To nie rewolucja

Przez kilka dni, kiedy w Kijowie miały miejsce wpierw demonstracje przeciwko wycofaniu się Ukrainy z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, potem pacyfikacja protestu, wreszcie niemal milionowa manifestacja oburzonych przemocą ludzi, Kreml milczał jak zaklęty. Rosyjska telewizja (i inne media też) poświęcała wydarzeniom na Ukrainie wiele uwagi – pokazywała reportaże z Majdanu, specjalni korespondenci opowiadali o wydarzeniach na ulicach ukraińskiej stolicy. Podkreślano przy tym, że protestujący łamią prawo, zachowują się agresywnie, atakują budynki rządowe, a Unia Europejska z Polską na czele ingeruje w wewnętrzne sprawy Ukrainy i podsyca bunt. Spekulowano, że na Ukrainie zostanie wprowadzony stan wyjątkowy. Znany z werbalnych i nie tylko werbalnych wybryków Władimir Żyrinowski mówił, że Zachód przerzuca na Ukrainę narkotyki i broń. Deputowany z Sewastopola na Krymie zapraszał rosyjskie wojska na ukraińskie ziemie w celu zaprowadzenia porządku.
Dziś głos w sprawie tego, co się dzieje w Kijowie, zabrał Władimir Putin: „Wydarzenia na Ukrainie przypominają nie rewolucję, a pogrom. Moim zdaniem, to jest mało związane z relacjami Ukrainy i Unii Europejskiej”. Putin wypowiedział się na ten temat w Erywaniu, gdzie z armeńskim prezydentem Sargsjanem omawiał perspektywy szybkiego włączenia Armenii do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu (świetlana droga dla Ukrainy?). Zdaniem rosyjskiego prezydenta Majdan jest lekkim falstartem – taki scenariusz rozkołysania nastrojów społecznych był przygotowywany na czas wyborów prezydenckich 2015. „To proces wewnątrzpolityczny, podjęta przez opozycję próba podważenia legalnej – podkreślam to, legalnej – władzy. Mało tego – to, co się obecnie dzieje, to nie całkiem jest rewolucja, a dobrze przygotowane akcje, a te akcje były przygotowywane nie na dziś, a na wiosnę 2015. […] To jasne jak słońce dla każdego obiektywnego obserwatora. Opozycja albo nie zawsze może skontrolować, co się dzieje, albo jest parawanem dla ekstremistycznych działań”. Prezydent Rosji zauważył też, że nikt nie zagłębia się w tekst porozumień z Europą. „Nikt niczego nie widzi i nikt niczego nie słyszy. Powiadają, że narodowi ukraińskiemu odbiera się marzenia. Ale jeśli przyjrzeć się treści tych porozumień, to do [realizacji] tego marzenia, a marzenie to zasadniczo rzecz dobra, wielu może nie dożyć”, bo warunki, jakie stawia Unia są kategoryczne i trudne. Rosja nie stawia warunków. „Chcę podkreślić, że niezależnie od tego, jaki będzie wybór narodu ukraińskiego, odniesiemy się do niego z szacunkiem”.
Znakomicie, szacunek to wspaniała rzecz, szczególnie chwalebna w polityce. Prezydent Putin na pewno ma respekt wobec tego, co się dzieje u sąsiadów. Do dziś nie wyleczył traumy po pomarańczowej rewolucji, do dziś nie pozbył się obaw, że pomarańczowa zaraza dotrze pod bramy Kremla. Sytuacja jest dziś zasadniczo inna niż dziewięć lat temu. I na Ukrainie, i w Rosji. Ale osad najwyraźniej pozostał. Znamienna jest chęć wytłumaczenia wydarzeń na Ukrainie zakulisowymi działaniami ciemnych zagranicznych sił (wiadomo kogo).
W wielu komentarzach w rosyjskich portalach społecznościowych powtarzały się porównania pomiędzy scenariuszem ukraińskim i wydarzeniami w Rosji po wyborach do Dumy i wyborach Putina. „My w Moskwie wyszliśmy na ulice, na placu Błotnym 6 maja 2012 roku trochę nas spałowali, postraszyli, zaaresztowali, wybiórczo skazują w pokazowych procesach i myśmy podkulili ogon pod siebie i wycofaliśmy się. Nic się nie zmieniło. A Ukraińcy, jak ich Berkut pobił na Majdanie, zareagowali wielkim oburzeniem – na ulice wyszedł milion ludzi. U nas nie do pomyślenia” – konstatują rosyjscy blogerzy. Ale to może dobry temat na oddzielny tekst. A teraz jeszcze wróćmy do realpolitik.
Na linii Moskwa-Kijów znowu zapachniało gazem. Do przestrzeni medialnej na zmianę przedostają się komunikaty, że sprawa ceny rosyjskiego gazu dla Ukrainy będzie przedmiotem negocjacji, a zaraz potem rosyjskie władze zapewniają, że Ukraina nie powinna oczekiwać zmiany taryfikatora. Dziś wicepremier Igor Szuwałow wypuścił kolejny balon próbny. Powiedział, że jeżeli Ukraina podejmie decyzję o wstąpieniu do Unii Celnej, to otrzyma w tym atrakcyjnym pakiecie również korzystniejszą cenę gazu. Ten lep niższych cen gazu to nie nowina. Moskwa już coraz bardziej jednoznacznie określa „linie brzegowe”: Ukraina w ramionach Unii Celnej = niższe ceny rosyjskiego gazu dla Ukrainy. A jak nie, to nie.
Ciekawe, czy Władimir Władimirowicz widział jeden z licznych na Majdanie transparentów: „Putin, hands off Ukraine”. Raczej nie. Bo pierwszy program rosyjskiej telewizji unika pokazywania takich drastycznych napisów, a pan prezydent zdaje się oglądać tylko ten program.

8 thoughts on “To nie rewolucja

  1. ~vandermerwe

    Szanowna Pani,

    To ze w wewnetrzne sprawy Ukrainy ingeruje Rosja, Unia Europejska a w samej UE szczegolnie Polska nie wymaga specjalnych dowdow. Taki jest los panstwa slabego, na krawedzi bankrutctwa. Ze jest to projekt polityczny z obu stron, rowniez nie wymaga dowodow – jest, gdyz od wielu lat probuje sie przesuwac granice strew wplywu swiata zachodniego coraz bardziej na wschod. Akcja z drugiej strony jest dokladnie ta sama tzn jesli nie mozemy poszerzyc to przynajmniej utrzymajmy stan posiadania. To troche powrot do czasow zimnej wojny, moze troche bardziej kulturalnie ale cel i efekty sa te same.
    W krotkiej historii niepodleglej Ukrainy jest to kolejny „rewolucyjny zryw” czy tez „zdradliwy ferment” ( co kto woli) , ktory ma zmienic wszystko a na dluzsza mete niewiele zmienia. Przyczyna jest prosta, ingerujacy w sprawy Ukrainy w imie wlasnych politycznych celow nie chca lub nie smia powiedziec spoleczenstwu ukrainskiemu, ze nikt za nich nie naprawi zepsutego systemu polityczneo, nikt za nich nie zliwiduje korupcji, nie usprawni apartu panstwowego i nie wypracuje dobr, ktore stana sie podstawa lepszego zycia. Rosja ma swoj wlasny interes by „trzymac” Ukraine przy sobie. Taki sam interes ma Europa by przciaganac Ukraine na druga strone. Raz majac Ukraine w sieci stanie sie ona dla „zwycieskiej strony” problemem peryferyjnym z punktu widzenia spoleczenstwa. Sa to postawy jest moralnie naganne, tyle tylko, ze w polityce moralnosc nie jest naczelna cnota – na Wschodzie i na Zachodzie.

    Odpowiedz
  2. ~Marek Borsuk

    Władimir Władimirowicz jak zwykle posłużył się znanym arsenałe zwrotów , gróźb ze spiskiem włącznie.To ostatnie zna Władimir Władimirowicz z dawnych dobrych czasów.W ZSRR spisek byą wszechwładny.Teraz spiskują Ukraińcy przeciwko Rosji. Zamiast posłusznie podpisać Unię Celną z Rosją zachciewa im się EU.Aprzecież Rosja obiecuje raj. Mam wrażenie , że raju to Ukraina nie zapomniała zwłaszcza z 1917r. , później z 1932-1933r. następnego z lat 1937-1938.Po kilkudziesięciu latach nieustającego raju Ukraina ma prawo do wolnego wyboru.Interes w jej przyciągnięciu ma zapewne EU a z całą pewnością Rosjia .Była by to piękna perła w czapie Monomacha,
    A może Ukraina nie chce raju obcego , a jako naród ambitny chce w pocie czoła wypracować swój własny raj .

    Odpowiedz
  3. ~vandermerwe

    Historie warto zostawic w spokoju. Ukraincy raju nie mieli ani pod skrzydlami Rosji ani pod skrzydlami Polski. Ma Pan racje, Ukraina ma prawo do swobodnego I calkiem niezaleznego od wplywow zewnetrznych wyboru drogi rozwoju. Tyle tylko, ze bedac w systacji podbramkowej stala sie obiektem manipulacji z obu stron. Co na Ukrainie robia polscy politycy? Przeciez nie wystepuja w charakterze bezstronnych obserwatorow lub rozjemcow. Kiedys, w o wiele bardziej spokojnym klimacie gen. de Gaulle bedac w Kanadzie, dokladniej w Quebecku krzyknal „Niech zyje wolny Quebeck!!!”. Rzad Kanady poprosil o zakonczenie wizyty I opuszczenie terenu kraju.
    Rozwiazanim moglo by byc referendum – nie wiem czy prawo ukrainskie cos takiego przewiduje I jego wynik mialby moc prawna. Obawiam sie, ze zadna ze stron nie za bardzo moze miec ochocte na taki eksperyment, gdyz wynik zazwyczaj jest trudny do przewidzenia – przykladem moga byc rozne referenda w samej Unii. Z tego co rozumiem inne sa sympatie w wschodniej a inne w zachodniej. Z racji zawodowych mogla by nam naswietlic szerzej te probemy Pani Labuszewska.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~Marek Borsuk

      Kiedy właśnie historię jest tak trudno zostawić w spokoju.Ona odciska cały czas swoje piętno na naszych wypowiedziach i zachowaniach i to zarówno naszych jak i ukraińców.Nasza pamięć historyczna w stosunku do wcześniej ZSRR a dzisiaj do Rosji jest podobna ukraińskiej.Rosja zachowała to w zupełnie inny sposób. I konflikt gotowy.EU na pewno różni się od Rosji w sprawie umowy stowarzyszeniowej. Nic nie obiecuje i po konferencji w Wilnie trzyma drzwi otwarte dla Ukrainy .Nie widzę w tym przypadku jakichkolwiek manipulacji.Natomiast po serii wypowiedzi na moskiewskim Pierwszym Kanale , zresztą obraźliwych dla Ukrainy, byś może zarówno polscy jak i europejscy politycy chcieli podkreślić swojł solidarność i poparcie dla Ukrainy.

      Pozdrawiam.

      Odpowiedz
      1. ~vandermerwe

        Historia jako zrodlo wiedzy o przeszlosci -tak. Historia jak zestaw emocjonalnych i czesto irracjonalnych reakcji wobec terazniejszosci – nie. Prosze popatrzec na stosunki polsko -litewskie i wiadomo o co chodzi.
        Uznanym w siwcie polityki jest wypowiadanie sie na temat i wyrazanie poparcia ale na odleglosc. Pojawienie sie w srodku zamieszek i wyglaszanie mow, ktore moga jedyni sytuacje podgrzac jest ingerencja w sprawy wewnetrzne kraju – przy jednoczesnym braku odpowiedzialnosci. Dziwie sie, ze „wycieczkowiczow” wpuszczono na teren Ukrainy.
        Calkiem mozliwe, ze metody stosowane przez Rosje i UE byly rozne jednak cel jest ten sam – przeciagniecie kraju na swoja strone i pozbawienie strone przeciwna wplywow – nie oszukujmy sie.
        Ale sprawa sie odrobine pogmatwala, gdyz prezydent polecial do Chin. Pytanie w jakim celu?

        Pozdrawiam

        Odpowiedz
  4. ~Akunina

    Pani Anno, z niezmierną ciekawością czytam Pani bloga. Ja z zasady unikam tematów politycznych, choć bardzo, bardzo mnie korciło zabrać głos w sprawie Ukrainy. To milczenie Rosji w sprawie aktualnych wydarzeń jest dziwne albo… to błąd polityczny. Abstrahując od tego, co faktycznie byłoby dobre dla samej Ukrainy, dziwi mnie zachowanie Kremla. Taktyka czy jej brak?

    Odpowiedz
    1. ~Anna Łabuszewska

      Szanowna Pani!
      Dziękuję za miłe słowa. Zapraszam do czytania.
      To, że strona rosyjska milczała dość długo wobec rozwijającej się sytuacji w Kijowie, nie jest takie dziwne i nie wydaje mi się błędem politycznym. Demonstracje na Ukrainie przeciwko zwinięciu przez prezydenta Janukowycza unijnej flagi osłabiają sukces dyplomatyczny Rosji, jakim przed szczytem w Wilnie niewątpliwie było wycofanie się Ukrainy z podpisania umowy stowarzyszeniowej. Dlatego zapewne władze uznały, że zabierać głos w tej sprawie należałoby, odczekawszy chwilę i na spokojnie. A poza tym z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że Rosja intensywnie pracuje teraz nad Ukrainą, tylko tego nie widać na ulicach Kijowa, na które zwrócone są oczy świata, a na pewno Europy.
      Serdecznie pozdrawiam
      Anna Łabuszewska

      Odpowiedz
      1. ~vandermerwe

        Odezwal sie minister Lawrow – to jednak glos Kremla. Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniadze. Akurat Ukraina jest w sytuacji 0-0 czyli bez wyjscia i przypuszczalnie skieruje sie tam, gdzie moga dostac pieniadze -w Chinach?

        Pozdrawiam

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *