W ostatni weekend w Rosji odbyło 160 demonstracji, w których wzięło udział łącznie 200 tysięcy osób. To wiele, jeśli porównać dane o chętnych do protestowania w analogicznym okresie roku ubiegłego, i niewiele, jeśli wziąć pod uwagę, w jakim tempie kryzys rozbiera na czynniki pierwsze rosyjską gospodarkę i jak szybko rośnie napięcie społeczne.
Jedni demonstrowali niezadowolenie wobec polityki rządu w dobie kryzysu, inni – swoje poparcie dla rządzącego tandemu i miłość do partii „Jedinaja Rossija”. Najwięcej protestujących, a także najwięcej popierających było w Moskwie, Władywostoku, Petersburgu, Nowosybirsku.
W dalekim Ułan Ude (Buriacja) pod hasłem „Precz z Putinem” zebrało się na placu Rewolucji 150 osób, a na prospekcie 50-Lecia Października na wiec poparcia dla rządu przyszło zaledwie 50 chętnych.
W Moskwie na placu Maneżowym zgromadzono popleczników „partii władzy”, przywieziono ich autobusami, zmarzniętych częstowano gorącą herbatą. Jeden z indagowanych przez korespondenta gazety „Kommiersant” młodych uczestników wiecu na pytanie, dlaczego tu przyszedł, odparł: „żeby dostać zaliczenie”. W szeregach wiecujących członkowie opozycyjnego ruchu „Smiena” (Zmiana) prowadzili do różowych świnek-skarbonek zbiórkę pieniędzy pod hasłem „Pomóż Gazpromowi”, zgromadzeni chyba nie poznali się na dowcipie, bo chętnie wrzucali pieniądze, nawet banknoty. Według danych milicji w akcjach poparcia w Moskwie wzięło udział około pięciu tysięcy ludzi.
Kilka różnorodnych akcji protestacyjnych przeprowadzili komuniści, którzy ostatnio mocno się zaktywizowali i nawołują do protestów ulicznych (wczoraj wymachiwali hasłem: „Nie ma kapitalizmu, nie ma kryzysu”. To może być chwytliwe hasło chyba tylko dla tych, którzy mają kurzą pamięć). KPFR próbuje też od jakiegoś czasu „podłączyć się” z bratnią pomocą pod akcje protestu przeciwko wprowadzeniu nowych ceł na używane samochody zagraniczne.
Był też specyficzny „Marsz niepokornych” pod siedzibą rządu. Aktywiści opozycyjnej organizacji „My” stali z czystymi kartkami papieru i z zaklejonymi taśmą klejącą ustami. Milicja uznała to za nielegalne zgromadzenie, dziesięciu uczestników akcji zatrzymano. Jednemu z nich przedstawiono dość osobliwy w tych okolicznościach zarzut: „używanie niecenzuralnych wyrażeń w miejscu publicznym”.
W Moskwie kilkaset osób zebrało się też, by uczcić pamięć adwokata Stanisława Markiełowa i Anastasii Baburowej, zabitych 19 stycznia w centrum miasta.
Władze starają się nie nagłaśniać informacji, że w kraju coraz częściej dochodzi do demonstracji, że rośnie potencjał niezadowolenia. Reagują po swojemu. Dzisiaj premier Putin podpisał rozporządzenie o utworzeniu federalnego Centrum Zarządzania w Sytuacjach Kryzysowych, do zadań centrum ma należeć m.in. „likwidacja sytuacji nadzwyczajnych”. Co może być „sytuacją nadzwyczajną” poza pożarem czy powodzią? Może odpowiedzią jest wcześniejsze zarządzenie o wzmocnieniu milicji jednostkami wojsk wewnętrznych w miastach, w których istnieje zagrożenie masowymi zwolnieniami z wielkich zakładów przemysłowych i rośnie możliwość zorganizowania strajków i akcji protestacyjnych. Jeszcze wcześniej podano, że planowanej redukcji wojsk wewnętrznych nie będzie („Jest to związane z koniecznością wypełnienia wszystkich postawionych zadań” – mówił dowódca wojsk wewnętrznych gen. Rogożkin).
Ciekawym „środkiem antykryzysowym” jest zaordynowane przez prezydenta Miedwiediewa nowe zadanie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Kontrwywiad ma teraz sprawować kontrolę nad wykorzystaniem państwowych środków przeznaczonych na walkę z kryzysem i na wsparcie w warunkach kryzysu realnego sektora gospodarki, systemu bankowego i kompleksu obronnego. Miedwiediew stwierdził, że z powodu korupcji środki nie były wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem. Nic nie powiedziano na temat sposobów, których FSB ma używać, aby okiełznać rozpełzanie się na boki państwowych finansów przeznaczonych na ratowanie gospodarki. Może FSB otrzyma jakieś dodatkowe kompetencje? Jakie? Po co? I tak każdemu może zaglądać przez ramię.
Władze zaczynają działać według zasady „wszystkie ręce na pokład”. Monitorowaniem sytuacji i nastrojów w zakładach pracy zajmuje się „Jedinaja Rossija”, Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych ma tworzyć lotne brygady do gaszenia strajków, prokuratura kontroluje, czy pracownicy dostają na czas wynagrodzenia oraz czy media nie podają „dezinformacji dotyczącej oceny kryzysowych zjawisk i ich skutków”. Czyli rozrasta się system kontroli nad społeczeństwem i jego nastrojami. Czy to oznacza, że władze nie wierzą w skuteczność swoich programów antykryzysowych?
