Pierwsi w sporcie, pierwsi w dopingu

18 stycznia. Po decyzji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o dyskwalifikacji Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego za wspieranie programu dopingowego, na wysokich szczeblach władz rozlegały się głosy świętego oburzenia przeplatane zapewnieniami, że wszystkie odpowiedzialne za sport czynniki dołożą starań, by oczyścić rosyjski sport.

Po początkowych bojowych okrzykach wzywających rosyjskich sportsmenów do ostentacyjnego bojkotu igrzysk w Pjongczang, z Kremla wypuszczono obłok gazów uspokajających. Najważniejszy z rosyjskich kibiców łaskawie zezwolił rosyjskim zawodnikom na start pod flagą olimpijską. Teraz ważą się losy poszczególnych sportowców, którzy zapragnęli wystartować. Zostaną dopuszczeni, o ile będą mieli czystą kartę.

No i tu zaczynają się schody. Bo z jednej strony najwyżsi decydenci rozpylają patetyczne obietnice o oczyszczeniu rosyjskiego sportu z dopingu. A z drugiej strony toczy się przyziemne codzienne życie sportowe. Taki przykład. W dniach 13-14 stycznia w Irkucku odbywały się regionalne zawody – halowe mistrzostwa Syberyjskiego Okręgu Federalnego w lekkiej atletyce. Przyjechało wielu czołowych rosyjskich sportsmenów, zawody już na wiele dni naprzód zapowiadano jako wielkie wydarzenie. To miało być wielkie święto sportu. I nagle 36 zawodników wycofało się z udziału w mistrzostwach z uwagi na chorobę.

Epidemia duru brzusznego, czerwonki, kokluszu? – spytacie. Tajemniczy wirus, który skosił w ciągu jednego dnia tylu zdrowych jak rydze młodych ludzi, być może przywieźli ze sobą przybyli bez zapowiedzi inspektorzy agencji antydopingowej. Bo gdy tylko pojawili się w hali w Irkucku, zaraz przerzedziły się szeregi lekkoatletów, którzy byli skłonni złożyć w ręce inspektorów próbki moczu. Wycofanie się ze startu zdjęło obowiązek zdawania próbek.

Pomór lekkoatletów w Irkucku nie był jedynym odnotowanym przypadkiem dziwnej epidemii. Podobne porażenie zdarzyło się sportowcom uczestniczącym w ubiegłym roku w moskiewskim maratonie czy w zawodach lekkoatletycznych w Orenburgu. Wtedy też na zawody zawitali nieoczekiwanie inspektorzy agencji antydopingowej.

Rosyjska Federacja Lekkoatletyczna ma się zająć wyjaśnieniem owych niestandardowych przypadków. Przed igrzyskami w Rio rosyjskie media ubiły hektolitry piany w sprawie wykluczenia rosyjskiej reprezentacji w lekkiej atletyce z udziału w olimpiadzie za stosowanie dopingu. – My jesteśmy czyści, czyści jak łza, chcą nas wykluczyć ze współzawodnictwa, bo jesteśmy najlepsi – codziennie ktoś tak krzyczał w telewizji czy radiu. Międzynarodowych czynników zwalczających brudną praktykę dopingu takie argumenty nie przekonały. Sytuacja w rosyjskiej lekkiej atletyce nadal pozostaje niejasna. W listopadzie 2017 roku zostały przedłużone międzynarodowe sankcje wobec rosyjskiej federacji lekkoatletycznej. W zawodach mogą brać udział tylko poszczególni rosyjscy zawodnicy, którzy są czyści. Mogą startować wyłącznie pod neutralną flagą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *