Mały reset marcowy

25 marca. Ostatnie rosyjskie zabiegi wokół Syrii sprowadziły do Moskwy sekretarza stanu Johna Kerry’ego. Wszyscy zwrócili uwagę na wielką tekę, jaką ze sobą przytargał.

Moskwie udało się doprowadzić do zawieszenia broni w Syrii na swoich warunkach – przymusiła ona do zamilknięcia armaty ugrupowań opozycyjnych, a sobie i armii Asada pozostawiła prawo do bombardowań i innych działań zbrojnych „w razie potrzeby”. Potrzeba, jak się okazuje jest, i to niemała. Wczoraj nadeszły informacje o śmierci oficera rosyjskiego specnazu pod Palmirą (według innych źródeł, zginęło kilku Rosjan, którzy byli najemnikami, zwerbowanymi przez prywatną agencję). O miasto trwają od kilku dni intensywne walki, siły Asada donoszą, że są bliskie zdobycia tego ważnego ośrodka.

Kerry przyjechał, aby z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i prezydentem Putinem ustalić dalsze kroki. Według enuncjacji prasowych, Kerry został przysłany, by dowiedzieć się od Rosjan, dlaczego wycofali swoje siły (częściowo) z Syrii. Bo istniały obawy, że teraz Moskwa zechce je wysłać na Ukrainę. Sądząc z enigmatycznych, ale optymistycznych wypowiedzi Kerry’ego, został on w tym względzie uspokojony. Chyba tym razem nie było zresztą powodów do niepokoju.

Po spotkaniu podano, że i Rosja, i USA będą dążyć do zorganizowania bezpośrednich rozmów pomiędzy syryjską stroną rządową a opozycją. W trakcie tych rozmów ma zostać ustalony kalendarz okresu przejściowego przed przyjęciem konstytucji, wyborami etc. Rosja nadal trwa jednak przy Asadzie, którego Stany nadal chcą się pozbyć. W tym miejscu węzełek się zaciska.

Sprawa syryjska była przygrywką albo, jak wolą niektórzy komentatorzy, taranem, który umożliwił Putinowi przełamanie izolacji międzynarodowej, w jakiej znalazł się on po aneksji Krymu i interwencji na wschodzie Ukrainy. Teraz negocjacje dotyczące uregulowania sytuacji w Syrii są wykorzystywane przez rosyjską dyplomację do poszerzania obszarów „do obowiązkowego obgadania” w szerszym gronie. Tym obszarem numer jeden pozostaje Ukraina. Przy tym ukraińskim stole Rosja chce dyktować swoje warunki. Stany odpowiadają, że może częściowo zdejmą sankcje z Rosji, jeśli porozumienia mińskie zostaną w pełni implementowane. Czy zostaną? Kiedy? Jednym z punktów jest odzyskanie kontroli przez Kijów nad granicą z Rosją. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że to Himalaje. Uszczelnienie granicy odznaczałoby odcięcie separatystów od źródeł broni, specjalistów wojskowych, wreszcie pomocy finansowej z Rosji. Ograniczyłoby to Rosji możliwość wpływania na sytuację w Donbasie, a zatem i na Ukrainie. A przecież plan powstrzymania Ukrainy w jej deklarowanym marszu na Zachód, w stronę UE i NATO, zakłada rozjątrzanie sytuacji na tych terytoriach, a nie uregulowanie sytuacji, odbudowę i święty spokój.

Teraz najwidoczniej i ze strony Rosji, i ze strony USA mamy fazę nawijania makaronu na uszy, jak najczęstszych kontaktów, kontrolowanego rozluźniania atmosfery. Na razie bez zasadniczych zmian i zobowiązań.

Jak wspomniałam na wstępie, Kerry miał ze sobą wypchaną tekę. Co w niej miał – nie wiemy. Tego dowiedział się podobno tylko sam Putin. Ale co zobaczył? Nie wyjawił.

Kerry upomniał się na Kremlu o Nadiję Sawczenko, skazaną na 22 lata łagru w ustawionym politycznym procesie za rzekome spowodowanie śmierci rosyjskich dziennikarzy podczas walk w Donbasie w 2014 r. Kreml ze swej strony położył na stole los dwóch Rosjan, którzy siedzą w amerykańskich więzieniach: „handlarza śmiercią” Wiktora Buta i handlarza narkotykami pilota Konstantina Jaroszenki. A Putin oświadczył, że o uwolnieniu/wymianie Sawczenko będzie można porozmawiać „w odpowiednim czasie”.

Równolegle o podjęciu kroków na rzecz uwolnienia Sawczenko rozmawiali telefonicznie Petro Poroszenko i wiceprezydent Joe Biden. Obaj potępili skazanie ukraińskiej pilotki przez rosyjski sąd i ustalili, że będą działać. Ale kartę Nadii Sawczenko trzyma w rękawie Putin i to on podejmie decyzję.

Słowo klucz na najbliższy czas w stosunkach Rosji ze światem to wymiana. Kogoś się wymieni na Sawczenko, coś na coś się wymieni z USA w Syrii albo na Ukrainie. Albo tylko się powie, że coś się da, w czymś ustąpi, a jak będzie naprawdę, to się jeszcze zobaczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *