Spałowany Dzień Rosji

14 czerwca. Dzień Rosji ustanowiono, by uroczyście świętować odrodzenie się nowego państwa rosyjskiego po mrokach sowieckiej epoki. 12 czerwca 1990 roku ogłoszono deklarację suwerenności Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, to był początek końca sowieckiego molocha. Tegoroczne obchody nie miały nic wspólnego z radością – naprzeciw siebie stanęły Rosja putinowska i Rosja antyputinowska. Rosja putinowska sięgnęła po stylistykę ponurej instytucji, z której wywodzi się niezmienny przywódca i przykładnie spałowała Rosję antyputinowską, która wyszła zamanifestować niezadowolenie z korupcyjnych praktyk władzy, zamordyzmu i braku perspektyw. Znowu światowe media zapełniły obrazki z rosyjskich demonstracji – wleczonych brutalnie po ulicy ludzi czy dziewczyn wpychanych przez krzepkich omonowców do suk, transparentów z napisami „Putin złodziej”, „Precz ze skorumpowaną elitą władzy” i „Mamy dość Putina”.

Demonstracje przeciwko polityce władz odbyły się nie tylko w dwóch stolicach – Moskwie i Petersburgu – ale w ponad 140 miastach, od Władywostoku po Kaliningrad. Na place i ulice wyszło łącznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Obserwowałam, jak do protestu przystępowały kolejne strefy czasowe. Gdy demonstranci wyszli na ulicę Twerską w Moskwie, ci w Chabarowsku czy Irkucku już siedzieli w aresztach. Łącznie w protestach wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy, zatrzymano około dwóch tysięcy ludzi. Dużo czy niedużo? Niedużo, jeśli policzyć w skali całego kraju procentowy udział tych, co wyszli protestować. Ale dużo, jeśli wziąć pod uwagę zaorany krajobraz polityczny Rosji, ostre i ciągle zaostrzane przepisy dotyczące zgromadzeń publicznych, rozproszenie i słabość opozycji.

Liderem protestów znowu był Aleksiej Nawalny. Może jedyny w tej chwili polityk w Rosji, który walczy z władzą o władzę. Wezwał swoich zwolenników do nielegalnej demonstracji przeciwko zakłamanej, skorumpowanej ekipie Putina. To się Kremlowi podobać nie może. Za niecały rok wybory prezydenckie, wszelkie rysy na wizerunku władzy niekorzystnie będą wpływać na postrzeganie kandydata obozu rządzącego (ktokolwiek nim będzie, Putin na razie uchyla się od jednoznacznej deklaracji). Pozycja Nawalnego jest stale przedmiotem dyskusji w środowiskach nastawionych krytycznie do Putina. Podejrzewany jest o obsługę interesów Kremla, potajemne paktowanie z członkami obozu rządzącego. Nie da się tego potwierdzić ani temu zaprzeczyć.

Ale to, co Nawalny pokazuje, jest nową jakością w rosyjskim życiu politycznym. Wnosi dysonans, stanowi ze swoją dezynwolturą i dynamiką przeciwieństwo skostniałego układu władzy. Piętnuje grzechy elity – przede wszystkim tropi korupcję, która stanowi sól rządów putinowskiej kleptokracji (za te akcje władza go przykładnie karze: utrudnia różnymi sposobami uruchamianie sztabów wyborczych w terenie, nęka rewizjami, aresztuje współpracowników). Nawalny potrafi zmobilizować zwolenników, mimo braku dostępu do ogólnokrajowych mediów dociera do bardzo szerokiej publiczności, korzystającej z szybkich mediów społecznościowych.

Kolejna nowość na rosyjskiej scenie politycznej to bunt młodych. W ostatnich demonstracjach prawie jedna czwarta to byli ludzie młodzi i bardzo młodzi, często niepełnoletni. Oni mają dosyć Putina, uważają jego rządy za szczyt obciachu, nie chcą żyć w tym zaduchu. Organizują się za pośrednictwem komunikatorów, których służby specjalne nie są w stanie w pełni kontrolować. Po demonstracjach 26 marca, w których po raz pierwszy „pokolenie P” (ludzie urodzeni już za prezydentury Putina) pokazało, że ma głos i wzięło masowo udział w protestach przeciwko korupcji, władze próbowały przeprać im mózgi i zachęcić do powściągliwości. W szkołach odbywały się pogadanki, rodziców wzywano przed oblicze ciała pedagogicznego, które głównie straszyło wizją relegacji krnąbrnych pociech itp. Jak widać, bez efektu. „Pianista gra, jak potrafi. Władza tylko potrafi pałować i zastraszać” – podsumował nie bez racji politolog Stanisław Biełkowski.

Stanisław Kuczer tak o formowaniu się świadomości młodego pokolenia napisał na FB: „Najbardziej aktywna część pokolenia Putina nie chce mieszkać w domu, który zbudował Putin. Moja 26-letnia apolityczna siostra pokazuje mi zdjęcie napisu nad wejściem do malezyjskiej restauracji „Okupantów nie obsługujemy” i pyta, dlaczego w Ameryce, Europie, w postępowych krajach Azji uważa się nas za agresorów. 25-letni znajomy mówi mi, że ostatnią kroplą, która przelała jego puchar goryczy i spowodowała, że poszedł demonstrować na Twerską, był program rosyjskiej telewizji, w którym strojono sobie nieprzystojne żarciki z Macrona. 18-letnia córka mojego kolegi z obrzydzeniem rzuca naukę na uczelni, w której wykładowca uczy studentów, że media społecznościowe wymyśliło CIA, żeby zniewolić ludzkość. W Internecie, gdzie żyje to pokolenie, świat jest jeden, nie ma w nim granic, nie ma w nim murów. A w rzeczywistości, która ich otacza, spostrzegają, że nowa żelazna kurtyna za chwilę opadnie i odgrodzi ich od reszty świata. Słyszą, jak o gnijącym Zachodzie opowiadają w telewizji podstarzali hipokryci, których dzieci i wnuki dawno mieszkają na tym amoralnym Zachodzie. A teraz na kolejne sześć lat młodym proponuje się wybór tego samego prezydenta, którego widzieli z gołym torsem na koniu, gdy zaczynali chodzić do szkoły. To nie jest rzeczywistość, w której chce żyć normalny dwudziestolatek, niezależnie od przekonań politycznych”. Celne spostrzeżenia.

Ale wróćmy do poniedziałkowych protestów. Aleksieja Nawalnego prewencyjnie zatrzymano już pod domem, gdy zmierzał na zwołaną przez siebie demonstrację. Następnie sąd skazał go od ręki na trzydzieści dni aresztu administracyjnego za złamanie ustawy o zgromadzeniach publicznych. Zatrzymani uczestnicy protestu są skazywani na kilkudniowe areszty administracyjne, część nadal oczekuje na komisariatach na rozprawy.

Rosja putinowska też wyszła na ulice. I to nawet na Twerską, gdzie zebrali się zwolennicy Nawalnego. A to dlatego, że władze miasta zorganizowały tam właśnie błagonadiożny piknik historyczny. Oczom zdumionej publiczności ukazały się między innymi postaci ubrane w mundury NKWD. Perskie oko władzy, nie ma co.

Wieczorem na placu Czerwonym pod murem Kremla odbył się okolicznościowy koncert, śpiewały gwiazdy estrady, tłumnie zgromadzona publiczność świetnie się bawiła, tańczyła, klaskała. „Dużo więcej ich tu niż nas na Twerskiej” – zauważył gorzko na Twitterze ktoś z Rosji antyputinowskiej.

Na Pokłonnej Górze rozwinięto wielką flagę Rosji o powierzchni 1051 metrów kwadratowych. Ale choćby miała jeszcze tych metrów więcej i tak nie przysłoniłaby tego, że z putinowskich puzzli coraz trudniej ułożyć zadany optymistyczny obrazek jedności narodowej. Jak długo jeszcze tego obrazka?

2 myśli nt. „Spałowany Dzień Rosji

  1. Ana

    Nie podoba mi się to co robi Nawalny, jemu wcale nie chodzi o większą demokratyzację- on walczy tylko o władzę, jak to się skonczy mozna się domyslać.Uważam, że ta akcja z Miewiediewiem wcale nie byla dobra, bo jest jakaś szansa, że Putin odpuści sobie drugą kadencje i znowu się zamienią. Chodzi mi o to, ze za jego czasów było trochę więcej luzu. Czy rosyjska opozycja myśli, ze nagle Rosja zamieni się w demokratyczne państwo, a na czela stanie jakiś czysty polityk? Tak samo Chodorkowski- siedzi sobie wygodnie w Londynie, a Rosjan podjudza do protestów za pomoca twetera i podpłacania opozycji.Uważam, powinno się walczyć o większa demokratyzację Rosji, ale nie za pomocą awantur z glinami i ostrymi atakami w rządzących – to z samymi Rosjanami trzeba pracowac, by nie bylo im wszystko obojętne.Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Anna Łabuszewska

    Szanowna Pani Ano!
    Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz. Nawalny jest postacią kontrowersyjną, niewątpliwie tak właśnie jest. Ale na polu politycznym całkowicie zawłaszczonym przez ekipę rządzącą stanowi zjawisko wyjątkowe. A czy jest demokratą? On sam różnie podchodził do tego zagadnienia na różnych etapach swojej krystalizacji (proces wcale nie zakończony). Putin też twierdzi, że jest demokratą, a władze działają wyłącznie w ramach prawa.
    Niemniej pytanie o to, kto po Putinie, powraca. I to coraz częściej. Władza w Rosji jest spersonalizowana, a zatem właśnie pytanie KTO określi też, CO będzie się działo dalej.
    Serdecznie Panią pozdrawiam
    Anna Łabuszewska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *