Kryształowy lobbysta w ramionach kryształowego demokraty

9 sierpnia. Krytycy mówili o nim szyderczo „kanclerz na posyłki”, gdy objął stanowiska w Gazpromie i Rosniefti. Gerhard Schröder naraził się na kolejną falę niepochlebnych opinii, gdy po urlopie w Moskwie, podczas którego spotkał się z Władimirem Putinem, w wywiadzie dla tygodnika „Stern” zapewniał, iż władca Rosji jest pełen pokojowych zamiarów i chce negocjować. Parteigenossen z SPD zaczęli pojedynczo i grupami składać do odpowiednich instancji partyjnych wnioski o wyciągnięcie konsekwencji wobec Schrödera za obsługiwanie interesów zbrodniarza wojennego. I oto wczoraj specjalna komisja arbitrażowa podokręgu SPD w Hanowerze miłosiernie orzekła, że nie widzi powodu do wyrzucenia usłużnego ekskanclerza z partii, gdyż „były kanclerz federalny nie naruszył zasad partyjnych swoim zaangażowaniem na rzecz rosyjskich firm państwowych”.

Deutsche Welle donosi, że komisja nie znalazła w działaniach i wypowiedziach Schrödera znamion sprzeniewierzenia się zasadom partii ani nie dopatrzyła się złamania przezeń jej statutu. Zdaniem komisji, Schröder nie wypowiadał się w duchu wsparcia dla wojennej agresji Rosji na Ukrainę i nie usprawiedliwiał napaści. Przyjaźń łącząca go z Putinem odnosi się do sfery prywatnej, a lukratywne posady w rosyjskich gigantach paliwowych Schröder już opuścił. Jednym słowem – spokój, cisza, nic się nie stało.

Wnioskodawcy mają teraz czas na zaskarżenie orzeczenia komisji. Ich zdaniem ścisłe związki Schrödera w rosyjskimi władzami dyskredytują nie tylko jego samego, ale i całą partię. W zażaleniach wnoszonych do komisji arbitrażowej członkowie SPD podkreślali też, że kurs obrany przez Schrödera, gdy był urzędującym kanclerzem, na zacieśnienie współpracy energetycznej z Rosją miał decydujący wpływ na powstanie zależności Niemiec od rosyjskich surowców energetycznych. A więc i od Kremla. A teraz owoce tego uzależnienia stają się coraz bardziej gorzkie, a niebawem dodatkowo przybiorą formę mrożonki.

Wiceprzewodniczący partii Lars Klingbeil uspokajał niechętnych Schröderowi kolegów z partii, że jego pozostawienie w szeregach SPD jest tylko formalne, a partia będzie się od niego dystansować, a nawet go izolować. Ciekawe podejście.

Zmiana paradygmatu w stosunkach z Rosją oraz zabiegi wokół zakupów rosyjskiego gazu dla Niemiec stanowią obecnie najważniejszą oś dyskusji politycznej u naszych zachodnich sąsiadów. Jak pisze Marek Menkiszak w analizie na stronie Ośrodka Studiów Wschodnich: „Moskwa nie ukrywa, że redukcja [przesyłu gazu gazociągiem Nord Stream 1] stanowiąca pogwałcenie kontraktów zawartych z europejskimi odbiorcami – jest motywowana politycznie oraz stanowi element wojny gazowej i narzędzie szantażu, głównie wobec RFN. Jasno świadczą o tym zarówno wcześniejsze wypowiedzi Putina, jak i niedawne słowa Pieskowa. Wprost uzależniają oni przywrócenie normalnego poziomu dostaw gazu z Rosji od zgody na uruchomienie Nord Stream 2 (ukończonego, ale zamrożonego po inwazji na Ukrainę w lutym br.). Warto przy tym odnotować, że Putin sugeruje, iż przesył za pośrednictwem NS2 miałby wynieść około połowy jego przepustowości (55 mld m3 rocznie), co być może wskazuje na żądanie rewizji prawa i decyzji UE (m.in. interpretacji trzeciego pakietu energetycznego i dyrektywy gazowej, zaskarżonej przez Gazprom), ograniczających możliwość wykorzystania gazociągu przez koncern. W swojej grze z Berlinem Moskwa posługuje się znanym lobbystą rosyjskich interesów w Niemczech, byłym kanclerzem Schröderem (szefem rady dyrektorów kontrolowanej przez Gazprom spółki Nord Stream 2 AG), licząc, że mimo niepopularności jego i jego narracji w RFN, sytuacja zmieni się wskutek narastania kryzysu energetycznego. Tę kalkulację dobrze ilustrują słowa zastępcy szefa komisji gospodarki Rady Federacji (wyższej izby parlamentu) Iwana Abramowa, który w wypowiedzi z 3 sierpnia wyraził przekonanie, że wraz ze zbliżaniem się zimy, kiedy niemieccy obywatele otrzymają „gigantyczne” rachunki za energię, ich nastroje zmienią się, a oni sami poprą ideę uruchomienia NS2”.

