6 kwietnia. Niemal codziennie rosyjscy widzowie, słuchacze i czytelnicy prasy karmieni są, ba, bombardowani informacjami o nowych rodzimych rakietach, czołgach, działach i innych wojennych zabawkach. Kolportujący zachwyt prezenterzy powtarzają przy tych okazjach często mantrę, że owo nowe militarne zjawisko „nie ma odpowiedników na świecie” (нет аналогов в мире). A więc są powody do dumy. W ten nurt wpisuje się okładka najnowszego numeru „Time”, która przedstawia Putina pochylonego nad ziemskim globem, nad którym wykwitają ni to atomowe grzybki, ni to znaki internetowej nawigacji. Kremlinożercy podśmiewają się w komentarzach do tych doniesień, że Putin niecierpliwie czeka na wunderwaffe, które pozwoli mu zapanować nad światem, tymczasem nowe rakiety spadają podczas prób, a jedyny lotniskowiec po zadymieniu połowy Europy w czasie rejsu do Syrii stanął w doku remontowym i nie wiadomo, czy z niego wypłynie.
W kontekście rozkręcającego się nie od dziś rosyjskiego militaryzmu i narastającego we władzach Rosji pragnienia zbrojnego przyłojenia Zachodowi przyciąga uwagę niedawna publikacja oficjalnego czasopisma rosyjskiego ministerstwa obrony „Armiejskij sbornik” (Армейский сборник) o tym, że rosyjska armia posługuje się bojową parapsychologią i telepatią. Autorem tego sensacyjnego opracowania jest Nikołaj Poroskow, zasłużony publicysta wojskowy w stopniu pułkownika (obecnie w stanie spoczynku), a czytelnikami – wyższe szarże rosyjskich sił zbrojnych, bo to do nich przede wszystkim skierowany jest periodyk redagowany przez umundurowane kolegium redakcyjne.
Kilka szczegółów obszernego artykułu. Pułkownik Poroskow twierdzi w nim, że rosyjski specnaz stosuje „chwyty parapsychologiczne” (były użyte m.in. w Czeczenii). Żołnierze posługujący się technologią „metakontaktu” mogą prowadzić „niewerbalne przesłuchania”, „na wskroś” prześwietlać parapsychologicznie jeńców w celu pozyskania od nich informacji albo gdy sami trafią do niewoli, dawać odpór parapsychologicznym zabiegom przeciwnika. Telepatia i inne metody parapsychologiczne pomagają rosyjskim żołnierzom w nauce języków obcych, a także w leczeniu ran i innych uszkodzeń ciała w warunkach bojowych, w znajdowaniu skrytek z bronią itd. Autor twierdzi, że wojskowi parapsycholodzy nauczyli się tych metod, pracując z delfinami (sic). Zdaniem autora publikacji, istnieje metodyka pozwalająca rosyjskim hakerom tak sterować myślą komputerami wroga, aby złamać ich systemy zabezpieczające.
Na początku dekady lat 2000. została rozformowana specjalna jednostka numer 10003, która zajmowała się między innymi stosowaniem praktyk paranormalnych do celów wojskowych. Najwyraźniej współczesna rosyjska armia z jej iskanderami i kalibrami jednak potrzebuje paranormalnego wzmacniacza. Może normalność tak nawala, że potrzeba paranormalności.
Przewodniczący komisji ds. zwalczania pseudonauk, Jewgienij Aleksandrow jest zdania, iż „bojowa parapsychologia” to kompletna bzdura. Owszem, w rosyjskiej armii była i jest badana, ale to nie zmienia faktu, że cała ta parapsychologia to pseudonauka. „Rozmowy o przekazywaniu myśli na odległość nie mają żadnych podstaw naukowych. To po prostu niemożliwe. A dla wojskowych to sposób na wyciskanie pieniędzy z budżetu państwa” – podsumował Aleksandrow.
Przesyłam Państwu porcję świeżej ektoplazmy… Raz… dwa… trzy… cztery… I tak dalej, jak to w bajkach Kaszpirowskiego i jego kolegów po fachu bywa.
