Wybory Putina bez Nawalnego

27 grudnia. Grupa inicjatywna popierająca kandydaturę Aleksieja Nawalnego na prezydenta złożyła w przewidzianym terminie wymagane dokumenty w Centralnej Komisji Wyborczej. CKW dokumenty przyjęła, po czym ogłosiła: Aleksiej Nawalny nie może startować w wyborach, bo ciąży na nim wyrok za ciężkie przestępstwo. Przewodnicząca CKW w kilku niemiłych słowach uzasadniła decyzję i na dodatek oskarżyła Nawalnego, że robi młodzieży wodę z mózgu itd. (scena jakby żywcem wyjęta ze starych sowieckich filmów, gdy rada pedagogiczna zmywała jakiemuś junakowi głowę za noszenie zbyt długich włosów lub palenie papierosów w toalecie).

Wszystkie kremlowskie wróble ćwierkały, że tak właśnie będzie – że Nawalny nie zostanie zarejestrowany przez CKW. Kreml chce jak najbardziej ograniczyć wszelkie ryzyko związane z przeprowadzeniem elekcji Putina. A start niesfornego kandydata poszerzałby pole nieprzewidywalności. Toteż Nawalny jest skutecznie marginalizowany: nie dopuszcza się go do głosu w ogólnokrajowych telewizjach, głównej – i dla wielkiej rzeszy Rosjan jedynej – tubie informacyjnej. Kampania wyborcza stworzyłaby Nawalnmu możliwość pojawienia się na ekranie telewizorów i dotarcia ze swoim przesłaniem do tych, którzy nie mają pojęcia o jego istnieniu. Na razie jednak Nawalnemu pozostanie Internet – medium, za pośrednictwem którego komunikuje się ze światem i swoimi zwolennikami. Wyniki śledztw jego Fundacji Walki z Korupcją publikowane są wyłącznie w mediach społecznościowych, na kanale Youtube itd. Ale nie w telewizji.

Co teraz? Nawalny wezwał do bojkotu wyborów i na 28 stycznia zapowiedział wielką akcję nieposłuszeństwa, którą nazwał „strajkiem wyborców”. To jest coś, czego Kreml się obawia, bo Putinowi zależy na wysokiej frekwencji – co najmniej 65-70 procent. Wtedy – przy równie wysokim poparciu dla głównego kandydata – legitymacja władzy będzie przynajmniej z wierzchu wyglądać przekonująco.

„Teraz Nawalny musi dowieść, że wybory bez niego nie są w ogóle wyborami” – pisze w komentarzu bloger i dziennikarz Aleksandr Pluszczew. Nawalny stworzył w ciągu ostatnich miesięcy całą sieć swoich sztabów na terytorium całej Rosji. „Pracują w nich wolontariusze, młodzi, dynamiczni, zmotywowani, funkcjonuje dobrze zorganizowany mechanizm zbierania pieniędzy poprzez akcje crowdfundingowe, działają strony internetowe, dzięki którym Nawalny może dotrzeć do milionów ludzi”.

Dotychczas w regionach, gdzie powstawały sztaby Nawalnego, miejscowe władze podstawiały mu nogę, jak mogły. Ludzi ze sztabów często poddawano szykanom. Bardzo młodzi zwolennicy Nawalnego, którzy jeszcze nie ukończyli szkoły średniej (nazywani popularnie w mediach „szkołotą”), wzywani byli na rozmowy przez dyrekcje szkół, zastraszano ich (na ogół bez rezultatu), obiecano relegować itd. Lokale sztabów nawiedzane były przez liczne inspekcje lub demolowane przez nieznanych sprawców.

Ale Nawalny niezrażony prze nadal do przodu. Odmowa rejestracji oznacza dla niego przejście do kolejnego etapu walki. Jeżeli faktycznie uda mu się obniżyć zakładany przez górę pułap frekwencji, to pomiesza on szyki kremlowskim inżynierom dusz. Kreml nie uważa, że Nawalny może stanowić w tej chwili poważne zagrożenie dla wygranej Putina, natomiast może spowodować zawirowania. A tego Putin na pewno by sobie nie życzył (dał temu wyraz w emocjonalnej wypowiedzi podczas niedawnej wielkiej konferencji prasowej).

Nawalny był dziś gościem rozgłośni radiowej Echo Moskwy, powiedział m.in.: Odrzucając zgłoszenie, „Kreml podjął ostateczną decyzję. Będziemy nadal trzymać się drogi prawnej. Złożymy odwołanie w sądzie. Nie wykluczamy, że Kreml w ramach swojej sprytnej jezuickiej strategii może mi zezwolić na rejestrację na dwa tygodnie przed wyborami i powiedzieć: No to teraz pokaż, na co cię stać, zrób sobie kampanię itd. […] Ale bardziej prawdopodobny jest wariant, że Kreml postawił na kampanię bez żadnych konkurentów [Putina]. On się mnie boi, boi się, że odwołam się do większości wyborców. Dlatego zdecydowałem się na ogłoszenie strajku”.

Dzisiejsze wydania telewizyjnych programów informacyjnych w Rosji otwierała jednak inna wiadomość dnia: Do siedziby Centralnej Komisji Wyborczej przybył własną osobą Władimir Władimirowicz Putin, aby złożyć pakiet dokumentów. Uśmiechając się i rumieniąc główny kandydat wysłuchał kilku słów od członków komisji i z pewną taką nieśmiałością wyraził nadzieję, że zostanie zarejestrowany. Centralna Komisja Wyborcza ma pięć dni, aby zweryfikować dostarczone papiery. Przez te pięć dni zwolennicy kandydata Putina i zapewne on sam po nocach spać nie będą, oczekując w napięciu na decyzję CKW.

3 myśli nt. „Wybory Putina bez Nawalnego

  1. Palladios

    Czy mogę przy okazji tego (ciekawego zresztą, jak zwykle) wpisu zapytać, jak ocenia Pani (i inni eksperci) poparcie dla Nawalnego. Czy jest to margines czy jakaś poważniejsza liczba wyborców? Przy okazji chciałbym upchnąć tu jeszcze jedno pytanie (szukałem w internetach, ale nie znalazłem odpowiedzi) – ilu Rosjan ma swobodny dostęp do internetu? Serdecznie pozdrawiam.

    Odpowiedz
  2. Anna Łabuszewska

    Szanowny Panie! Dziękuję za komentarz i zainteresowanie.
    Najpierw drugie zagadnienie. Dane z 2015 r. Według badanych przez Centrum Lewady pod koniec czerwca, z Internetu korzysta mniej niż połowa Rosjan, 36% w ogóle nie korzysta z sieci, 26% korzysta stale. Dla 90% mieszkańców głównym źródłem informacji pozostają trzy państwowe ogólnokrajowe kanały telewizyjne. Z FB i Twittera korzysta mniej niż 20% respondentów, z rosyjskiego odpowiednika Vkontakte – 47% badanych. Według badania FOM, 79% uważa, że rosyjscy dziennikarze telewizyjni nie wypaczają informacji, 18% byłoby skłonnych wierzyć raczej zagranicznym mediom.
    A teraz zagadnienie pierwsze. Miarodajnych danych sondażowych nie ma. Kiedy Nawalny wystartował w wyborach mera Moskwy w roku 2013, to zdobył aż 27% głosów. To Moskwa i to kilka lat temu. Teraz mamy sytuację inną. Nawalny pojeździł po kraju, wśród młodzieży z wielkich miast jest postacią rozpoznawalną. Czy to się przekłada na poparcie? Niekoniecznie 10 do 10. Nawalny ma zablokowany dostęp do telewizji, więc i pole lansu mocno ograniczone. To wielkie pytanie: jak długo jeszcze propaganda telewizyjna będzie miała decydujące znaczenie.
    Jak widać na razie w kremlowskim sztabie wygrała opcja, że lepiej nie igrać z ogniem i odwalić Nawalnego.
    Serdecznie pozdrawiam
    Anna Łabuszewska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *