Chodzi mi o to, aby język giętki

18 lipca. Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa. Jak wiadomo, autor tych słów, Juliusz Słowacki, wielkim poetą był. Bez wątpienia z pietyzmem odnosił się do delikatnych kwestii językowych, języka używać potrafił po mistrzowsku, znał wagę słów, ich czar i moc. Poświęcam ten przydługi wstęp sprawom języka, bo właśnie one nieoczekiwanie znalazły się w centrum zainteresowania po spotkaniu Trump-Putin w Helsinkach.

Szczyt podniósł wysoką falę emocji po obu stronach oceanu. I fala ta nie opada, bo też wiele się nagromadziło spraw drażliwych, wymagających wyjaśnienia, rozpracowania. Tymczasem gmatwanina wydaje się pęcznieć jeszcze, generując nowe wątpliwości i stany podgorączkowe. I język ma w tym też swój udział.

Prezydenci spotkali się i przeprowadzili pełnoformatowe rozmowy. Kreml wzdychał do tej chwili od dawien dawna. Wszyscy mają zapewne w pamięci dzień, gdy w listopadzie 2016 roku ogłoszono zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach, a w Moskwie nastała euforia. Komentatorzy, opowiadający Rosjanom codziennie w telewizji, co mają myśleć na tematy polityczne, z nadzieją nazywali nowego amerykańskiego prezydenta familiarnie „nasz Trumpuszka”. Zaniepokojona już mocno przedłużającymi się sankcjami Rosja najwyraźniej liczyła na powtórkę z resetu. Ten pierwszy reset zainicjowany przez Baracka Obamę przyniósł Moskwie ulgę, był swoistym wybaczeniem grzechu wojny z Gruzją (2008), w wyniku której Rosja oderwała od tego kraju dwie jego prowincje – Abchazję i Osetię Południową. Zachód chciał wtedy szybko zapomnieć o tym grzechu, izolacja szczerzącej militarne kły Rosji nie trwała zbyt długo, chętnie powrócono do zasady business as usual. Dokonując aneksji Krymu i rozpętując wojnę na wschodzie Ukrainy (2014), Kreml zapewne po cichu liczył na powtórzenie tego schematu. Po krótkim dąsie Zachód miał w intencji Moskwy zaniechać sankcji, uznać prawo Rosji do wyłączności zarządzania obszarem postsowieckim. W tym Ukrainą. W tym przy użyciu siły. To kluczowe.

Ale czas płynął, a wyglądane z niecierpliwością ocieplenie nie przychodziło. Co więcej, nadzieja na „Trumpuszkę” oddalała się z każdym nowym akordem Russiagate – amerykański establishment skrupulatnie badał (i bada nadal) wpływ, jaki Rosja próbowała wywrzeć na przebieg i wynik wyborów prezydenckich w USA. W tle spotkania prezydentów w Helsinkach ujawniono dwa kolejne epizody, świadczące o zabiegach Rosjan, mącących wodę w sadzawce koło Białego Domu. Po pierwsze, biuro prokuratora Roberta Muellera (badającego przypadki ingerencji Rosji w amerykańskie wybory) wytoczyło się do sądu z aktem oskarżenia wobec dwunastu obywateli Rosji, których określono jako funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu wojskowego; mieli oni uzyskać nielegalnie dostęp do amerykańskich serwerów i manipulować przebiegiem kampanii wyborczej. Po drugie podano do wiadomości fakt zatrzymania rosyjskiej studentki, lobbystki, która próbowała nawiązać kontakty w wysokich kręgach politycznych USA, m.in. starała się jeszcze w trakcie kampanii wyborczej dotrzeć do Trumpa, by spiknąć go z Kremlem. O obu tych bardzo ciekawych sprawach napiszę bardziej szczegółowo oddzielnie. Teraz kilka słów o samym szczycie i jego językowych niuansach.

Prezydenci spotkali się w cztery oczy, ponadto obaj przywieźli do Helsinek liczne delegacje wysokich oficjeli, którzy też prowadzili rozmowy w swoich dziedzinach. Potem odbył się roboczy lunch, podczas którego prezydent Trump promieniał zadowoleniem i wyszeptał kilka czułych słówek pod adresem rosyjskiego interlokutora.

Rozmowy nie zakończyły się wspólnym komunikatem, co można odczytać jako brak porozumienia w podstawowych sprawach. Nawet informacje o spisie tematów były skąpe. Zakres spraw do omówienia – potencjalnie bardzo szeroki. Korea Północna, Syria, Ukraina, sankcje, Krym. No i Russiagate, cyberprzestrzeń.

Konferencja prasowa prezydentów dała trochę materiału do przemyślenia. Jak już wspomniałam wyżej, nie było wspólnego komunikatu. Wypowiedzi prezydentów po spotkaniu też nie zawierały zaskakujących nowych treści. Ogólnikowo zapowiedziano prace ekspertów nad nowymi formami współpracy gospodarczej, w dziedzinie przeciwdziałania terroryzmowi; nic konkretnego.

Trump pływał w temacie ingerencji Rosji w wybory. A nawet zaplątał się w wywodach tak dalece, że dziś swoje twierdzenia prostował. Pytany podczas konferencji, czy wierzy w rosyjską ingerencję, Trump przytoczył słowa Putina: „On powiedział, że to nie Rosja. A ja powiem tak: nie widzę żadnej przyczyny, dlaczego to miałaby być ona [Rosja]. Mam wielkie zaufanie do moich służb wywiadowczych, ale muszę wam powiedzieć, że prezydent Putin bardzo mocno zaprzeczał, że to ona [Rosja]”. Dziś Trump (któremu opozycja i media zmyły głowę za nadskakiwanie Putinowi) korygował swoją wypowiedź: „Powiedziałem: nie widzę żadnej przyczyny, dla której to NIE miałaby być Rosja”. I zaraz podkreślił, że wierzy swojemu wywiadowi. W Helsinkach wierzył Putinowi, który go zapewniał, że w życiu, że nie Rosja, że nie on i w ogóle to bzdury na kiju. A po powrocie do domu już znowu uwierzył swoim służbom.

Prezydent Putin, który podczas konferencji prasowej zaprzeczał wszystkim podejrzeniom o wpływ na amerykańskie wybory, zaprzeczał, że państwo rosyjskie ma jakiekolwiek konotacje z szalejącymi po internatach trollami Prigożyna (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/06/02/na-talerzu-putina-czyli-przypadki-pewnego-kucharza/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/02/17/parszywa-trzynastka/), zaprzeczał, że był jakikolwiek plan ingerencji.

Ale i jemu, tak zawsze czujnemu, zdarzyła się językowa wpadka. Omawiając sprawę Krymu, powiedział wyraźnie: „my przeprowadziliśmy referendum na Krymie”. Zaraz dostrzegli to stwierdzenie obserwatorzy: „Putin chociaż raz powiedział prawdę” – podsumowali. Na oficjalnej stronie Kremla można znaleźć stenogram wypowiedzi prezydenta podczas konferencji prasowej. Tę część wypowiedzi zredagowano. Teraz jest: „My uważamy, że referendum przeprowadzono…”. Grunt to dobry redaktor.

Ciąg dalszy nastąpi.

 

 

2 myśli nt. „Chodzi mi o to, aby język giętki

  1. alfath

    „Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie”, jak mówi inny wieszcz. Skupia się Pani tutaj na lapsusach – freudowskich pomyłkach, jak w przypadku wypowiedzi Putina o referendum, albo poważniejszych w skutkach potknięciach. Trump od dawna twierdzi, że tzw. deep state, niezadowolone z wyniku wyborów, na wszelkie sposoby stara się podważyć jego legitymację i oskarżenia o mieszanie się Rosjan w ostatnie wybory w USA, nawet jeśli nie idą tak daleko, żeby oskarżać jego samego o korzystanie z rosyjskiego wsparcia, są częścią tej samej gry na użytek wewnętrznej polityki. I to właśnie chciał powiedzieć: „Putin mówi prawdę, zaprzeczając, że jestem jego agentem, co uparcie próbują udowodnić amerykańskie służby”. Bez wątpienia grubo niezręcznym sformułowaniem tej myśli dał nowy oręż do ręki przeciwnikom, którzy natychmiast zaczęli walić w werbel z okrzykiem „zdrada, zdrada!”. W tej chwili już widać, że z mniejszym skutkiem niż jeszcze wczoraj sądzono, bo większość właśnie zauważa takie potknięcia jako potknięcia.

    Jak dawno temu uświadomił nam Chomsky, kompetencję językową trzeba odróżniać od performancji, która z zasady zakłada niedoskonałość. Zawsze jednak bardziej interesuje mnie świadome użycie języka jako broni, czyli manipulacja. Burza wokół helsińskiej enuncjacji dostarczyła kolejnego interesującego przykładu. Wspomniałem o atakach Trumpa na „deep state”, które z natury musi się wydawać niesympatyczne i niebezpieczne. Przeciętny obywatel nieufnie patrzy na wszechpotężny aparat nie podlegający praktycznie kontroli. „Z samych filmów wiemy, jak jest” – trawestując innego klasyka 😉 Biada komuś, kto choćby bez własnej winy czy nawet wiedzy stanie się z jakichś względów niewygodny dla CIA, FBI lub innych służb. W oczach przeciętnego człowieka służby amerykańskie od rosyjskich różnią się może w jakimś odległym planie służby lepszej, czy po prostu naszej sprawie, ale nie filozofią i metodami działania. A od czasu wojny z terroryzmem ta symetria jest jeszcze większa – wystarczy znów zobaczyć, jak to wygląda w filmach, będących przecież projekcją społecznych wyobrażeń i lęków. Rosyjski agent najczęściej nie jest już reprezentantem wroga, ale łączy siły z Bondem czy innym zuchem w walce z siłami destrukcji totalnej.

    Tym nowym przykładem manipulacji jest nagła kariera określenia „Intelligence Community” – tak określa się zbiorczo kilkanaście różnych instytucji wywiadowczych USA. Do tej pory nazwa ta była rzadko używana, ale od dwóch dni Trump podważa już nie stanowisko CIA, FBI i komisji Muellera, ale całej „społeczności wywiadowczej”. Społeczność (po angielsku tożsama ze wspólnotą) brzmi prawie jak społeczeństwo albo po prostu naród. Nie jakieś służby i aparaty, tylko „my wszyscy”. A przeciw nam – niby nasz prezydent i władca obcego mocarstwa. Co za piękne użycie słowa jako broni, prawda? Nie mam sympatii dla manipulatorów, ale jak generał z dowcipu z serii o poruczniku Rżewskim powiem: „niegodnik, no kak priekrasno karauł rasstawlajet!”.

    Ciekaw jestem, czy w języku rosyjskim też pojawiło się ostatnio coś interesującego w tym rodzaju.

    Odpowiedz
  2. Anna Łabuszewska

    Szanowny Panie!
    Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz. Domniemane – według niektórych: dowiedzione – uwikłanie Trumpa w Russiagate stwarza wiele niebezpiecznych wirów w polityce międzynarodowej USA. I jest oczywiście, jak Pan napisał, osią wewnętrznej rozgrywki w Stanach.
    Co do rosyjskiego odpowiednika Intelligence Community, to nie zauważyłam, by coś podobnego trafiło do obrotu. Wszystkie rosyjskie służby specjalne wyszły z płaszcza KGB, że odwołam się do wyrażenia zaczerpniętego z twórczości genialnego klasyka. Są więc w tym sensie wspólnotą. W rosyjskim używa się zbiorczo słowa „siłowiki” na określenie ludzi ze służb mundurowych, nie tylko ze służb specjalnych. Zauważyłam natomiast renesans starego, jeszcze carskiego określenia „служивые” albo – nawet ostatnio częściej – „государевы люди”. Ciekawe zjawisko.
    Pozdrawiam Pana serdecznie
    Anna Łabuszewska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *