Doroczne orędzie prezydenta Dmitrija Miedwiediewa wielokrotnie przekładano, w doniesieniach medialnych budowano oczekiwanie czegoś wyjątkowego. Skoro tyle razy odkłada się wystąpienie głowy państwa, to znaczy, że zostanie wygłoszony nadzwyczaj ważny komunikat. W komentarzach medialnych, kuluarowych rozmowach spodziewano się bez mała manifestu politycznego – deklaracji startu w wyborach 2012, założenia własnej partii, która byłaby konkurencją dla putinowskiej Jednej Rosji. Skąd takie spekulacje? Część nomenklatury i środowisk eksperckich „wydajot żełajemoje za diejstwitielnoje”, czyli wykazuje się myśleniem życzeniowym. Innych przesłanek, by spodziewać się takich potężnych wstrząsowych atrakcji, nie było.
Prezydent Miedwiediew 30 listopada przedstawił zgromadzonej na Kremlu elicie władzy zbiór ze wszech miar słusznych postulatów, które można by zebrać pod ogólnym tytułem „bliżej człowieka” – poprawa sytuacji dzieci, demografia, socjal. Znakomite wystąpienie dobrego człowieka, powiedzmy, wiceministra zdrowia i opieki społecznej. I nie można powiedzieć, że to rzeczy nieważne: dzieci to przyszłość narodu, od stanu służby zdrowia też wiele zależy. Ale prezydent nie powiedział ani słowa o przyszłości politycznej kraju. A może nie mówiąc nic, powiedział wszystko: system się nie zmienia, władza się nie zmienia, a o tym, co będzie się działo w 2012 r., Władimir Władimirowicz jeszcze nie zdecydował. Część słuchaczy była wyraźnie zawiedziona. Z Miedwiediewem wiążą nadzieje ci, którzy nie odnaleźli się albo przestali się odnajdywać w systemie stworzonym przez Putina. W redakcyjnym komentarzu internetowej „Gazety.ru” wskazuje się: „stworzony przez Putina system polityczny zbudowany jest tak, że żadne realne zmiany, dopóki on znajduje się u steru władzy, są niemożliwe, a jego wyjście z tego systemu nie jest przewidziane. […] Miedwiediew, który nie stał się faktycznie pierwszą osobą w państwie, nie dostał szansy, by wykazać, że może poprowadzić kraj ku przemianom. Putin natomiast jasno wykazał, że poza taktycznymi zmianami nie zamierza wprowadzać zmian systemowych. To nie leży w jego interesie. I będzie pozostawał u władzy do momentu, w którym sam zechce opuścić miejsce przy sterze. Problem polega jednak na tym, że gwarantowanie przez Putina spiżowej nietykalności jego systemu wchodzi w ostrą przeciwfazę z oczekiwaniami społeczeństwa. Dekada dobiegła końca, rządy Putina nie okazały się efektywne, a teraz system, skoncentrowany na czujnym przestawianiu krzeseł w gabinetach, aby właściwe ręce znajdowały się na właściwym przyrządzie do rządzenia i zarządzania, jest ewidentnie anachroniczny. Czy ten system przeżyje zatem rok 2012?”.
W tym tygodniu ważność daty 2012 przysłoniła zdecydowanie data 2018. Rosja otrzymała od FIFA prawo organizacji piłkarskich mistrzostw świata w 2018 roku. Radość w Rosji była wielka. Zdziwienie też. Brytyjska prasa ujawniała w przeddzień fakty korupcyjnego uwodzenia ważnych decydentów FIFA, biła w przewodniczącego Blattera i pozostałych członków decyzyjnego zgromadzenia ze wszystkich armat. Być może to jedna z przyczyn niepowodzenia, obiektywnie najlepszej, angielskiej kandydatury na organizatora mistrzostw – członkowie federacji mający prawo głosu obrazili się na Brytyjczyków. Poza tym, jak piszą znawcy, w FIFA panuje teraz moda na misjonarstwo: szerzyć idee futbolowe tam, gdzie nie są one jeszcze silne (stąd wybór Rosji, gdzie piłka jest wprawdzie bardzo popularna, ale infrastruktura zdecydowanie niewystarczająca, by zorganizować imprezę rangi mistrzowskiej, a tym bardziej wskazanie maleńkiego acz bogatego i ambitnego Kataru jako organizatora kolejnych mistrzostw). Oficjalne kręgi polityczne w Rosji odczytały decyzję o powierzeniu Rosji organizacji mistrzostw świata jako sukces, kolejny wyraz uznania świata dla kraju.
Orędzie prezydenta zbiegło się w czasie z ujawnieniem przez WikiLeaks kolejnych dokumentów z poufnej korespondencji amerykańskich dyplomatów. Druga porcja też nie zawierała odkrywczych rewelacji – bo kogo w Rosji mogą zaskoczyć doniesienia o tym, że mer Łużkow patronował korupcji, a Siemion Mogilewicz był znanym „autorytetem”, a nie tylko właścicielem perfumerii. Rządzący Rosją tandem tym razem wyraził jednak niezadowolenie z powodu sformułowań pod swoim adresem, zawartych w depeszach amerykańskich ambasad. Dyplomaci amerykańscy podkreślali mniejsze znaczenie prezydenta Miedwiediewa w układzie rządzącym, dostrzegając hegemonię Putina… Putin w wywiadzie dla CNN powiedział mniej więcej to, żeby się Amerykanie troszczyli o swoją demokrację, bo z nią nie wszystko jest w porządku, a zostawili w spokoju rządzący Rosją tandem, bo został on wybrany przez naród.
Zasady gry w tandemie zostały ustalone, jeszcze zanim Miedwiediew został przez Putina wybrany na prezydenta. I wydaje się, że obie strony trzymają się tych zasad, nie przekraczając cienkiej czerwonej linii. Ale wszystko płynie, czasy się zmieniają, a wraz z nimi powstają nowe wyzwania, tworzą się nowe układy, punkty odniesienia. I zmienia się klimat. Jeszcze dwa lata temu nie do pomyślenia była na przykład wizyta prezydenta Rosji w Polsce, której towarzyszy ewidentne ocieplenie. Ba, jeszcze rok temu rosyjska propaganda eksploatowała antypolskie wątki, podkręcając temperaturę historycznych debat, atakując polskie inicjatywy. Klimat zmienił się przez ten rok nie tylko w odniesieniu do Polski. Może to tylko pochodna nadziei na pozytywne efekty resetu ze Stanami, w relacjach z którymi panuje ostrożny optymizm (choć obok gestów przyjaznych tandem Putin-Miedwiediew wykonuje też rytualne groźby: np. jeśli zrobicie sobie, Zachodzie, tarczę antyrakietową bez nas, to my wam podkręcimy wyścig zbrojeń), a może przejaw szerszej ogólnej tendencji.
Rosyjscy politycy zaniechali odgórnego, otwartego przywracania do łask Stalina. Miedwiediew firmuje ten odwrót – co jakiś czas daje sygnały, że uważa stalinizm za zbrodniczy system (ostatnio w Dniu Pamięci Ofiar Represji 30 października). Uchwała Dumy Państwowej z 26 listopada w sprawie potępienia zbrodni katyńskiej (jakkolwiek jeszcze bez stwierdzenia konieczności pełnej rehabilitacji ofiar zbrodni) też jest wyrazem i potwierdzeniem tendencji odwrotu od tej gloryfikacji Stalina, jaka miała miejsce w czasach prezydentury Putina. Co więcej, zapowiadana jest na styczeń narada pod auspicjami prezydenta, która ma być poświęcona destalinizacji. Czy to tylko krótkotrwały eksperyment, czy trwała tendencja? „Nasz reżim powoli dojrzewa do tego, aby przemalować ideologiczną fasadę. Poprzednia fasada w stylu liftingowanego stalinowskiego art deco wypłowiała, zresztą od samego początku było wiadomo, że to tylko tymczasowa dekoracja” – napisał w tekście „Powolne ciemnienie stalinowskich malowideł” Siergiej Szelin.
Ciemnienie faktycznie powolne. Ostrożne i niepewne. To dopiero pierwsze – owszem, szalenie ważne, ale jednak pierwsze i ciągle dalece niewystarczające – kroki ku oczyszczeniu. Rosja nie przeszła ciernistej drogi ekspiacji, lustracji, odkłamania, demitologizacji własnej tragicznej przeszłości. Z radością trzeba witać pierwsze jaskółki, ale i wyglądać kolejnych. Powodzenie rozpoczętej linii zależy w znacznej mierze od tego, co wydarzy się w 2012 roku na szczytach władzy.
