Selfie z przedramieniem

27 września. Trochę pili. Nawet więcej niż trochę. Pewnego dnia ze świeżo poznaną kobietą biesiadowali sobie przyjemnie na łonie natury. Najpierw było miło, a potem zaczęło im się dymić z łbów. Od słowa do słowa – wybuchła awantura. Dmitrij zabił nową znajomą. Ciało pociął. Część zabrał ze sobą, część pozostawił na miejscu zbrodni. Zrobił sobie kilka fotek telefonem komórkowym.

Trochę wypili. Nawet więcej niż trochę. Więc Dmitrij niedokładnie pamięta, co się działo. Zgubił komórkę. Jego żona Natalia też niewiele pamięta. Wrócili do pokoju w bursie należącej w przeszłości do miejscowej szkoły lotnictwa wojskowego, w której Natalia pracowała jako pielęgniarka (według innych danych – jako kucharka).

Zgubiony telefon znaleźli robotnicy pracujący nieopodal miejsca, gdzie odbyła się feralna biesiada. Nic nadzwyczajnego – stary samsung z pękniętym ekranem. Znalazca zajrzał do galerii zdjęć, mając nadzieję zobaczyć tam zdjęcia właściciela. Zobaczył. I natychmiast pobiegł na policję. Na fotkach mężczyzna w średnim wieku pozował z głową (według innej wersji – ze skalpem) i innymi częściami ciała kobiety. Policja momentalnie zidentyfikowała właściciela. Dmitrij Bakszejew, zatrzymany zaraz potem, tłumaczył, że fragmenty ciała znalazł w lesie i przyniósł do domu, gdzie zrobił sobie na pamiątkę zdjęcia. Natalia została zatrzymana za współudział. Nie stawiała oporu.

To nie scenariusz kolejnej części „Milczenia owiec”, tylko rekonstrukcja wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnich dniach w Krasnodarze na południu Rosji. Policja informuje prasę niechętnie, zasłaniając się dobrem śledztwa. Opisywane przez gazety okoliczności są sprzeczne. Nie potwierdzono dotąd sensacji, które kolportuje krasnodarska prasa, że małżonkowie Dmitrij i Natalia Bakszejewowie od 1999 roku zamordowali trzydzieści osób. A ich ciała zjedli.

Sami domniemani kanibale mieli opowiedzieć policji o swoich „osiągnięciach” w dziedzinie marynowania ciał ofiar. Upiorne przetwory pono przetrzymywali w lodówce. Według niektórych publikacji, w pokoju Bakszejewów w bursie znaleziono słoiki i pakiety z zamrożonymi kawałkami mięsa. Eksperci mają zbadać, czy to ludzkie szczątki.

W Krasnodarze aż huczy od opowieści o miejscowym Lecterze i jego małżonce. Sąsiedzi kilkakrotnie próbowali wykwaterować Bakszejewów z bursy. „Śmierdziało koło ich pokoju środkami dezynfekcyjnymi i niemytymi ciałami. Natalia była kłótliwa, a Dmitrij spokojny”. No i trochę pili. Nawet więcej niż trochę. Dużo więcej niż trochę.

Natalia i Dmitrij Bakszejewowie mają już w rosyjskiej Wikipedii własne hasło. Ich przypadek wstrząsnął nie tylko Krajem Krasnodarskim, ale całą Rosją. To jedna z tych historii, które pozostają w społecznej świadomości na długo. Rosja zna niejeden wstrząsający przypadek seryjnego zabójcy, maniaka, patroszącego swe ofiary. Sztandarowym przykładem przywoływanym za każdym razem, gdy mowa o maniakalnych mordercach, jest Andriej Czikatiło, który zamordował kilkadziesiąt osób, w tym dzieci.

Śledztwo w sprawie domniemanego kanibalizmu toczyć się będzie zapewne długo, do sprawdzenia jest cała masa szczegółów. Na marginesie tej sprawy pada wiele pytań – o sprawność operacyjnych działań policji, która zapewne nic by nie wykryła, gdyby nie to, że ktoś znalazł zgubiony przez sprawcę telefon komórkowy czy o patologie trapiące społeczeństwo i ich zgubne skutki. Na internetowych forach dyskusyjnych w komentarzach dotyczących sprawy Bakszejewów zwraca uwagę często powtarzający się postulat, aby znieść obowiązujące w Rosji moratorium na wykonywanie kary śmierci.

Jedna myśl nt. „Selfie z przedramieniem

  1. alfath

    Wczoraj gdzieś czytałem, że kanibale z Krasnodaru sprzedawali konserwy z ludzkiego mięsa tanim jadłodajniom. Zaczyna to wszystko przypominać opowieść o golibrodzie z Fleet Street. Nie znaczy to, że postacie Sweeneya Todda i pani Lovett są tak samo realne albo nierealne jak Dymitrija i Natalii Bakszejewów, ale z pewnością jest to ten przypadek, kiedy życie naśladuje literackie scenariusze. A może to tylko my nie możemy uwolnić się od postrzegania wydarzeń jako „narracji”, snutych przez nie wiadomo kogo, choć czasem wiadomo po co?

    Obawiam się, że w sumie ta konkretna narracja niewiele mówi o Rosji. Nie więcej w każdym razie i nic innego, niż historia Lectera o Ameryce. Poza tym to Bakszejew jest rosyjskim Lecterem, a nie Lecter amerykańskim Bakszejewem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *