Oblicza mobilizacji

4 października. Mobilizacja ogłoszona przez Putina jako częściowa okazała się kosztownym eksperymentem demograficznym. Nie pierwszym i zapewne nie ostatnim w dobie panikującego putinizmu.

Władimir Putin 21 września, zwierając żelazne szczęki, ogłosił, że dobiegła końca faza dystansowania się społeczeństwa rosyjskiego od bandyckiej wojny rozpętanej przez niego przeciw Ukrainie. Rosjanie, a przynajmniej duża ich grupa, muszą opuścić strefę komfortu. Nie wystarczy już nie protestować przeciwko wojnie, jak na samym początku, nie wystarczy już popierać wojnę słowem, jak to było w drugiej fazie, teraz nadszedł czas na popieranie wojny czynem – trzeba dać się zmobilizować i wyruszyć na front (pisałam o tym w autorskiej rubryce „Rosyjska ruletka” – Putin wzywa na wojnę. Co oznacza „częściowa mobilizacja” w Rosji | Tygodnik Powszechny)..

Mobilizacja została określona przez Putina jako częściowa – miała dotyczyć zaciągu 300 tysięcy. Dziś minister obrony Siergiej Szojgu zaraportował, że zmobilizowano już 200 tys. A telewizja 1tv zachłystywała się w wieczornym wydaniu, że do służby zgłaszają się nie tylko zmobilizowani, ale także ci, którzy nie podlegają mobilizacji, a chcą „bronić ludności Donbasu” w szeregach „drugiej armii świata”. Pono za pośrednictwem specjalnej strony internetowej zgłosiło się już 70 tys. chętnych. Nie bardzo wiadomo, gdzie oni są i dokąd trafiają, kto (i czy) ich szkoli, kto zapewnia ekwipunek itd.

W telewizji wszystko wygląda pięknie: mobilizacja przebiega bez przeszkód i zgodnie z planem. Tak jak wszystko od 24 lutego.

Tymczasem Forbes podał dziś, powołując się na źródła w administracji prezydenta, że od momentu ogłoszenia mobilizacji z Rosji wyjechało 700 tys. osób, według innego źródła – nawet milion. Ile osób wyjechało w celach turystycznych i zamierza powrócić – nie wiadomo.

Jak widać, Rosjanie masowo wybrali indywidualne strategie przetrwania, nie czekając, aż dostaną wezwanie do najbliższej komendy uzupełnień. Od 21 września liczne media przekazują reportaże z przejść granicznych w Kazachstanie, Gruzji, Finlandii i in., na których po rosyjskiej stronie stoją gigantyczne kolejki oczekujących na możliwość przekroczenia granicy. Samochodem, rowerem lub pieszo, jakkolwiek, byleby tylko opuścić kraj i uratować się przed wysłaniem do krwawej łaźni. Zamożniejsi wybierają drogę lotniczą. Na Telegramie można codziennie zapoznać się z zestawieniem cen biletów do portów lotniczych, które przyjmują samoloty z Rosji – do Stambułu, do Dubaju. Ceny są horrendalne.

Rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę przekraczających granicę Rosjan, jest Kazachstan. Władze tego kraju poinformowały, że od początku mobilizacji wjechało ok. 200 tys. (to tyle, co zdołał zmobilizować Szojgu). Mała Gruzja przyjęła ok. 70 tysięcy. Mongolia ogłosiła, że przyjmie każdą liczbę rosyjskich uciekinierów.

Jak twierdzi w publikacji o przebiegu mobilizacji „Nowa Gazeta. Europa”, mobilizacja jest „częściowa” wyłącznie w warstwie słownej. Tak naprawdę w całym kraju trwa łapanka – kto się nie ukryje, ten wpada w ręce wojskowych (https://novayagazeta.eu/articles/2022/10/04/uzhas-bez-kontsa), a zatem mobilizacja nie jest w żadnym razie częściowa, choć powszechna też nie jest. Wskazana przez prezydenta liczba 300 tys. powołanych pod broń to bujda na resorach, utajniony punkt dekretu mówi o zamiarze zmobilizowania miliona mężczyzn, portal Meduza pisał nawet o 1,2 mln.

Po ogłoszeniu decyzji o mobilizacji w Rosji odbyły się protesty uliczne w wielkich miastach. W Dagestanie protesty przybrały formę blokad na drogach, policja użyła broni do rozpędzania demonstracji (strzelano w powietrze). W rezultacie część zmobilizowanych mężczyzn zdemobilizowano (https://www.kavkazr.com/a/na-voynu-dagestantsev-posylayut-pervymi-chem-zakonchilisj-protesty-v-mahachkale/32064549.html).

Ogłoszenie mobilizacji miało być elementem wielowymiarowej presji na Ukrainę, aby zaniechała walki o swoją ziemię z przeważającą nawałą rosyjską, wzmocnioną potężnym połciem mięsa armatniego. Jeżeli w zamyśle kremlowskiego stratega Ukraińcy mieli się tego wzmocnienia przestraszyć, to jakoś znów coś strategowi nie wyszło, przynajmniej na razie. Armia ukraińska nie przerwała kontrofensywy i codziennie odnosi kolejne sukcesy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.