub.r. do dymisji. W jego ślady poszedł również wicedyrektor Timofiej Sobolewski. Niedawno okazało się, że obaj przebywają w USA. Mówią, że obawiali się o własne życie. Rodczenkow zresztą w ogóle się ostatnio rozgadał się – udzielił gazecie „The New York Times” obszernego wywiadu o tajemnicach sukcesów rosyjskich sportowców.

Według enuncjacji Rodczenkowa, całe zastępy wyczynowców rano, wieczór i w południe koksowały pod czułym okiem trenerów, w tym na przykład co najmniej piętnastu medalistów ostatnich zimowych igrzysk w Soczi – narciarzy saneczkarzy, bobsleistów, a także cała drużyna kobieca w hokeja na lodzie. A więc co niemal połowa medali olimpijskich miała być zdobyta nieuczciwie. Decyzja o stosowaniu dopingu oraz fałszowaniu próbek podczas zimowych igrzysk została, jak twierdzi Rodczenkow, podjęta na wysokim szczeblu władz, a realizacja planu była starannie opracowaną operacją Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Sam Rodczenkow opracował mieszankę trzech zabronionych środków, które podawał sportsmenom z alkoholem. Dla mężczyzn to było whisky Chivas, dla kobiet – wermut. Środki te pozwalały na błyskawiczną regenerację po ciężkim treningu. W Soczi, według słów Rodczenkowa, trzeba było podmienić w związku z tym próbki, a wyglądało to tak: w nocy eksperci i FSB pracowali w zaimprowizowanym tajnym laboratorium w pokoju 124 przy jednej lampie, aby nie zwracać na siebie uwagi osób postronnych (sceneria jak w filmach Hitchcocka), a próbki moczu [sprzed kilku miesięcy, kiedy sportowcy jeszcze byli „czyści”] przekazywane były przez dziurę w ścianie, którą w ciągu dnia zastawiano szafą. W czasie olimpiady podmieniono około stu próbek – powiedział Rodczenkow w wywiadzie.

Jeszcze przed olimpiadą Rodczenkow miał otrzymać listę sportowców, którzy stosowali doping. Jeżeli któryś sportsmen z listy zdobywał medal, Rodczenkow miał za zadanie podmienić jego próbkę.

Po igrzyskach w Soczi Rodczenkow otrzymał od Putina odznaczenie. Radość w Rosji była ogromna – ekipa zajęła pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Choć specjaliści przed zawodami olimpijskimi nie dawali aż tylu medalowych szans Rosjanom.

Jeszcze zanim wywiad Rodczenkowa się ukazał, rosyjski minister sportu Witalij Mutko oznajmił, że to „informacyjny atak na rosyjski sport, jak sztafeta kłamliwa wiadomość przekazywana jest od jednego zagranicznego środka masowego przekazu do drugiego. Nie ma w nich faktów, są bezwartościowe”. A po publikacji głos zabrał nawet Kreml. Rzecznik prasowy Putina, Dmitrij Pieskow uznał oskarżenia Rodczenkowa za absurdalne i gołosłowne, jego zdaniem, były działacz oczernia rosyjski sport i tyle.

Znawcy tematu po zapoznaniu się z materiałem „The New York Times” wypowiadają różne opinie. Jedni twierdzą, że to wzięte z sufitu bzdury, inni – że wierzą tak doświadczonemu specjaliście jak Rodczenkow bez zastrzeżeń, jeszcze inni – że gdyby jego rewelacje miały posłużyć antydopingowym instytucjom do wypracowania decyzji w sprawie wykluczania rosyjskich sportowców, to musiałyby się wspierać na wiarygodnym materiale dowodowym. A takowego (przynajmniej na razie) nie znamy. Są tylko słowa Rodczenkowa.

Do igrzysk w Rio zostało nie tak wiele czasu, jeszcze w maju ma zapaść decyzja o dopuszczeniu lub niedopuszczeniu rosyjskich lekkoatletów do zawodów olimpijskich. Do kontrowersyjnego tematu będzie jeszcze okazja wrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *