Ze Stalinem i bez Stalina, część piąta

1 marca. Poprzednią część cyklu o miejscu Stalina w polityce jego następców na stanowisku sekretarza generalnego KPZR zakończyłam na „schyłkowym Breżniewie”. Umiarkowany, stopniowo pogrążający kraj w marazmie, unikający zadrażnień na tle historycznym (i nie tylko), lansujący własną wersję historii ZSRR, zwłaszcza przebiegu wielkiej wojny ojczyźnianej, Leonid Iljicz wolał spuścić nad postacią Stalina zasłonę milczenia. Lepiej było o nim nie mówić niż mówić.

Breżniew zmarł w 1982 r., wcześniej przez długi czas chorował, kwestia destalinizacji czy restalinizacji na pewno nie należała do pierwszoplanowych zadań partii wobec ogromu wyzwań i postępującego paraliżu systemu. Ster władzy przeszedł w ręce dyrektora KGB, Jurija Władimirowicza Andropowa. Jak przystało na szefa potężnego, złowróżbnego molocha, prześwietlającego społeczeństwo, ścigającego wolnomyślicieli i walczącego na froncie ideologicznym (i nie tylko) z zagranicą, Andropow był postacią tajemniczą. Jego biografia zawiera wiele znaków zapytania i niejasnych zwrotów. Zdaniem wielu obserwatorów, historyków i biografów Andropow był zwolennikiem twardej linii. Krytykował Chruszczowa za sposób rozprawienia się z kultem jednostki, doskonale zdawał sobie przy tym sprawę, że Chruszczow jest umoczony w stalinowskie zbrodnie. Przy czym Andropow Stalina zbrodniarzem nigdy nie nazywał. Jurij Władimirowicz cenił Ojca Narodów za jego dzieło, miał zwyczaj powtarzać, że nastanie dzień, gdy imię Stalina zostanie docenione przez rzeczone wszystkie narody świata.

Za Andropowa zmienił się kierunek myślenia o epoce stalinowskiej – jeśli za Breżniewa, zwłaszcza w drugiej połowie jego długich rządów, Stalin był niechętnie widzianym gościem w dostępnej dla szerokiej publiki debacie czy na ekranach kin i kartach książek, to Andropow zapuścił „przywracanie pamięci”. O Stalinie mówiono dobrze i z szacunkiem. Z podręczników zniknęły wzmianki o „błędach i wypaczeniach” Józefa Wissarionowicza.

Andropow rządził piętnaście miesięcy, przez ostatnie tygodnie był przykuty do szpitalnego łóżka (cierpiał na poważną chorobę nerek). Zmarł w lutym 1984 r. Na główny piedestał władzy wstąpił równie wiekowy i równie twardogłowy Konstantin Ustinowicz Czernienko.
Pogrzeb Andropowa odbywał się z przewidzianą dla najwyższych partyjnych notabli pompą. Uroczystość transmitowała telewizja. Był mroźny lutowy dzień. Zanim kondukt ruszył, Czernienko zwrócił się do premiera Nikołaja Tichonowa z pytaniem: „Zdejmujemy czapki? Zimno…”. Mikrofony telewizji były włączone, toteż pytanie Czernienki poszło w eter, usłyszeli je widzowie w całym kraju.

Nie przeszkodziło to Czernience w objęciu schedy po Andropowie. Kontynuował kurs poprzednika na heroizację Stalina i jego popleczników, a potem nawet się mocno w tym rozkręcił. Osobiście wręczył legitymację partyjną Wiaczesławowi Mołotowowi, któremu po latach przywrócono członkostwo KPZR (wraz z kilkoma innymi bliskimi współpracownikami Stalina został on wykluczony z partii w 1961 r. na fali chruszczowowskiej odwilży). Za czasów Czernienki do ZSRR mogła powrócić Swietłana Alliłujewa, córka Stalina, która w 1967 r. uciekła z ZSRR i zamieszkała w Stanach Zjednoczonych (co było wielkim skandalem i rysą na wizerunku Sowietów).

Czernienko miał i inne szeroko zakrojone plany, jeśli chodzi o rehabilitację Stalina. Był przekonany, że referat Chruszczowa i destalinizacja były wielkim błędem i uczyniły krajowi wielką krzywdę. Tę krzywdę należało naprawić. Państwo Stalina było dla Czernienki ideałem, do którego pragnął dążyć, chciał więc pełnowymiarowego przywrócenia ideologizacji społeczeństwa w stalinowskim stylu: od najmłodszych lat.

Wraz ze zbliżaniem się czterdziestej rocznicy zwycięstwa gensek w 1985 r. wzmógł wysiłki na rzecz uczczenia „wielkiego poprzednika”. Na 9 maja 1985 r. Czernienko szykował wielkie zmiany – chciał przywrócić nazwę Stalingrad Wołgogradowi (wiele lat wcześniej ten pomysł rzucił Andropow, ale sam nie miał okazji go zrealizować). Zlecił przygotowanie materiałów korygujących oficjalną linię propagandową partii i nakazujących odejście od „subiektywnego podejścia do oceny działalności Stalina” z drugiej połowy lat pięćdziesiątych.

Planu tego jednak nie wprowadzono w życie. Jak głosił krążący po Moskwie bezlitosny dowcip (przytoczony przez Leonida Parfionowa w cyklu „Namiedni”): Вы будете смеяться, но Черненко тоже умер (Będziecie się śmiać, ale Czernienko też umarł). 10 marca 1985 r. – śmierć Czernienki – to ważna data w historii ZSRR. Jak się miało niebawem okazać, oznaczała bowiem koniec sowieckiej gerontokracji i początek nowej ery. Czernienko był ostatnim sowieckim przywódcą pochowanym pod murem Kremla – na tym niewielkim cmentarzyku, na którym w 1961 r. zakopano wyniesione z mauzoleum ciało Stalina.

Jeszcze w czasie, gdy formalnie rządził Czernienko (był ciężko chory po tajemniczym otruciu wędzoną rybą, przysłaną w darze przez ministra spraw wewnętrznych i często nie był w stanie pełnić obowiązków), na szczytach partii trwała intensywna dyskusja na temat dalszych działań: frakcja konserwatywna chciała trwać w marazmie breżniewowszczyzny, a nawet powrócić do stalinowskich porządków, frakcja zmian zmierzała do przetrząśnięcia niewydolnego systemu, większe otwarcie w polityce zagranicznej itd. Konserwa lansowała na stanowisko genseka Grigorija Romanowa (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2008/06/09/kto-jest-spadkobierca-romanowa/), przeciwnicy widzieli zaś na czele partii młodego Michaiła Gorbaczowa. Wygrała frakcja zmian. Ogłoszono program pierestrojki i głasnosti (jawności). O tym, co to oznaczało dla destalinizacji/restalinizacji, w następnej części.

CDN.

Jeden komentarz do “Ze Stalinem i bez Stalina, część piąta

  1. Palladios

    Gdyby Czernienko nie wpatrywał się w Stalina, ale w Lenina, toby odpowiedział posłańcowi z MSW „Dziękuję wam, towarzyszu, ale nie mogę przy­jąć od was tej ryby. Dzieci w naszym państwie głodują. Niepotrzebnie przywieźliście mi tę rybę.” i zdrowia by nie stracił. Najmocniej przepraszam za dowcipy przy dość w sumie smutnym temacie, ale każda okazja do zacytowania Zoszczenki jest dobra. A tak poważniej – czytałem gdzieś (ale gdzie?) na początku XXI wieku, że podobno w czasach Andropowa i Czernienki w KGB powstać miał pomysł, żeby po małemu zacząć się pozbywać więdnącej ideologii (w którą i tak nikt już poza gerontokracją nie wierzył) i powoli wrócić do starego, dobrego wielkoruskiego nacjonalizmu, przy czym wszystkich Ilijiczów i Wissarionowiczów zacząć przedstawiać jako prawdziwych rosyjskich patriotów. Mowa była o tym w kontekście oficjalnej ideologii prezentowanej przez Władimira Władimirowicza, ale nie wiem, czy nie jest to przerabianie na siłę historii, żeby móc wytłumaczyć łatwiej teraźniejszość.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *