Blog hydraulika

Nie tak dawno Francuzi straszyli dzieci widmem polskiego hydraulika, który pożre francuski rynek pracy. Potem okazało się, że polski hydraulik nie jest taki straszny i nawet coś potrafi. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, czym wykazał się rosyjski hydraulik – Wiaczesław Sołdatienko jest najsławniejszym rosyjskim blogerem.

Mieszka w Rydze, pisze pod nickiem „pesen net”, książkę „Hydraulik, jego kot, żona i inne drobiazgi” wydał pod pseudonimem Sława Se. Książka momentalnie stała się bestselerem.

Pisze urocze drobiazgi (cząstka tytułu książki nie jest przypadkowa) z życia codziennego, które czyta czterdzieści tysięcy użytkowników dziennie. Są trochę sentymentalne, do bólu szczere i bawią po pachy.

„Trzeźwy Dziadek Mróz – to hańba i brak szacunku dla dzieci. Pojawić się w takim trzeźwym stanie na choince to szczyt nieodpowiedzialności. Rok temu Dziadek Mróz przyszedł jak trzeba pijany w deskę, podarował dzieciom wulkany zabawy i szczęścia. Nadeptywał im na nóżki, opowiadał jakieś koszmarne dowcipasy. Uszczypnął wychowawczynię. Pod okiem śliwa. Malcy bali się go troszkę i jednocześnie kochali bezgranicznie. A w tym roku przyszedł jakiś nakrochmalony sztywniak. No i choinka była do bani. Brodaty robot”.

Albo: „W młodości pracowałem jako muzyk. Byłem wtedy cudownie nieżonaty i nosiłem atrapę obrączki. Wielu muzyków tak robi – dla seksualnego bezpieczeństwa. Nasz basista nie nosił i co wieczór dziewczyny dorywały go nawet w toalecie i zmuszały do tych rzeczy. Najpierw basista się cieszył, ale potem zachorował na jakieś świństwo i rozczarował się co do miłości.

A teraz jestem dorosły, śpię na rozkładanym łóżku, jestem koszmarnie nieżonaty i nie umiem gotować. To znaczy – co znaczy „nie umiem gotować”. W moich garnkach można napotkać żywnościowe emanacje trzech rodzajów: warunkowo jadalne, niejadalne i barszcz. Ale za to moje córeczki są szczupłe. Czasem dla odmiany kupuję w delikatesach sznycle. Można z nich robić okłady na siniaki. Albo wsadzić do lodówki. Lodówka, w której są sznycle, wygląda jakoś tak dostojniej, jak róg obfitości nie przymierzając. Sznycle zmieniają kolor – od poniedziałku do soboty. Młodzieży podoba się ten fenomen”.

Albo: „Lalka spotkała na ulicy przyjaciela Iwana, który szedł z ojcem w niewiadomą siną dal.

– Cześć, Iwan – wrzasnęła Lala tak przyjaźnie, że z pobliskiego drzewa zwaliła się wrona.

– Cześć, Lalka! – krzyknął Iwan, ale jakoś bez wyrazu.

– Tato, to jest Lalka, która cały czas pluje i pokazuje język – przedstawił nas Iwan tatusiowi. Ojciec Iwana popatrzył na nas spode łba, głównie na moje usta, jak gdyby stąd właśnie spodziewał się nieprzyjemności.

– Laleczko, czy naprawdę plujesz i pokazujesz język? – spytałem głośno i fałszywie. Czasem lubię przy ludziach sprawiać wrażenie przyzwoitego człowieka. Lalka odpowiedziała mi spojrzeniem, że uważa mnie za tchórza. Prawdziwy przyjaciel na moim miejscu sam pokazałby wrogowi język i jeszcze dla pewności splunąłby w jego stronę.

W ten oto sposób dowiedziałem się, że moja córka dorosła i że jest pełna kobiecej dumy, której potrafi bronić, spluwając obficie.

Przypatrując się dzisiaj rano, jak kot drapie się tylną łapką pod paszką, myślałem o pozostałych kobietach z mojej rodziny. Wszystkie są dumne i ślinę mają zawsze w pogotowiu, i jeszcze zawsze pod ręką mają różne przydatne sprzęty domowe w rodzaju żelazka. I prędzej podrapią się nogą pod paszką, niż pozwolą mężczyźnie zdecydować o czymś ważnym – gdzie postawić szafę, jaką drogą pojechać, czy ta śmietana skwaśniała czy nie, czy już się rozwieść czy jeszcze dać sobie szansę.

Mężczyźni w naszej rodzinie mogą się wykazać tylko w takich drobiazgach jak walka z kryzysem i wybory prezydenta”.

I tak dalej. Wdzięk i dowcip, i dobrze przyswojone lekcje literatury rosyjskiej. Trochę Zoszczenki, trochę Dowłatowa, ale bez dekadencji. Dużo siebie.

W wywiadzie dla tygodnika „Itogi” Wiaczesław Sołdatienko wyznał, że już nie pracuje jako hydraulik: „Nie jestem fanem rękodzieła, na widok zardzewiałych rur łzy nie cisną mi się do oczu, cóż, praca i tyle. Ale kiedy nie masz możliwości, żeby zarabiać na życie w przyjemny sposób rysowaniem czy śpiewaniem, to nieźle jest znaleźć sobie zajęcie, które nie trzepie ci nerwów, chodzi o to, żeby normalnie pracować i nie zrywać się z krzykiem po nocach, jak to czasem bywa z bankierami czy milicjantami. I żeby nie było szkoda rzucić tego w odpowiednim momencie. Teraz jestem blogerem. To znaczy jeśli wziąć pod uwagę kryterium włożonego w to przedsięwzięcie wysiłku i czasu, to najbardziej jestem właśnie blogerem. Jak każdy zajadły użytkownik internetu jestem nałogowcem, oderwać się nie mogę. Teraz już i tak jest lepiej, wcześniej to nawet na spacer nie mogłem spokojnie wyjść, pół godziny na dworze wydawało mi się egzekucją, grzybobranie – bezsensownym ciężkim przeżyciem. Byłem pochłonięty tylko internetem i moim blogiem – wszystko inne było nieważne. Jakie tam grzyby, jaki spacer – skoro można pisać. Wszystko, co odrywa od pisania, drażni, denerwuje. Wiem, jestem fanatykiem. Nie ma dla mnie nadziei”.

10 myśli nt. „Blog hydraulika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *