Nawalny. Toksyna polityczna

21 sierpnia. To się dzieje na naszych oczach. Najważniejszy, najaktywniejszy i najskuteczniejszy opozycyjny polityk Rosji Aleksiej Nawalny walczy w szpitalu o życie. Leciał z Tomska do Moskwy, na lotnisku wypił herbatę, a na pokładzie samolotu poczuł się źle, stracił przytomność. Samolot wylądował awaryjnie w Omsku, nieprzytomny Nawalny karetką został przewieziony na oddział intensywnej terapii. Od wczoraj znajduje się w śpiączce, podłączony do respiratora, w stanie ciężkim, stabilnym – tak mówią lekarze. A nad jego głową toczy się bój o jego życie. I Rosję.
Po otrzymaniu wiadomości o incydencie do Omska pospieszyli żona i bliscy współpracownicy Nawalnego z Fundacji Walki z Korupcją. W chwili, gdy piszę te słowa, nadal nie zostali dopuszczeni do Nawalnego. Pod różnymi pretekstami: że jest w stanie ciężkim, nie wyraził zgody (skoro jest nieprzytomny…), przebywanie w jego pobliżu jest niebezpieczne. W korytarzu szpitala siedzi kilku gości o nieprzeniknionych obliczach, blokują przejście.

Od wczesnych godzin rannych na lotnisku w Omsku stoi w gotowości niemiecki samolot. Przyleciał po Nawalnego, aby zabrać go do kliniki Charite w Berlinie (niedawno leczono tam z tajemniczego otrucia jednego z liderów grupy Pussy Riot, Piotra Wierziłowa. I skutecznie wyleczono). Trwa ping pong pomiędzy sztabem Nawalnego a Kremlem. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow twierdzi, że Kreml nie otrzymał prośby o pomoc w wywiezieniu pacjenta za granicę, podczas gdy współpracownicy opozycjoniści podają, że z takim wnioskiem wystąpili. Lekarze w Omsku, którzy jeszcze rano przygotowywali niezbędne dokumenty do wysłania Aleksieja za granicę, w pewnym momencie zaniechali czynności i zaczęli powtarzać, że stan pacjenta nie daje przesłanek do transportu.

Tymczasem czas nagli.

Lekarze z omskiego szpitala wiją się jak piskorze. Dyrektor szpitala godzinę temu oświadczył, że powodem złego stanu Nawalnego stały się zaburzenia metabolizmu i nagły spadek poziomu cukru we krwi.

Gdy wieść o ciężkim stanie Nawalnego rozeszła się po świecie, media społecznościowe i wielu komentatorów od razu postawiło diagnozę: otruty. Ludzie kremlowscy (dziennikarze, komentatorzy, politycy na usługach) wrzucali inne wersje: że poprzedniego dnia Nawalny zabalował, popił, nafaszerował się lekami albo narkotykami. No i tak – organizm się zbuntował, sam jest sobie winien. Wersji publiczność nie kupiła. Ani krajowa, ani zagraniczna. Zaniepokojenie stanem zdrowia i przeciągającymi się targami o możliwość wywiezienia Nawalnego do niemieckiego szpitala wyraziła kanclerz Angela Merkel.

Przebywający od lat na emigracji opozycyjny działacz, socjolog (prywatnie – kuzyn Borysa Niemcowa) Igor Ejdman napisał: „Służby specjalne dawno by już pozbyły się Nawalnego, ale Kreml nie chciał zrobić z niego męczennika i miał nadzieję, że zniszczą go politycznie: zdyskredytują, umoczą. Sytuacja na Białorusi najwidoczniej zmusiła ich do podjęcia zdecydowanych kroków. Postawiła bowiem przed rosyjskimi władzami pytanie: „jak nie dopuścić w Rosji do wydarzeń, podobnych do białoruskich?”. Otrucie Nawalnego było punktem pierwszym na liście odpowiedzi na białoruskie wyzwanie. Jak w przypadku zabójstwa Niemcowa, decyzja o wyeliminowaniu Nawalnego mogła być podjęta wyłącznie na najwyższym szczeblu, a zatem osobiście przez Putina. Nikt by się na to nie odważył bez jego zgody”.

Bardzo śmiała teza, którą oczywiście wszyscy ludzie kremlowscy dementują.

Na koniec tego pospiesznie pisanego odcinka przypomnę jeszcze tylko, że Nawalny latem ubiegłego roku, gdy odsiadywał karę 30 dni aresztu, najprawdopodobniej był otruty. Wtedy opuchliznę zdiagnozowano jako alergię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *