Spaleni fast foodem

9 kwietnia. Dawno już w rosyjskim segmencie Internetu nie było takiego karnawału. Reakcja na wiadomość o najświeższym pomyśle reżysera Nikity Michałkowa i jego brata Andrieja-Androna Konczałowskiego (również reżysera) założenia sieci rosyjskich barów szybkiej obsługi przeszła najśmielsze oczekiwania.

Dzisiejsze wydanie „Kommiersanta” uraczyło czytelników wiadomością, że braterski duet filmowców wpadł na pomysł utworzenia w Rosji sieci pod szyldem „Jemy w domu”, serwującej wyłącznie rodzime produkty w przeciwieństwie do wrażych zachodnich fast foodów. Na wdrożenie projektu Michałkow i Konczałowski poprosili prezydenta o miliard rubli. Prezydentowi idea się spodobała, zaaprobował ją i przekazał plan pod kuratelę wicepremiera Arkadija Dworkowicza, zajmującego się w rządzie zagadnieniami gospodarczymi.

Filmowi bracia wstrzelili się z biznes planem idealnie. Wyroby z sieci zachodnich fast foodów zaczęły jakiś czas temu szkodzić rosyjskim żołądkom. Do usunięcia McDonalda czy Burger Kinga z Rosji wzywali deputowani z trybuny parlamentu, a publicyści w licznych artykułach pisali o wyższości tradycyjnych rosyjskich potraw nad podstępnymi cheeseburgerami. Jednym z naczelnych haseł w dobie sankcji (wprowadzonych przez Putina zakazów wwozu zachodnich artykułów spożywczych) jest „importozamieszczenije” [импортозамещение], czyli zastąpienie rzeczy z importu rodzimą produkcją. Nie bardzo ta akcja na razie wychodzi, bo Rosja produkuje za mało, by zaspokoić potrzeby rynku w pełnym zakresie. Ale od czego są dobre pomysły osób obsługujących politykę Kremla?

Nikita Michałkow od dawna jest uważany za podnóżek Władimira Putina, realizujący zamówienie na patriotyczną sztukę dla mas. A że przy okazji kręci lody (tu konkretnie zapewne patriotyczne śledziki i barszczyki) na chwałę własnego portfela, cóż, każdy orze jak może. To po pierwsze, a po drugie, za obsługiwanie angielskiego króla należy się premia.

Idealny rodzinny interes ma wesprzeć żona Konczałowskiego (pozującego ostatnio na buddyjskiego mnicha i filozofa), aktorka Julia Wysocka, lansująca się jako wybitny znawca kuchni. Występuje w popularnych programach telewizyjnych propagujących gotowanie, ma w Moskwie dwie knajpy, należy do niej marka „Jemy w domu” (która teraz ma objąć również sieć szybkiej gastronomii). Dziennikarz rozgłośni Echo Moskwy Siergiej Parchomienko dostrzega w dzisiejszym rwetesie wokół planu sieci rosyjskiego „szybkiego jedzenia” jedynie świetną akcję promocyjną dla tych lokali Wysockiej. Aktorka ma w planach rozszerzenie działalności gastronomicznej.

Całe to zamieszanie to rzecz świetnie charakteryzująca dzisiejszą Rosję. Oto dwie znane osoby chcą założyć sieć knajpek. To nie budowa elektrowni jądrowej czy zawrócenie biegu syberyjskich rzek, tylko mała gastronomia. I taką sprawą zajmuje się osobiście prezydent, który zleca pilotowanie projektu wicepremierowi. Oraz wydziela z budżetu państwa, na który składają się podatnicy, miliard rubli na dobrą wróżbę. „Najśmieszniejsze jest to, że nikt nie prosi Putina o pieniądze na drogi” – skomentował jeden z użytkowników Twittera.

Podatnicy, przynajmniej ci, którzy aktywnie korzystają z Internetu, urządzili popisową „rżakę”, nie zostawiając na pomysłodawcach suchej nitki. Krótki przegląd żartów, jakie pojawiły się w blogach i na Twitterze, nie jest w stanie oddać intensywności wymiany myśli o planie Michałkowa-Konczałowskiego.

„Dmitrij Anatoljewicz [Miedwiediew] poprosił Władimira Władimirowicza o pożyczkę na zakup baterii do Leiki” (premier lubi fotografować).

„Josif Kobzon zwrócił się do Putina z prośbą o dofinansowanie projektu sieci patriotycznych zakładów fryzjerskich” (jeśli Państwo pamiętacie, piosenkarz Kobzon jest nosicielem oryginalnej peruczki)

„W następnej książce kucharskiej Julia Wysocka opublikuje przepis, jak z niczego ukręcić miliard”.

„- O, rany, umieram z głodu.

– To chodź, tutaj jest bar Michałkowa.

– No nie, nie do tego stopnia”.

„W Rosji powstanie sieć luksusowych więzień pod nazwą „Siedzimy w domu”.

„Nikita Michałkow otworzy sieć kin „Róbta se filmy sami”.

„Dobrze, że nie poprosili kasy na sieć burdeli „Skok w bok”.

„Nazwa sieci barów „Żryj, co ci dają”.

„W barach Michałkowa kasy będą wolne od wpływu zachodnich imperialistów”.

„Potrawy będą podawać z hymnem albo bez hymnu” (ojciec Nikity i Andrieja, Siergiej Michałkow był autorem słów hymnu ZSRR/Rosji).

Całkiem poważnie podszedł do zagadnienia Leonid Krol, który napisał w FB: „Przecież to jasne, że nikt niczego nie otworzy, żadnej knajpy, nie będzie żadnego rospiłu [przywłaszczenia na lewo państwowej kasy]. Potrzebne są dobre, optymistyczne, prowokacyjne nowości. Trzeba zaprezentować, że mamy przyszłość. I to jest wiadomość z tego pożądanego gatunku. Rozrywka zarówno dla wyższych sfer, jak i plebsu. To taki kolejny tani gest antyamerykanizmu, a i okazja, by gwiazda pojawiła się w mediach i dała lekcję dobrego stylu w noszeniu eleganckiego szaliczka”.

6 myśli nt. „Spaleni fast foodem

  1. Muchor

    Importozamieszczenije pamiętam z lat 80 – wtedy w PRL, cierpiącym na chroniczny brak dewiz, nazywało się to produkcją antyimportową, krajowym zamiennikiem itp. Dzięki temu wspaniałemu zamierzeniu w pamięci mojego pokolenia (czyli wiek późnośredni) utrwaliły się takie osiągnięcia jak „wyrób czekoladopodobny” czy „dżem z dyni o smaku pomarańczowym”. Myślę, że w Rosji, na pożywnej glebie importozamieszczenija mogą wyrosnąć jeszcze piękniejsze kwiatki.

    A co do sieci fast-food’ów z rodzimym jedzeniem – sam bym chętnie powitał takowy nad Wisłą. Wolałbym porcję pierogów z kefirem czy naleśniki z serem i cynamonem zamiast hamburgera – ot, taki repertuar jak w dawnym barze mlecznym (które wracają! Ale czekam na sieciówkę). Z tym, że chciałbym aby powstanie takich knajpek było wynikiem procesów rynkowych, gry popytu i podaży, a nie odgórnych regulacji. Tutaj, to cała historia polega na tym, aby za państwowe pieniądze przypodobać się władzy, i to wszystko. Tych pieniędzy zapewne nie będzie, pomysł się rozmyje, ale przypodchlebienie zostanie mile zapamiętane. A propaganda zastąpi ten patriotyczny news, kolejnym – równie patriotycznym i realistycznym, a może nawet i bardziej.

    Tylko tego Michałkowa trochę żal…
    http://www.adme.ru/zhizn-nostalgiya/40-genialnyh-sovetskih-fotografij-660805/?image=4566055#image4566755

    Odpowiedz
  2. Marek Borsuk

    A no niech usuną .A później będą mówili słowami satyryka ” przed Putinem był McDonalds i Burger King i komu to przeszkadzało?”.

    Odpowiedz
    1. annalabuszewska Autor wpisu

      Ciąg dalszy następuje: odbyło się posiedzenie rządu, ustalono schemat dofinansowania: 70 państwo, 30 pomysłodawcy. Eksminister finansów Aleksiej Kudrin stwierdził, że sposób realizacji projektu „Jemy w domu” bardziej zaszkodzi małemu i średniemu biznesowi w Rosji niż sieci McDonalds (http://top.rbc.ru/economics/10/04/2015/552715a79a794744fd7ace5d).
      W wielu komentarzach na Twitterze czy w blogach powtarzała się myśl: zwykle przedsiębiorcy, którzy chcą rozkręcić nowy biznes/założyć restaurację itd., idą po kredyt do banku, ryzykują własnym majątkiem, a Michałkow z Konczałowskim poszli po pieniądze do prezydenta. I dostali.

      Dziękuję za Państwa komentarze i serdecznie pozdrawiam
      Anna Łabuszewska

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *