28 sowieckich Spartan

27 listopada. Co z tego, że wyssane z palca? Że to tylko sowiecki mit? Minister kultury Władimir Miedinski potępia każdego, kto podaje w wątpliwość prawdziwość przekazu o bohaterstwie 28 panfiłowców. Tacy wątpiący „będą się smażyć w piekle”, powiada.

Zacznijmy od początku. Listopad 1941, Niemcy podchodzą pod Moskwę. Jedną ze stawiających im czoło jednostek jest czwarta kompania piechoty 316. Dywizji dowodzonej przez gen. Panfiłowa. W zaciekłym boju pod miejscowością Dubosiekowo w pobliżu Wołokołamska ginie większość żołnierzy tej kompanii. Niemcy prą dalej. Kilka dni po tym boju w sztabie przebywał korespondent gazety „Krasnaja Zwiezda”, od jednego z politruków usłyszał historię o bohaterskiej postawie żołnierzy z dywizji Panfiłowa. Na łamach gazety ukazał się artykuł, w którym heroizm panfiłowców ubrano w wielkie liczby: 28 żołnierzy miało wedle tego przekazu zniszczyć 18 z 54 czołgów oraz zabić nawet 800 żołnierzy wroga. Do tych liczb dodano jeszcze maksymę (później wielokrotnie cytowaną) wypowiedzianą jakoby przez komisarza politycznego Dijewa przed śmiercią: „Rosja jest wielka, ale cofać się nie ma gdzie – za nami Moskwa!”. Z panfiłowców uczyniono sztandarowych bohaterów – pośmiertnie (bo wedle tej legendy zginęli wszyscy co do jednego) otrzymali oni tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Na ich cześć nazywano ulice, place, domy kultury itd. Legenda trwała w najlepsze – wpisywała się w linię oficjalnej propagandy, głoszącej, że czyn zbrojny Armii Czerwonej w II wojnie (a właściwie Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej) nie ma sobie równych i nie nosi żadnej zmazy.

Mistyfikacja gazety „Krasnaja Zwiezda” wyszła na jaw już w 1947 r. – jeden z figurujących na liście poległych panfiłowców, niejaki Iwan Dobrobabin, został wtedy aresztowany za zdradę ojczyzny. Dobrobabin potwierdził jedynie, że jego kompania walczyła pod Moskwą, ale on żadnych bohaterskich czynów nie dokonał, dobrowolnie poddał się Niemcom, co więcej – zaciągnął się do niemieckich oddziałów pomocniczych policji w obwodzie charkowskim. Prokuratura wszczęła śledztwo, znaleziono jeszcze czterech rzekomo poległych panfiłowców, którzy przeżyli, żaden z nich nic nie wiedział o tym, by miał wykazać się niebywałym heroizmem. Prokuratorzy uznali opowieść o 28 panfiłowcach za wymysł. Prawdziwe w niej było tylko to, że faktycznie w listopadzie 1941 r. pod Moskwą trwały ciężkie walki i wielu sowieckich żołnierzy poniosło w nich śmierć.

Władze ZSRR postanowiły jednak nie odbrązawiać wymyślonej przez gazetę „Krasnaja Zwiezda” legendy. Dokumenty o bojach pod Dubosiekowo zamknięto w szafie pancernej i utajniono. Panfiłowcy stali się herosami z sowieckiego panteonu sławy. Do tematu powrócono w latach pierestrojki i znowu prokuratura, która badała sprawę, uznała, że to piękny acz nieprawdziwy apokryf. Jeden mniej, jeden więcej, nikt wtedy szczególnie nie zwrócił uwagi. Sprawa nieoczekiwanie powróciła w 2015 r. – Archiwum Państwowe zamieściło na swojej stronie internetowej materiały przygotowane w 1948 r. przez prokuraturę wojskową, wskazujące jednoznacznie, że funkcjonujące w powszechnym obiegu przekonanie, że panfiłowcy za cenę życia zagrodzili niemieckim czołgom drogę do Moskwy, to wymysł. Dyrektor archiwum Siergiej Mironienko nazwał historię 28 panfiłowców mitem.

Uderz w panfiłowców, minister Miedinski się odezwie. I rzeczywiście: zagroził Mironience zwolnieniem i wskazał, czym powinni zajmować się archiwiści – „dyrektor archiwum nie jest ani pisarzem, ani dziennikarzem, ani bojownikiem z fałszowaniem historii”. W marcu tego roku Mironienkę odwołano ze stanowiska dyrektora. Jak podano oficjalnie – na własną prośbę.

Minister nie ustaje w wysiłkach na rzecz pokazywania rosyjskiej publiczności budujących przykładów z historii. I tylko takich. Nazywa to walką z fałszowaniem historii. Według Miedinskiego to walka o ludzkie dusze. Na początku października minister wystąpił z pierwszym ostrym atakiem pod adresem tych, którzy zastanawiają się nad prawdziwością opowieści o bohaterstwie 28 panfiłowców. „To skończeni dranie” – powiedział minister. Wczoraj poszedł jeszcze dalej i jeszcze bardziej zakopał się terminach religijno-moralnych: piekło za wątpliwość. Użycie religijnej nomenklatury nie jest w kontekście walki o historię nowe – często w dyskursie padają takie słowa, jak święta (wojna), bluźnierstwo (jeśli ktoś obala obowiązujące mity) itd., a teraz mamy jeszcze piekielne czeluści dla wątpiących. Strażnikami tej rzekomej świętości i nietykalności przekazu historycznego (bo przecież nie rzetelnej wiedzy) są częstokroć politycy.

Temat panfiłowców znowu wypłynął w związku z wejściem na ekrany rosyjskich kin filmu „28 panfiłowców” Andrieja Szalopy, w którym wydarzenia oddano zgodnie z… wersją gazety „Krasnaja Zwiezda”. Dodam jeszcze, że minister Miedinski osobiście sprawował patronat nad filmem. Pieniądze zbierano przez Internet, zebrano trzy miliony rubli. Resztę dołożyło państwo.

„Po co się to robi? Żeby zachować zmitologizowany obraz wojny. W Rosji pozostają nietknięte niemal wszystkie sowieckie mity i opowieści o bohaterskich czynach, które zostały wymyślone do celów propagandowych – mówił w audycji Radia Swoboda historyk Borys Sokołow. – Z punktu widzenia obecnych władz zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej stało się fundamentem tożsamości narodowej. Mit to też część historii. Być może komisarz [panfiłowców, Dijew] był dzielnym żołnierzem i poległ śmiercią bohatera, ale nigdy nie wypowiadał słów, które mu przypisano. Ten rzekomy cytat wymyślił dziennikarz. To było zgodne z duchem propagandy i wymyślone zostało na jej użytek. Ale po ponad siedemdziesięciu latach wypadałoby już pokazać, jak naprawdę było, a nie trwać przy legendach i mitach”.

Na to się jednak nie zanosi. Skoro minister Miedinski straszy piekłem, to znaczy, że legenda zostanie w umysłach współczesnych Rosjan ugruntowana. Nakręcenie filmu fabularnego o zmitologizowanych wydarzeniach wojennych i nie tylko wojennych – to rzecz dość częsta w historii kina. Samo kino przecież kreuje mity. Twórca ma prawo do własnej wizji. Ale pokazywanie mitu jako prawdy historycznej i jeszcze głośne wykrzykiwanie, że to prawda – to już rzecz poważniejsza.

Jaki wyszedł sam film – będzie można zobaczyć w kinie (w Internecie/na dvd), legenda podbijana ostrymi słowami ministra wyprzedziła sam obraz.

8 myśli nt. „28 sowieckich Spartan

  1. pan Piotr

    Mit panfiłowców, mit smoleński, nic nowego, prawda jest ofiarą. Jakie to podobne, nawet filmy powstały.

    Odpowiedz
    1. Anna Łabuszewska

      Szanowny Panie Pawle!
      Korzystałam z wielu źródeł, już zapewne nie odtworzę wszystkich. Mogę wskazać te, które pamiętam.
      http://www.svoboda.org/a/28148421.html
      http://www.svoboda.org/a/28143232.html
      http://www.svoboda.org/a/28141306.html
      http://www.svoboda.org/a/28139269.html
      http://kommersant.ru/doc/3143083
      http://magazines.russ.ru/voplit/2000/6/kardin-pr.html
      Faktografia dotycząca samych panfiłowców m.in. tu https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%B0%D0%BD%D1%84%D0%B8%D0%BB%D0%BE%D0%B2%D1%86%D1%8B

      Odpowiedz
      1. Kruljungli

        Szanowna Pani Anno,
        Dziekuje ze szczegolowa odpowiedz. Potrzebuje amunicji na swiatopogladowe boje z moimi rosyjskimi (jeszcze) przyjaciolmi… 🙂
        Pozdrawiam,
        Pawel

        Odpowiedz
  2. Walek

    Tam „panfiłowcy”, u nas „żołnierze wyklęci”. Takie samo zachlapywanie historii farbami w kolorach flag narodowych. To się po prostu nazywa propaganda polityczna, kochani. Zapytajcie o to rodziny ofiar polskich bandytów grasujących po polskich wsiach i drogach, którym po wojnie Polacy z orzełkiem na czapce (lub bez) zabili dziadków i krewnych. Tam – nie odkłamują historii, u nasz ponownie zakłamują. A myślicie, że inaczej dzieje się w Niemczech, Francji, Włoszech czy Austrii? Ten blog powinien zatoczyć szeroki kręgi przynajmniej po całej Europie…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *