Ichtamniet. Afryka. Dziennikarze

1 sierpnia. W Republice Środkowoafrykańskiej mieli zrobić dokumentalny film o wagnerowcach, rosyjskich najmitach. Dziennikarz Orhan Dżemal, reżyser Aleksandr Rastorgujew i operator Kiriłł Radczenko zostali zastrzeleni kilka dni temu w drodze na spotkanie fikserem. Według świadectwa ich kierowcy, który przeżył, nagle przy trasie ich przejazdu z krzaków wyskoczyli uzbrojeni ludzie i otworzyli ogień, Rosjanie zginęli na miejscu (prasa podaje różne wersje zeznań kierowcy). Sprawców na razie nie ujęto. Rosyjskie MSZ od razu umyło ręce i wystąpiło z oświadczeniem, że zabici pojechali do Republiki Środkowoafrykańskiej, mając jedynie wizy turystyczne, bez aktualnych akredytacji.

Dżemal, Rastorgujew i Radczenko realizowali projekt na zlecenie Centrum Dochodzeń, sponsorowanego przez Michaiła Chodorkowskiego. Film miał opowiadać o tym, co w Republice Środkowoafrykańskiej robią rosyjscy najemnicy z grupy Wagnera (kim są wagnerowcy, szerzej – w dalszej części tekstu).

Po prowadzonych nieoficjalnie wyczynach bojowych na Krymie, Donbasie, w Syrii wagnerowcy przenieśli się do Afryki. Publikacje o tym nowym kierunku aktywności pojawiały się sporadycznie w mediach (np. „Safari dla Wagnera” w „Nowej Gazecie”: https://www.novayagazeta.ru/articles/2018/06/13/76787-safari-dlya-vagnera). Jak to w bajkach o psach wojny bywa, oficjalnych komunikatów w tej sprawie jak na lekarstwo. Grupa dziennikarzy śledczych Conflict Intelligence Team wysunęła przypuszczenie, że wagnerowcy mają w Republice Środkowoafrykańskiej powiązania z ugrupowaniami walczącymi z rządem republiki. Władze kontrolują de facto tylko stolicę, pozostała część znajduje się pod kontrolą różnych ugrupowań. Obiektem zainteresowania walczących są bogate złoża surowców naturalnych. Jeżeli potwierdzi się wersja, że wagnerowcy wspomagają antyrządowe grupki, to znaczy, że rozmijają się z oficjalnym stanowiskiem Rosji, która zawarła porozumienie z władzami tego afrykańskiego kraju. Według francuskiej prasy, rosyjscy eksperci doradzają prezydentowi Republiki Środkowoafrykańskiej, a ochroniarze ochraniają go. Jak widać, węzłów do rozplątania jest aż nadto.

Wersja o tym, że dziennikarze z Rosji mieli kręcić film na temat wagnerowców to tylko jedna z kilku. Według innej wersji, kolportowanej przez media, film miał traktować o nielegalnym wydobyciu złota w Republice Środkowoafrykańskiej. Materiał zgromadzony przez rosyjską ekipę dziennikarską mógł dotknąć wrażliwych sfer działalności ludzi, którzy bogacą się tym sposobem. I to oni mieliby wydać polecenie, by pozbyć się niewygodnych świadków. Rząd Republiki Środkowoafrykańskiej wystąpił z komunikatem, że dziennikarze zostali zabici przez bojowników powstańczego ruchu Seleka. Jako kolejny możliwy motyw zbrodni wymienia się pospolity rozbój.

Kilka słów wprowadzenia/przypomnienia. Jak pisałam na blogu, wagnerowcy (Grupa Wagnera) to najemnicy „do zadań specjalnych, nieprzyjemnych, czyli takich, do których politycy nie lubią się przyznawać. […] Podkomendni Wagnera – przeważnie to oficerowie rezerwy różnych rodzajów wojsk – to typowi przedstawiciele ichtamnietów (od ich tam niet – „ich tam nie ma”, slogan powtarzany często przez rosyjskie władze zaprzeczające obecności rosyjskich wojskowych na Donbasie). Według niepotwierdzonych danych, „wagnerowcy” nadal działają w tak zwanej Ługańskiej Republice Ludowej; przypisuje się im przeprowadzenie akcji mających na celu eliminację kilku liderów separatystów. Wszystko, co napisałam powyżej, jest nieoficjalne, niepotwierdzone, wywąchane przez dziennikarzy z różnych kątów, prawdopodobne, ale nie do końca pewne. Według aktywisty Conflict Intelligence Team, Rusłana Lewijewa, rosyjskie prawo nie przewiduje istnienia „prywatnych firm wojskowych”. „Ale de facto firma Grupa Wagnera to na poły legalna formacja zbrojna, istniejąca pod skrzydłem i za pieniądze ministerstwa obrony Rosji; nawet poligon, na którym trenują wagnerowcy, znajduje się w sąsiedztwie 10. Brygady specnazu GRU w miejscowości Molkino w Kraju Krasnodarskim” (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/12/21/grupa-wagnera-na-kremlu/). Warto dodać jeszcze, że w prasie pojawiły się informacje, że Grupa Wagnera ma powiązania z Jewgienijem Prigożynem, zwanym kucharzem Putina (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/06/02/na-talerzu-putina-czyli-przypadki-pewnego-kucharza/). Prigożyn od tych związków się odżegnuje.

Dane o tym, że gdzieś z daleka od Rosji w jakimś konflikcie ginie jej obywatel, są publikowane jedynie przez media opozycyjne, niszowe. Rosja nadal nie przyznaje się oficjalnie, że korzysta z usług zielonych ludzików, którzy odwalają na brudnych frontach brudną robotę, by do kieszeni mocodawców nasypać brudne pieniądze. Wokół śmierci trzech rosyjskich dziennikarzy/filmowców w Republice Środkowoafrykańskiej unosi się wielki obłok nieprzyjemnych pytań. Czy na którekolwiek uda się znaleźć odpowiedź?

4 myśli nt. „Ichtamniet. Afryka. Dziennikarze

  1. Marian.W.O

    Zajmuje sie Pani plotkami. Pomijam prosty fakt, ze dzisiaj tzw. prywatyzacja wojny jest rzecza powszechna. Mozna nawet wysunac teze, ze bardziej powszwchna na Zachodzie niz Wschodzie. „Wagnerowcy” to peryferia tej dzialalnosci. Tak to jednak jest, gdy uprzedzenia przeslaniaja rzeczywistosc.

    Odpowiedz
    1. Muchor

      Drogi Panie Marianie W.O.,

      Autorka blogu przywołała fakty (zginęło trzech dziennikarzy, pracujących na zlecenie Centrum Dochodzeń). Zaznaczyła, że bardzo trudno oddzielić ziarno od plew w skąpych informacjach. Powiązania rosyjskich „psów wojny” z rosyjskimi władzami są znane – wiadomo, że używa się ich w tych sytuacjach, kiedy oficjalna interwencja (nawet niewielka) żołnierzy rosyjskich byłaby nie na rękę.

      To jednak co innego, niż prywatyzacja wojny w Iraku (bo to może Pan mieć na myśli sugerując, że jest to zjawisko powszechniejsze dla krajów Zachodu). Tam prywatni żołnierze są używani do ochrony obiektów czy osób z powodu szczupłości oficjalnych sił zbrojnych. Czyli nie po to, aby ukryć zaangażowanie militarne po czyjejś stronie, tylko po to aby np. oficjalnie nie powiększać kontyngentu wojskowego – a to jednak coś innego. O tym, że zawsze byli i pewnie będą żołnierze do wynajęcia, i to pod każdą szerokością geograficzną – nikt nie wątpi. Ale jednak jest spora różnica w tym, jak dane państwo korzysta z ich usług.

      A poza tym, to jest blog o Rosji i o tym, co się dzieje w tamtejszej, szeroko pojętej blogosferze. Nie jest to wynik uprzedzeń, jak Pan pisze, tylko po prostu tematyka tego blogu – zatem ten Pański argument jest mocno chybiony. No i konstrukcyjnie, to zwyczajny argument typu – а у вас негров бьют.

      Odpowiedz
  2. Христофор

    Wszystkie przesłanki wskazują, że była to egzekucja na zamówienie. Jednakże pewne wątpliwości budzi fakt, że kierowca wiozący ekipę przeżył i nie został nawet draśnięty. To może świadczyć wyłącznie o tym , że pozostawiono go przy życiu świadomie i w jakimś celu. Tylko w jakim ???

    Odpowiedz
  3. alfath

    Domniemane intencje Mariana W.O. oraz widoczna w jego komentarzach tendencja to jedno, a jakość tego konkretnego argumentu to drugie. Nie jest to przecież obrona przed zarzutem poprzez postawienie przeciwnikowi zarzutu o zupełnie innym charakterze, jak w starym kawale o biciu murzynów. Marian stwierdza, że „merceneryzacja” wojen jest zjawiskiem globalnym, а nie kolejnym przykładem specyficznie ruskiej perfidii, i ja się z nim zgadzam. Porównywanie panów ze słynnej firmy Blackwater z poczciwymi „krukami” chroniącymi mniej ważne wojskowe magazyny i Wojskowe Komendy Uzupełnień naprawdę grzeszy naiwnością. Zresztą nawet gdyby chodziło tylko o sprytne omijanie po coś przecież ustalonych kontyngentów, to przypomina się pani Dulska i jej metoda na korzystanie z „niegodziwych” pieniędzy, których za nic nie wzięłaby dla siebie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *