Czarny chleb, czarna kawa. Część 2

29 marca. Sankcje wprowadzone przez Zachód po inwazji Rosji na Ukrainę wyznaczają nowe warunki prowadzenia biznesu przez rosyjskich przedsiębiorców. Zarówno w kraju, jak i za granicą. Na liście sankcyjnej znaleźli się ludzie, stanowiący zaplecze biznesowo-finansowe dla ludzi z elity politycznej, w tym samego Putina. Sankcje to dla nich wymierne straty, na razie – na pewno odcięcie od zamrożonych aktywów. A potem, nie wiadomo jak długo, także utrata możliwości kręcenia drogich lodów na dotychczasowych zasadach. Duże pieniądze lubią dyskrecję i spokój. Oba te czynniki przestały działać.

Poprzednią część (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2022/03/27/czarny-chleb-czarna-kawa-czesc-1/) zakończyłam zagajeniem o „nieszczęsnych Awenie i Fridmanie”, z których pokpiwał sobie Oleg Deripaska.

Piotr Awen należy do generacji rosyjskich oligarchów, którzy zaistnieli w polityce i biznesie jeszcze za czasów Jelcyna. I to wczesnego. Był jednym z grupy reformatorów związanych z Jegorem Gajdarem, w pierwszym posowieckim rządzie stanął na czele ministerstwa ds. współpracy gospodarczej z zagranicą. Potem zajął się biznesem, bankowością, został prezesem Alfa- banku. Ma obywatelstwo Łotwy (jego ojciec był Łotyszem), od wielu lat mieszka w Londynie. Z Władimirem Putinem poznał się w latach 90., pomagał mu wyłgać się z zarzutów, postawionych przez demokratycznych deputowanych Zgromadzenia Parlamentarnego Petersburga, którzy mieli materiały o grubych przekrętach Putina. Bliski kontakt i zaufanie pozostały na lata. Nazwisko Awena figuruje na kilku listach sankcyjnych USA i UE. Ostatnie sankcje, wprowadzone w związku z agresją Rosji na Ukrainę, objęły aktywa Awena w Wielkiej Brytanii: zamrożono jego konto, dwupoziomowe mieszkanie w prestiżowej dzielnicy St James’s w Londynie i podmiejską willę pełną dzieł sztuki (Awen jest zapalonym kolekcjonerem).

Awen z wywiadzie dla „Financial Times” poskarżył się, że wpadł w związku z tymi sankcjami w taką biedę, że wątpi, czy będzie mógł opłacić najpilniejsze zobowiązania. „To, co budowaliśmy przez trzydzieści lat, zostało całkowicie zniszczone. Musimy jakoś zacząć nowe życie” – pożalił się. W związku z tą fatalną sytuacją nie będzie mógł sobie pozwolić na zatrudnienie szofera i sprzątaczki. Jak żyć, panie prezydencie, jak żyć? Na dodatek grozi mu deportacja. Nie, spokojnie, nie do Rosji. Awen ma, jak wspomniałam wyżej, łotewski paszport, a w nim amerykańską wizę. Ale obawia się, że gdy już opuści Wielką Brytanię, to tu nie powróci. Mógłby pojechać do Włoch, gdzie ma wartą 4 mln funtów nieruchomość (konkretnie – na Sardynii), ale tam też wprowadzono sankcje i zamrożono własność objętych sankcjami rosyjskich bogaczy.

Awen został zaliczony już kilka lat temu do grona lobbystów, którzy usilnie zabiegają o zniesienie antyrosyjskich sankcji wprowadzanych przez świat zachodni z okazji różnych wojennych pomysłów Władimira Putina. W tych zabiegach pomagał mu partner biznesowy, potentat w metalurgii, Michaił Fridman. Od 2015 r. Fridman mieszka na stałe w Londynie, w szykownym Athlone House. Zapowiadał wielokrotnie, że będzie się domagał zdjęcia bezprawnych, jego zdaniem, zarzutów o działanie na korzyść władz Rosji. „To zwykłe oszczerstwo” – mówił. Podkreślał, że na Putina nikt z bogatych przedsiębiorców nie ma wpływu i w związku z tym nie może ponosić odpowiedzialności za polityczne decyzje władz.

W rozmowie z „Bloomberg Businessweek” Fridman poskarżył się, że zablokowano jego konta bankowe i karty kredytowe. Z tego powodu nie może wyjechać z Londynu. Na wydatki musi mieć placet brytyjskich władz, miesięcznie może rozporządzać kwotą 2500 funtów. A to za mało, aby np. wybrać się do restauracji. „Muszę stołować się w domu. Jestem faktycznie w areszcie domowym” – przyznał w wypowiedzi dla hiszpańskiej „El Pais”. Przedsiębiorca obawia się, że będzie zmuszony do opuszczenia Wielkiej Brytanii, gdzie – jak twierdzi – zainwestował miliony.

Prasa spekuluje, co się dalej będzie działo z biznesmenami, którzy nie mają już nawet na waciki. Dziennikarze tropią ruchy bogatych Rosjan. Dostęp do nieruchomości na Lazurowym Wybrzeżu czy w Marbelli został ograniczony nie wiadomo na jak długo, Rosjanie mający grube portfele rozglądają się więc za innymi lokalizacjami. Jak twierdzi „Bloomberg”, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich od miesiąca na rynku nieruchomości aż furczy. To Rosjanie rozchwytują oferty. Wśród osób zainteresowanych nabyciem domu w Dubaju został przyuważony Roman Abramowicz.

O innych aktywnościach Abramowicza będzie w trzeciej części opowieści „Czarny chleb, czarna kawa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.