„Znany lobbysta” Schröder otrzymywał niezłe gaże za piastowanie stołków w konsorcjum Nord Stream i Rosniefti (w 2021 r. jego wynagrodzenie w tym koncernie naftowym zarządzanym przez druha Putina, Igora Sieczina, wynosiło 600 tysięcy dolarów, na waciki wystarczało). Po najeździe Rosji na Ukrainę Schröder powiedział, że to błąd polityczny Moskwy. Niemniej nie zaniechał kontaktów z przyjacielem z Kremla. Prasa pisze, że prowadzi intensywne rozmowy o nowym ukształtowaniu współpracy gospodarczej, głównie w dziedzinie energetyki. 25 lipca oznajmił, że jedzie do Moskwy na urlop. Ale jego żona w komentarzu dla „Der Spiegel” wygadała się, że celem podróży do rosyjskiej stolicy są rozmowy o dostawach gazu rurociągiem Nord Stream 1. Tego dnia Gazprom ogłosił, że zamierza zastopować pracę jeszcze jednej turbiny tłoczącej gaz tym gazociągiem (skutki: patrz wyżej).

Początek „prawdziwie męskiej przyjaźni” pomiędzy Schröderem a zafascynowanym w młodości NRD Władimirem Putinem datuje się na pierwszą kadencję młodego wówczas rosyjskiego prezydenta. Schröder wyznaczył wtedy linię własnej Ostpolitik: „Rosja jest dla nas ważna pod względem politycznym i gospodarczym. Jestem przekonany, że rozszerzająca się Unia Europejska postępuje słusznie, zawiązując strategiczne partnerstwo z Rosją. I ja chcę wnieść wkład w to dzieło. Niemcy nie mogą być zainteresowane niestabilnością Rosji” – i tak dalej w tym duchu powtarzał Schröder w wywiadach prasowych. Na zarzuty niemieckiej prasy, że Putin coraz bardziej demoluje i tak słabe instytucje demokratyczne w Rosji i poszerza pole zamordyzmu, prowadzi zbrodniczą wojnę w Czeczenii, łamie prawa człowieka, Schröder odpowiadał: „Ależ Putin to kryształowy demokrata”. Już podczas wizyty Schrödera w Rosji w styczniu 2001 r. obaj politycy prezentowali znakomitą komitywę i wzajemne zrozumienie: Putin wraz z małżonką woził państwa Schröderów saniami zaprzężonymi w trojkę, pokazywał zabytki. Potem państwo Schröderowie zaadoptowali dwoje dzieci z petersburskiego domu dziecka. Po zakończeniu kadencji kanclerza „drug Gerhard” pozostał bliskim człowiekiem Putina. Schröder otrzymał od Gazpromu świetną fuchę: został prezesem zarządu rosyjsko-niemieckiego konsorcjum budującego Gazociąg Północny (Nord Stream 1). Kontakty byłego kanclerza z Putinem musiały być nadal bliskie i serdeczne, skoro rosyjski prezydent podczas tzw. bezpośredniej linii w 2015 roku opowiedział o takim przypadku: „Z byłym kanclerzem RFN panem Schröderem pewnego razu byliśmy w mojej rezydencji. Poszliśmy do bani (tradycyjnej drewnianej rosyjskiej łaźni a la sauna), a ona zaczęła się palić. Akurat przynieśli nam piwo. Mówię do niego: Gerhardzie, słuchaj, musimy szybko stąd wyjść. Palimy się. A on powiada: Poczekaj, dopiję piwo i pójdziemy. Ja mu mówię: Zwariowałeś? Palimy się! A on jednak dopił piwo. Uparty człowiek, z charakterem. A bania spaliła się ze szczętem”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.