Czkawka po Jukosie

1 marca. Od kilkunastu lat młyny Putinowskiej Rosji mielą temat koncernu Jukos i jego kierownictwa. Preparowane są coraz to nowe zarzuty. Śledczy biorą pod światło coraz to nowe okoliczności i działalność osób związanych z Michaiłem Chodorkowskim i jego niegdysiejszym koncernem.

Wczoraj miała miejsce rewizja w domu znanej dziennikarki, obrończyni praw człowieka, współpracującej z fundacją Chodorkowskiego Otwarta Rosja, Zoi Swietowej. „Oni mnie po prostu oszukali. Ktoś zadzwonił do drzwi. Zapytałam: kto? Powiedzieli, że przynieśli wezwanie na przesłuchanie. To ja poprosiłam, żeby zostawili w skrzynce na listy. Ja dopiero się obudziłam, czułam się kiepsko, byłam w piżamie. Ale tamten ktoś za drzwiami powiedział, że muszę mu się podpisać. Nałożyłam szlafrok i otworzyłam drzwi. Jak tylko otworzyłam, zaraz wbiegło do mieszkania kilka osób. Nie chciałam nikogo wpuszczać do mieszkania, domagałam się obecności adwokata. Próbowałam ich wypchnąć za drzwi, nawet jednego śledczego podrapałam. […] A oni mi na to: Musimy wejść, zrobić rewizję. Wreszcie przyszedł adwokat, nawet kilku”. Rewizja trwała prawie jedenaście godzin. Przeprowadzało ją dwunastu śledczych.

Czego szukali? Według adwokat Anny Stawickiej, śledczy skopiowali zawartość komputerów, przeglądali dokumenty, książki, czytali korespondencję. „Śledztwo twierdzi, że ze środków, które kierownictwo Jukosu ukradło, finansowane są teraz różne organizacje, osoby, w tym Zoja Swietowa”. Organy zapewniły, że rewizja nie jest związana z pracą dziennikarską ani z działalnością Swietowej na rzecz obrony praw człowieka: „Chodzi wyłącznie o sprawdzenie okoliczności legalizacji środków ukradzionych przez Chodorkowskiego i innych”.

W czasie, gdy trwała rewizja, pod drzwiami Swietowej zebrało się kilka osób – kolegów opozycjonistów. Nie zostali wpuszczeni do środka. „Smutne to wszystko, przypomina mi się, jak w latach siedemdziesiątych przychodziliśmy do przyjaciół, w których mieszkaniach przeprowadzano rewizje” – napisał jeden z nich, dziennikarz Aleksandr Podrabinek. Rzeczywiście, klimaty znane wszystkich sowieckim dysydentom.

Stowarzyszenie Memoriał przypomniało, że trzydzieści lat temu w mieszkaniu rodziców Swietowej, pisarzy i obrońców praw człowieka, też odbyła się rewizja. Na podstawie zarekwirowanych materiałów rodziców aresztowano, a następnie skazano za pisanie o tym, że „do więzień trafiają niewinni ludzie”. W latach osiemdziesiątych to wystarczyło. Wsadzali za rzekomą obrazę majestatu partii komunistycznej. To się nazywało „oczernianie władzy”. Memoriał przypomniał jeszcze jedną ciekawą okoliczność: przewodniczącym składu sędziowskiego, skazującym rodziców Swietowej, był Wiaczesław Lebiediew, obecnie prezes Sądu Najwyższego. Sztafeta pokoleń.

Swietowa jest przekonana, że rewizja ma zastraszyć ją i jej współpracowników. Zamierza się odwoływać.

„Znienawidzonemu Chodorkowskiemu Kreml po raz kolejny przypomniał, że w jego drużynie nie ma nietykalnych i technologie szantażu w dialogu z nim Kreml będzie wykorzystywać bez żadnych ograniczeń” – napisał w komentarzu Ilja Minsztejn.

Wydaje się, że sprawy Jukosu będą się ciągnąć w nieskończoność. Chodorkowski, który ma za sobą długą odsiadkę w koloniach karnych, a teraz cieszy się wolnością w Szwajcarii po ułaskawieniu przyjętym z rąk Putina, z sarkazmem patrzy na te odgrzewane kotlety śledczych. „Putinowski serial Santa Barbara – tak wiele już sezonów. Ale przecież kiedyś zejdzie z ekranów. A Rosja musi trwać”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *